Witamina B1

Witaminy z grupy B są tak liczne (tiamina, ryboflawina, niacyna, kwas pantotenowy, pirydoksyna, biotyna, inozotyl, kwas foliowy, cyjanokobalamina oraz cholina, adenozyna, PABA, kwas orotowy, amigdalina) i mają tak szeroki wpływ na nasz organizm, działając na funkcjonowanie niemal każdego jego elementu, że nazywa się je witaminami na wszystko i trudno polemizować z takim określeniem, gdyż istotnie, te niezbędne nam do życia substancje, niezwykle ważne w procesach metabolicznych komórek, potrafią naprawdę wiele, o czym zamierzamy napisać kilka słów na naszym blogu. Zaczynamy nietypowo, bo od początku, od witaminy B1 (tiaminy), która:

  • ma zasadniczą rolę w procesach oddychania komórkowego, szczególnie w przemianie węglowodanów (cukier!),
  • wspiera metabolizm tłuszczów i białek,
  • wspomaga aktywność acetylocholiny, substancji odpowiedzialnej za prawidłową pracę układu krążenia (rozszerzającej naczynia, obniżającej ciśnienie krwi, zwalniającej częstość akcji serca) oraz za wiele innych, niezmiernie ważnych, funkcji organizmu, w tym skurcze mięśni gładkich jelit, pęcherza moczowego, zwężanie źrenic, a także za odpowiednie wydzielanie gruczołów,
  • pobudza wydzielanie testosteronu i estrogenu,
  • wzmaga działanie insuliny i tyrozyny (hormonu także biorącego udział w procesach metabolicznych, niezwykle ważnego szczególnie w przypadku młodych organizmów, ale również dla matek karmiących),
  • bierze udział w procesie wzrostu,
  • wzmacnia organizm, szczególne znaczenie ma w sytuacjach większego jego obciążenia,
  • pomaga w gojeniu się ran, ma także działanie przeciwbólowe,
  • odstrasza komary, jakkolwiek humorystycznie nie brzmiałoby to stwierdzenia, badania pokazują, że komary znacznie częściej atakują osoby z niskim poziomem witaminy B,
  • zapobiega chorobie morskiej i lokomocyjnej.

Wszystkie witaminy z grupy B rozpuszczalne są w wodzie (w przeciwieństwie do tych rozpuszczalnych w tłuszczach), dlatego ich nadmiar nie jest magazynowany w organizmie w takich ilościach, jak w przypadku innych witamin, zatem regularne dostarczanie organizmowi odpowiednich dawek jest niezwykle istotne, by nie doprowadzić do niedoboru tych koniecznych do życia składników. Zbyt niski poziom witaminy B1 może być przyczyną:

  • problemów z układem pokarmowym, w tym braku apetytu, a nawet jadłowstrętu, zaburzeń trawienia i wchłaniania składników odżywczych, zbyt małego wydzielania soków żołądkowych, biegunek, nudności, spadku masy,
  • zaburzeń działania układu nerwowego, szczególnie objawiającego się apatią, depresją, ale także rozdrażnieniem, problemami z koncentracją, pamięcią, a nawet oczopląsem,
  • rozstroju układu krążenia, którego objawami są obrzęki kończyn, przyspieszona akcja serca, zwiększenie rozmiarów serca,
  • nieprawidłowej pracy hormonów, w ostrzejszych przypadkach nawet ich zanikania,
  • objawów związanych z nadużywaniem alkoholu, który rozkłada witaminę B1 i powoduje silną awitaminozę, takich jak choćby delirium tremens, psychoz oraz encefalopatii.

Nadmiar witaminy B, w związku z tym, co napisaliśmy wcześniej o rozpuszczalności w wodzie, możliwy jest tylko w przypadku suplementacji za pomocą zastrzyków, dlatego nie będziemy się nim specjalnie zajmować, skupiamy się bowiem na mniej ekstremalnych formach (poza sytuacjami szczególnymi, jak w przypadku witaminy C i raka) dostarczania organizmowi niezbędnych składników.

Witamina B1 jest obecna w zasadzie w każdym rodzaju pożywienia, które nie zostało poddane procesowi obróbki (warto zwrócić uwagę, że producenci mąki dodają do niej często właśnie witaminę B1, co potwierdza tezę o tym, jak bardzo zubożona jest mąka, którą kupić można w zwykłych sklepach). Najwięcej znajdziemy jej w:

  • razowych produktach zbożowych,
  • kiełkach pszenicy,
  • ziarnach słonecznika,
  • roślinach strączkowych,
  • mięsie wieprzowym, w tym także w wątrobie,
  • kaszy gryczanej,
  • orzechach laskowych i pistacjowych,
  • ryżu.

