Cholesterol – zadbaj o jego poziom

Są takie tematy, o których wszyscy coś wiedzą, słowa-wytrychy, które natychmiast kojarzą się ze zdrowiem (lub jego brakiem). Jednym z nich jest cholesterol, wszyscy bowiem wiedzą, że jego poziom jest niezwykle istotny dla organizmu, ale rzadko kto zadaje sobie pytania o szczegóły. Spróbujemy zatem dziś w kilku słowach opisać czym jest, skąd się bierze, jakie rodzaje rozróżniamy i w jaki sposób dbać o zachowanie równowagi w tym zakresie – bowiem, jak we wszystkim, co ważne dla naszego życia, także i w przypadku cholesterolu najbardziej istotna jest równowaga.

Zacznijmy od tego, że cholesterol jest substancją niezbędną nam do życia. Ten związek tłuszczowy jest zarówno wytworem naszego własnego organizmu (cholesterol endogenny), jak i dostarczany jest z pożywieniem (egzogenny). Przemieszcza się po ciele w osoczu krwi, jednak do tego niezbędne jest jego połączenie się z innymi cząsteczkami – z innymi związkami tłuszczowymi (trójglicerydami) oraz z białkami. I właśnie ilość białka w tej kombinacji decyduje o tym, czy cholesterol zaliczamy do złego (LDL – cholesterol o mniejszej gęstości z powodu większej zawartości tłuszczu w stosunku do białka), czy dobrego (HDL – o dużej gęstości i większej zawartości białka).

Nasz organizm wytwarza około jednego grama cholesterolu dziennie (niektóre źródła podają wartość trzykrotnie większą), zaś w pożywieniu dostarczamy mu od 300 do 1000 mg dziennie. Produkcja odbywa się głównie w wątrobie (około 70%), w jelitach (15%) i w skórze (5%). W pożywieniu znajdziemy go niemal wyłącznie w pokarmach zwierzęcych, w roślinnych jego ilości są śladowe, jednak niemal połowa cholesterolu egzogennego pochodzi z innych źródeł niż pożywienie, gdyż dostaje się on do dwunastnicy z żółcią produkowaną przez wątrobę oraz w postaci złuszczonego nabłonka przewodu pokarmowego. Więcej niż