Witamina B1 swój numer zawdzięcza temu, że została odkryta jako pierwsza z grupy, u nas także została pierwszą spośród witamin B w naszym małym cyklu (choć o witaminie B17 pisaliśmy sporo przy okazji omawiania zalet pestek moreli). I znów widać, że te produkty, które zawsze wymieniane są w gronie „zdrowych”, nie trafiają tam przypadkiem, przy okazji pisania o wielu składnikach odżywczych powtarzają się te same ziarna, orzechy, kasze. Są one w dodatku bardzo smaczne, zatem jaka jest przyczyna tego, że tak niewiele osób decyduje się zmienić swoją dietę na taką, która może pomóc im odzyskać i zachować zdrowie, a nawet żyć zdecydowanie lepiej i dłużej? Czyż nie jest to co najmniej dziwne? Mamy zatem nadzieję, że nasza działalność na polu uświadamiania przynosi efekty, że choćby część odwiedzających nasz blog postanowi sprawdzić, czy mamy rację.

 

Witamina A

W końcu trafiliśmy na początek alfabetu i dziś zajmiemy się witaminą A, kolejnym niezbędnym składnikiem odżywczym, posiadającym pośród wszystkich ważnych funkcji tę jedną, która wyróżnia go i sprawia, że słowo „niezbędny” nabiera nowego znaczenia – witamina A jest bowiem odpowiedzialna za to, jak widzimy, a nawet czy widzimy w ogóle. Jej znaczenie dla wzroku znane było już starożytnym Egipcjanom, Grekom, Rzymianom, którzy potrafili zidentyfikować skutki niedoboru tego składnika i leczyć je za pomocą dostępnych ich środków.

Witamina A wpływa na nasz organizm w różnorodny sposób:

  • sprawia, że nasze oczy prawidłowo odbierają bodźce, szczególnie ważna jest w zapewnieniu prawidłowej adaptacji do zmiennych warunków oświetlenia, ale odgrywa również rolę w rozróżnianiu kolorów oraz w procesie zapobiegania patologicznym zmianom organu wzroku,
  • dba o inny nasz zmysł, węch, poprzez swój olbrzymi wpływ na stan błon śluzowych, zarówno w zakresie wzmacniania ich odporności, jak i przez zapobieganie ich wysychaniu, ta cecha witaminy A sprawia również, że wzrasta odporność całego organizmu, gdyż błony śluzowe są naszą pierwszą linią obrony przed szkodliwymi mikroorganizmami i nie tylko,
  • zajmuje się odpornością także poprzez wpływ na wytwarzanie przeciwciał i zwiększanie aktywności innych zwalczających pasożyty komórek,
  • reguluje funkcjonowanie komórek tkanki kostnej, co skutkuje prawidłowym wzrostem kości i zębów, jest także istotnym elementem w ogóle procesu wzrostu, w tym wzrostu komórek nabłonka,
  • jest silnym przeciwutleniaczem, dlatego przyczynia się w istotny sposób do oczyszczania organizmu, ale również działa intensywnie w profilaktyce raka, zwalczając szkodliwe wolne rodniki, wykazano również dobroczynne działanie witaminy A w zwalczaniu raka już istniejącego,
  • zapewnia właściwy, zdrowy stan skóry, włosów i paznokci, opóźnia się proces starzenia skóry, zapobiega wypadaniu włosów, chroni także skórę przed wpływem szkodliwego promieniowania UV, pomaga leczyć oparzenia, odpowiada za wytwarzanie kolagenu, sprzyja obniżaniu poziomu złego cholesterolu, pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu krwionośnego.

Jak rozpoznać niedobór witaminy A? Jak zwykle w takich sytuacjach, objawy mogą być różne i być spowodowane wieloma innymi czynnikami, jednak zasadniczo przyjmuje się, że konsekwencją niedoboru witaminy A są:

  • przede wszystkim tak zwana kurza ślepota (zmierzchowa), która objawia się drastycznym ograniczeniem widzenia w słabszym oświetleniu i jest pierwszym objawem retinopatii barwnikowej, choroby prowadzącej do znacznego upośledzenia wzroku,
  • ogólne pogorszenie wzroku,
  • sucha skóra, czasem łuszcząca się, zaczerwieniona, do tego kruche paznokcie, rosnące zbyt powoli,
  • uczucie suchości oczu i pieczenia pod powiekami,
  • łuszczyca, trądzik, łysienie plackowate,
  • rogowacenie skóry, ale nie tylko, niedobór witaminy A powoduje także rogowacenie komórek oka, rogówki, dróg oddechowych, pokarmowych,
  • zahamowanie wzrostu,
  • skłonności do biegunek, brak apetytu, ogólne złe samopoczucie,
  • słabość kości, ich porowatość, zanik zębiny i miazgi zębowej.

Wątroba magazynuje spore ilości witaminy A, więc jej niedobór występuje dopiero po jakimś czasie (nawet kilku miesiącach), ale może być również efektem złego funkcjonowania wątroby. Uzupełnienie niedoborów polegać powinno być przede wszystkim na włączeniu do diety zwierzęcej wątroby (dokładnie taki sposób stosowali starożytni, o których pisaliśmy w pierwszym akapicie), przy czym wątróbka drobiowa zawiera jej więcej niż wołowa oraz warzyw i owoców: marchewki, naci pietruszki, dyni, szpinaku, jarmużu, sałaty, zielonego groszku, pomidorów, brokuły oraz wiśni, moreli, śliwek, pomarańczy, a także masła i jajek.

Nadmiar witaminy A spotykany jest rzadko, w przypadku jego wystąpienia mogą pojawić się nudności, wymioty, bóle głowy, problemy z koordynacją mięśni, drażliwość, swędzenie, szczególnie uważać na przedawkowanie witaminy A muszą kobiety w ciąży, gdyż jej nadmiar może powodować wady wrodzone u dzieci.

Kolejna pozycja na liście składników niezbędnych do życia za nami, jednak przed nami znacznie więcej tych, które każdy powinien poznać, zrozumieć ich znaczenie dla organizmu i przede wszystkim, nauczyć się z nich rozsądnie korzystać. „Wiem, że nic nie wiem”, ta starożytna maksyma w dziedzinie zdrowia i zdrowego odżywiania wydaje się być aktualna jak chyba w żadnej innej, codziennie poznajemy coś nowego, codziennie niemal zdarza się, że odkrywamy nowe znaczenia rzeczy, które – jak nam się wydawało – znaliśmy dobrze. Do zobaczenia zatem w kolejnym wpisie!

Cukrzyca typu II, pełzająca epidemia

Notatka na marginesie

W 1980 roku na cukrzycę chorowało 153 miliony ludzi, wystarczyło 30 lat, by ta liczba wzrosła ponad dwukrotnie – do niemal 370 milionów. Co dwudziesta osoba na ziemi choruje na cukrzycę! Oznacza to, że nie ma w zasadzie możliwości, by w gronie naszych znajomych, a nawet w rodzinie nie było przynajmniej jednego człowieka cierpiącego na tę, obok raka, chyba najbardziej charakterystyczną dla naszych czasów przypadłość. Przypadłość, której, co w gruncie rzeczy najsmutniejsze, jeśli weźmie się, ile mimo wszystko nowych zachorowań odnotowywanych jest corocznie, łatwo można uniknąć, łatwo można uchronić przed nią własne dzieci, prostymi sposobami, bez jakichkolwiek leków, bez cudownych środków, bez wywracania życia do góry nogami. A jednak nie, co roku cukrzyca i jej powikłania sprawiają, że kolejne miliony tracą życie i zdrowie.

Zaledwie 5% przypadków cukrzycy to typ I, czyli choroba uwarunkowana genetycznie, wrodzona – zaś 85% (!) to efekt stylu życia, od lat najmłodszych do tych późniejszych, efekt lenistwa, zamiłowania do wygody i przede wszystkim ignorancji, czasem prawdziwej, bowiem sporo osób naprawdę nie ma pojęcia, czym jest naprawdę cukrzyca i skąd się bierze, czasem udawanej, bowiem prościej (pozornie) jest udawać, że się nie wie, udawać, że sprawa dotyczy wszystkich innych, nie nas. Taka postawa sprawia również, że kiedy dochodzi już do najgorszego, jej miłośnicy są skłonni obarczać winą producentów żywności, media je reklamujące, skłonni są oskarżać lekarzy, że nie ostrzegali ich o niebezpieczeństwach wynikających z codziennej bezrefleksyjnej diety, ale nie potrafią przyznać, że cały czas mieli swoje życie i zdrowie we własnych rękach.

Czym zatem jest cukrzyca typu II? Jest to nabyta choroba metaboliczna, polegająca na wytworzeniu się w organizmie insulinoodporności w efekcie niewłaściwej diety, szczególnie z powodu wysokiej zawartości w niej cukru, jednak nie tylko, 90% chorych na cukrzycę typu II to osoby z nadwagą lub otyłe, otyłość trzykrotnie zwiększa ryzyko zachorowania – czyż taka statystyka jednoznacznie nie wskazuje właśnie na dietę jako przyczynę problemu (oraz rozwiązanie – ale o tym nieco później)? Zmniejszona wrażliwość tkanek na insulinę (insulinoodporność) sprawia, że trzustka produkuje jej więcej i więcej, aż w końcu pobór przekracza możliwości produkcyjne tego gruczołu i następuje upośledzenie lub nawet zatrzymanie wytwarzania insuliny. Najgorsze w cukrzycy typu II jest to, że choroba przez długie lata ma charakter pełzający, hiperglikemia nie jest wystarczająco ostra, by dać objawy cukrzycy, więc jest ignorowana, aż nie da się jej już dłużej ignorować, ponieważ w końcu pokazała prawdziwe oblicze.

Według rozmaitych szacunków opartych na badaniach naukowych przyjmuje się, że cukrzyca typu II skraca życie przeciętnie o sześć do dziesięciu lat! Dziesięć lat! Czyż nie jest to obraz wręcz brutalnie mówiący, czym jest cukrzyca, mówiący, że mamy do czynienia z zabójcą na masową skalę, mówiący, że sami skracamy sobie życie o tyle wyłącznie dlatego, że nie umiemy odmówić sobie przyjemności lub po prostu nie mamy ochoty na odrobinę wysiłku, odpowiedzialności… Wielokrotnie, niemal w każdym wpisie przypominamy o tym, że nasze życie jest w naszych rękach, że sami możemy polepszyć jego jakość, że tylko od nas zależy, jak długo i jak zdrowo będziemy żyć, w tym również powtarzamy co chwilę, ale tylko dlatego, że tak trudno jest dotrzeć z tą prostą prawdą do szerszego grona odbiorców. Przeraża to nas, zasmuca, czasem przygnębia – ale najczęściej daje nam jeszcze więcej zapału do działania, szczególnie, że na własnym przykładzie przekonaliśmy się, że nie jest wcale tak trudno, a efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania.

Cukrzyca objawia się w codziennym życiu bardzo wzmożonym pragnieniem, wysychaniem błon śluzowych i skóry, częstym, obfitym oddawaniem moczu (tzw. wielomocz), zmianami ropnymi na skórze, czasem jej, owrzodzeniem, rogowaceniem. Cukrzyca daje o sobie znać także niemożliwym do pohamowania głodem (kiedy niewystarczająca ilość insuliny nie pozwala glukozie przedostać się do komórek) przy jednoczesnej utracie wagi oraz sennością, permanentnym zmęczeniem, specyficznym zapachem acetonu z ust, czasem także utratą ostrości widzenia. Lista objawów jest jednak niczym w porównaniu z przerażającą listą powikłań cukrzycowych:

  • hipoglikemia, niedocukrzenie, dające objawy takie jak niepokój, pobudzenie, głód, dreszcze, występowanie potów, w ostrej postaci zaś prowadzące do śpiączki lub utraty przytomności,
  • kwasica hiperosmotyczna, efekt wysokiego stężenia glukozy we krwi i w konsekwencji utraty wody z organizmu, skrajne odwodnienie, zaburzenie poziomu elektrolitów i 40% śmiertelność,
  • kwasica ketonowa, stan niebezpiecznego dla organizmu zakwaszenia organizmu, skutkującgo odwodnieniem, problemami z oddychaniem, sennością, bólem brzucha, mogący doprowadzić do śpiączki,
  • bardzo obniżona odporność, co sprawia, że cukrzycy stają się podatni na znacznie więcej chorób niż osoby zdrowe, w dodatku choroby te mają znacznie poważniejszy przebieg i możliwe skutki, do tego dużo gorsze gojenie się wszelkiego rodzaju ran,
  • uszkodzenia drobnych naczyń krwionośnych prowadzić mogą do zaburzeń wzroku, zaćmy, a nawet do ślepoty, mogą być przyczyną niewydolności nerek (czego efektem jest konieczność dializowania lub dokonania przeszczepu nerek), mogą powodować uszkodzenia nerwów (neuropatie), zaburzenia czucia w kończynach, problemy z pracą serca, rozregulowania ciśnienia tętniczego, kłopotów z oddawaniem moczu, biegunek, a nawet całkowitej impotencji,
  • uszkodzenia średnich i dużych naczyń krwionośnych są przyczyną 80% przypadków śmierci w wyniku powikłań cukrzycowych; powikłania naczyniowe to przede wszystkim zawały serca, niedokrwienna choroba serca, tzw. zespół stopy cukrzycowej skutkujący nierzadko martwicą stopy i koniecznością jej amputacji, udary mózgu.

Wszystkich tych powikłań można uniknąć, tak samo jak można w olbrzymim stopniu uniknąć samej cukrzycy – wystarczy pilnować odpowiedniej diety i nie unikać wysiłku fizycznego. Tak samo leczyć cukrzycę, niwelować jej objawy, sprawiać, że życie nie będzie gorsze nawet w przypadku zachorowania można odpowiednim odżywaniem się. Brzmi zbyt prosto, żeby mogło być prawdą? Być może, jednak jest najważniejszym przykazaniem w profilaktyce i leczeniu cukrzycy, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy nawet ci, którym wydaje się, że jedzą odpowiednio, na przykład nie przesadzają z ilością jedzenia, trzymają właściwą wagę, nie są bezpieczni, jeśli nie mają świadomości tego, co jedzą, a jedzą cukier, cukier we wszystkim, cukier w słodyczach i cukier niemal we wszystkich innych rodzajach żywności, w dodatku jest to cukier najgorszego rodzaju, najtańszy, taki, który nie dostarcza absolutnie żadnych wartości odżywczych, za to jest bombą kaloryczną, pożywką dla wszystkich pasożytów w naszym ciele i cichym zabójcą, najgorszą trucizną XXI wieku, najgorszą, bo wszechobecną i do tego wciąż jeszcze uważaną za stosunkowo nieszkodliwą w powszechnej świadomości.

Nie będziemy się rozpisywać, co jeść, a czego nie, temu poświęcone są w zasadzie wszystkie nasze wpisy na tym blogu, te już napisane i te, które dopiero powstaną, nie ma potrzeby powtarzania konkretnych zaleceń i przepisów, dlatego w skrócie tylko kilka zaleceń dla chorych na cukrzycę:

  • niski indeks glikemiczny jest sprawą kluczową, pisaliśmy już o tym, że im wyższy, tym gorzej, bowiem wzrost poziomu glukozy we krwi jest wtedy większy,
  • jeśli tłuszcze, to najlepiej nienasycone, oczywiście także w rozsądnych ilościach (maksymalnie 35% dawki energii dostarczanej organizmowi dziennie), tłuszcze nie podnoszą w znaczący sposób poziomu glukozy, za to mają taki wpływ na poziom cholesterolu,
  • powinno spożywać się ryby, jak najczęściej, jednak warto brać pod uwagę również źródło ich pochodzenia, choćby ze względu na możliwą zawartość rtęci w ich mięsie,
  • białko w ilości ok. 20% dziennej dawki energii, najlepiej w proporcji 1:1 białka roślinnego do zwierzęcego,
  • niesamowicie ważną sprawą są regularne, częste posiłki, najlepiej 5-6 posiłków co trzy godziny, z uwzględnieniem konieczności spożycia śniadania, najlepiej jak najwcześniej,
  • koniecznie należy wyeliminować cukier i alkohol, sól także powinna zostać ograniczona do minimum,
  • do każdego głównego posiłku należy spożywać jak najwięcej surowych warzyw (najlepiej co najmniej pół kilo dziennie), co zmniejsza wchłanianie węglowodanów,
  • owoce – tak, ale tylko te o mniejszej zawartości cukru oraz w ograniczonej ilości, do tego świeże, nie suszone,
  • chrom w diecie, jak wskazują wyniki badań, zwiększa efektywność oddziaływania insuliny,

Warto jednak po raz kolejny powtórzyć, że dieta JEST rozwiązaniem niemal wszystkich problemów, dieta zrównoważona, dieta oparta na świadomości, dieta przede wszystkim wynikająca ze zrozumienia, będąca wyrazem odpowiedzialności za siebie i za bliskich, nie da się bowiem trwale zmienić nawyków żywieniowych w wyniku impulsu i bez myślenia o powodach i skutkach takiej zmiany. Przypomnimy zatem tylko kilka najbardziej podstawowych i boleśnie oczywistych zasad:

  • dla każdej niezdrowej żywności istnieje zdrowy odpowiednik, da się skutecznie wyeliminować z diety złe elementy (np. cukier!) i zastąpić je zdrową alternatywą (np. ksylitol – lub w przypadku cukrzycy nawet bardziej odpowiednią stewią ze względu na jej zdolność obniżania poziomu glukozy), organizm zdrowo odżywiany, silny skutecznie poradzi sobie z każdym w zasadzie zagrożeniem,
  • im bardziej przetworzona żywność, tym gorzej, im mniejszy stopień przetworzenia żywności, tym więcej w niej składników odżywczych i innych dobroczynnych elementów, choć, oczywiście, z zachowaniem umiaru, kwestia np. diety raw jest sprawą dyskusyjną, nawet dla nas, choć kiedyś na pewno zajmiemy się nią w naszych wpisach,
  • jeść można wiele rzeczy, ale zawsze z umiarem, w zasadzie wszystko w nadmiarze może szkodzić, więc należy poznać swoje granice i trzymać się ich, wiedzieć, kiedy powinniśmy przestać jeść, wiedzieć, jaka jest dla nas idealna porcja, stanowiąca posiłek dostarczający odpowiedniej ilości energii, a jednocześnie nietucząca,
  • sama dieta to za mało, ważna jest zmiana trybu życia, siedzący, typowy dla dzisiejszego społeczeństwa to zaproszenie do problemów, sprzyja bowiem tyciu i mnóstwu innych problemów, odpowiednia ilość ruchu to niemal pewność zdrowia, ruch jest ważny nie tylko w profilaktyce, ale również w leczeniu wielu schorzeń,
  • należy pytać, szukać odpowiedzi na dręczące nas pytania, trzeba interesować się światem dookoła nas, nawet jego najbardziej banalnymi, zwyczajnymi aspektami, w tym także sprawą tego, co jemy, często przypominamy o konieczności czytania etykiet, ale polecamy również szukanie informacji w sieci, w czasopismach, słuchanie ludzi, którzy wiedzą więcej ode mnie i – przede wszystkim – niepopadanie w pułapkę schematów wpajanych nam od dziecka, wiemy, jak trudno jest wyrwać się z nich, jednak bez odzyskania wolności myślenia nie da się żyć zdrowo,

Polska jest na dobrej – a właściwie złej – drodze, by dołączyć do krajów o najgorszych statystykach występowania cukrzycy, jesteśmy w ścisłej czołówce (według niektórych danych na pierwszym miejscu) listy krajów o największym przyroście ilości ludzi otyłych, co najbardziej przerażające, dotyczy to w dużej mierze dzieci, o czym łatwo przekonać się na każdym kroku. Świadomość tego, czym jest cukrzyca i jak bardzo zagraża w zasadzie wszystkim jest niesamowicie ważna, dlatego opowiadajcie o niej wszystkim dookoła, nawet jeśli mają was uważać za dziwaków, ostrzegajcie, być może uratujecie komuś życie, dawajcie przykład, jak unikać zachorowania, mówcie znajomym i rodzinie o stronach takich jak nasz blog i wiele innych, na których być może znajdą odpowiedzi na wiele pytań, których wagi nawet nie podejrzewali do tej pory. To wszystko małe kroczki, ale właśnie takimi małymi krokami możemy osiągnąć znacznie więcej niż poprzez wszystkie te miliony dolarów wydawane na opracowywanie kolejnych leków na cukrzycę, cudownych tabletek zamiast na profilaktykę i na szerzenie świadomości, jak ważna jest dieta. To nie lekarz powinien być naszym doradcą w sprawie zdrowia, jeśli potrzebujemy fachowej porady, powinniśmy poszukać dobrego dietetyka, jakkolwiek obrazoburczo taka teza by nie brzmiała!

Miso

misoMieliśmy kiedyś polityka, który obiecywał nam w Polsce drugą Japonię, jednak z tych zapowiedzi niewiele wyszło, pewnie nawet i dobrze, biorąc pod uwagę, że zwykle najłatwiej przychodzi nam korzystanie ze złych wzorców, jednak jest taka część japońskiej kultury, która na pewno powinna znaleźć miejsce w naszym kraju. Pisaliśmy już kiedyś o nim, o jego ważnym elemencie, jakim są wodorosty, dziś o czymś równie japońskim i kto, czy nie bardziej nawet zdrowym, o paście miso. Miso to mieszanina rozgniecionej, gotowanej soi z podobnie przygotowanym ryżem (lub jęczmieniem). Doprawia się ją solę, dodaje specjalnego szczepu bakterii koji, uznawanych w Japonii za wyjątkowo korzystne dla zdrowia, a potem pozostawia na kilka miesięcy, nawet na rok lub dłużej, pozwalając, by sfermentowała. Uzyskuje się w ten sposób aktywną biologiczną pastę, o różnym kolorze i nieco odmiennym smaku w zależności od zastosowanego zestawu składników, stanowiącą przez stulecia jeden z fundamentów japońskiej diety – i japońskiego zdrowia, a przecież niemal nigdzie indziej na świecie, przynajmniej w krajach rozwiniętych, nie spotyka się tylu stulatków.

Co sprawiało, że była tak ceniona w Japonii? Przede wszystkim wysoka zawartość białka, mnóstwo witamin i składników mineralnych, wszystkie najlepsze cechy soi, ryżu, jęczmienia doprawione odpowiednimi dodatkami podkreślającymi i wzmacniającymi te pozytywne oddziaływania, dla ubogich klas społecznych była sposobem na dostarczanie organizmowi niezbędnych składników w dużych ilościach i niewielkim kosztem. Dziś zmieniły się okoliczności, ale miso wciąż jest obecne na wszystkich stołach w tym odległym kraju – w wielu odmianach, stosowane do bardzo licznych potraw; w Polsce kojarzy się przede wszystkim z zupą miso, serwowaną w orientalnych restauracjach.

Przyjrzyjmy się zatem temu dobremu wpływowi miso:

  • skutecznie zwalcza nadmiar śluzu w organizmie, bowiem wchodzące w jej skład enzymy i bakterie pobudzają do działania odpowiednie mechanizmy w organizmie, efektem czego jest oczyszczanie z nadmiaru śluzu i innych toksyn oraz zwiększenie ogólnej odporności,
  • walczy z zakwaszeniem organizmu poprzez dostarczanie mu odpowiednich składników mineralnych, w tym przede wszystkim potasu (jest go w soi dziesięciokrotnie więcej niż np. w jęczmieniu), fosforu, magnezu, miedzi, mnóstwa wapnia i trochę innych składników, żelaza, cynku, manganu,
  • jest bardzo bogatym źródłem witaminy K, o której pisaliśmy niedawno, do tego ma w sobie dużo kwasów omega-3 oraz choliny,
  • mimo, że miso zawiera sporo sodu (w związku z dużymi ilościami soli używanej do jego wytwarzania), to badania naukowe wykazały, że nie działa na nasz układ krążenia tak, jak sód w innych potrawach, równie lub nawet mnie słonych, okazało się, że dieta bogata w sól pochodzącą z miso nie podnosi ciśnienia krwi, w przypadku soli w innych potrawach efektem był przewidywalny wzrost ciśnienia,
  • podobnie jak w przypadku soli, badania wykazały również, że korzyści płynące ze spożywania samej soi są mniejsze niż w przypadku spożywania jej w miso, co wiąże się zapewne z dobroczynnym wpływem znajdujących się w miso bakterii,
  • bakterie zawarte w miso w ogóle doskonale wpływają na układ trawienny, nie tylko ułatwiają wchłanianie odżywczych substancji, ale także wpływają na wytwarzanie ważnych składników przez nasz organizm,
  • badania dowiodły, że ryzyko chorób układu krążenia wśród Japończyków, regularnie spożywających potrawy zawierające miso jest o wiele niższe niż u tych, którzy jej nie jedzą, miso polepsza stan naczyń krwionośnych i skutecznie obniża poziom złego cholesterolu dzięki zawartości lecytyny i kwasu linoleinowego,
  • bakterie zawarte w miso przyczyniają się do skutecznego rozbijania izoflawonów zawartych w soi na substancje skutecznie przyswajane przez ludzki organizm i dzięki temu działających nań skutecznie i pozytywnie, współpraca między tymi bakteriami i organizmami żyjącymi w naszym układzie pokarmowym prowadzi do najlepszych efektów,
  • naukowcy znajdują wciąż nowe przeciwutleniacze w miso, oprócz tych naturalnie występujących, takich jak magnez i cynk, co ciekawe, wykazano, że obecność niektórych z nich jest zależna od czasu fermentacji miso, im dłuższy, tym więcej ich występuje; śmiało można zatem zaliczyć miso do żywności bardzo ważnej z punktu widzenia zdrowia, szczególnie w profilaktyce przeciwrakowej, ale nie tylko, wolne rodniki odpowiedzialne są bowiem także za szereg innych negatywnych efektów, takich jak np. przedwczesne starzenie się organizmu,
  • pomaga likwidować skutki nadużycia alkoholu i nikotyny, rozkładając powstałe w wyniku ich używania toksyczne substancje.

Jakkolwiek egzotyczną potrawą czy dodatkiem do innych potraw nie wydawałoby nam się miso, jego działanie na organizm ma charakter tak uniwersalnie pozytywny, że nieważne, gdzie i kto używa go do przyrządzenia pysznych dań, z efektów skorzysta każdy. Ważne jednak, by pamiętać, że miso traci swoje właściwości w trakcie gotowania, dlatego na przykład do zup należy dodawać go na samym końcu; przy tej okazji warto także zaznaczyć, że zupa z miso i wodorostów jest nie tylko banalnie prosta w przygotowaniu, możliwe jest użycie setek wariantów dodatków i przypraw, ale będzie także stanowić sumę dobroczynnych właściwości zarówno wodorostów, jak i tej pasty z soi.

 

F, witamina z oleju

Pisaliśmy już kiedyś, przy okazji omawiania zalet oleju lnianego, o nienasyconych kwasach tłuszczowych, więc nie będziemy powtarzać zbyt wielu informacji na ich temat, zajmiemy się za to witaminą F, czyli mieszaniną niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych – linolowego, linolenowego i arachidowego, występującą głównie w olejach roślinnych , choć nie tylko. Jest istotna dla organizmu nie tylko z powodu działania samej witaminy i jej elementów składowych, ale również dlatego, że organizm wykorzystuje ją jako budulec dla innych substancji, których potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania. Ta niezbędność witaminy F widoczna jest, kiedy weźmiemy pod uwagę, do czego wykorzystywana jest przez nasz organizm:

  • wzmacnia organizm i przeciwdziała infekcjom,
  • wspomaga leczenie stanów zapalnych, np. jelit i żołądka, dróg oddechowych,
  • działa przeciwzapalnie,
  • przeciwdziała reakcjom autoimmunologicznym organizmu, zapobiegając chorobom z autoagresji,
  • pobudza wydzielanie żółci,
  • przeciwdziała odkładaniu się złogów w drogach żółciowych i moczowych,
  • działa ochronnie na wątrobę i nerki, zapobiega ich otłuszczeniu i marskości,
  • pomaga dbać o sylwetkę, przyspiesza bowiem spalanie tłuszczów,
  • obniża poziom złego cholesterolu, pełni ważną rolę w profilaktyce chorób układu krążenia,
  • zapobiega zwyrodnieniom naczyń krwionośnych,
  • wzmacnia procesy regeneracji tkanki łącznej i nabłonka komórkowego,
  • ma doskonały wpływ na skórę i jej wygląd, pomaga w przypadku problemów z gruczołami łojowymi (np. z trądzikiem),
  • wzmacnia płodność,
  • pomaga w stanach związanych z odleżynami i oparzeniami,
  • chroni przed szkodliwym wpływem promieniowania rentgenowskiego.

Przedawkować witaminy F nie można, w każdym razie nie ma żadnych informacji o szkodliwym jej wpływie, za to można nabawić się niedoboru, którego objawami będą, między innymi:

  • różnego rodzaju zmiany skórne, przebarwienia, łojotok, złuszczanie się naskórka, nasilenie się trądziku i podobnych mu wyprysków,
  • problemy z włosami, rozdwajanie się końcówek, łupież, zły wygląd, wypadanie,
  • łamliwość paznokci, plamki na nich,
  • stany zapalne dziąseł, pękanie warg,
  • krwotoki z nosa, długotrwałe stany zapalne spojówek.

To jednak najbardziej widoczne objawy, do tego najmniej poważne – znacznie większym problemem mogą być inne komplikacje, wynikające z braku odpowiedniego poziomu witaminy F w organizmie, czyli:

  • zaburzenie gospodarki wodnej organizmu, zatrzymywanie wody,
  • zmiany miażdżycowe tętnic,
  • problemy rozwojowe płodu, zaburzenia jego wzrostu,
  • problemy z regeneracją komórkową.

Niektórzy badacze uważają, że NNKT są podstawą zdrowia i ich odpowiedni poziom decyduje o wszystkich innych procesach zachodzących w naszym organizmie, stąd powinno ich się dostarczać znacznie więcej niż innych składników odżywczych. Być może jest nieco słuszności w takim twierdzeniu, my jednak, na podstawie naszych własnych doświadczeń i wiedzy, jaką cały czas staramy się zdobywać, ośmielamy się raczej skłaniać ku tezie, że nieważne, jak ważne są nienasycone kwasy tłuszczowe, to nie wolno zaniedbywać żadnego składnika, ponieważ to równowaga decyduje o zdrowiu.

Jak sugeruje sam tytuł, witaminę F znajdziemy w olejach, przede wszystkim zaś w oleju lnianym, oleju z wiesołka, oleju migdałowym, sezamowym, krokoszowym, słonecznikowym, sojowym, arachidowym, dyniowym, ale także w rybach morskich, w tranie, orzechach, kiełkach pszenicy, pestkach dyni i słonecznika, migdałach, w awokado.

Zatem dziś popołudniu, na przykład, może po obiedzie pozwolić sobie na coś zdrowego? Na przekąskę, na przykład pestki dyni, która pozwoli nam na nie tylko na chwilę przyjemności, ale przede wszystkim na dostarczenie organizmowi dokładnie tego, czego mu potrzeba, korzyści będą zatem wymierne i niewymierne, za to efekt na pewno pozytywny. Smacznego!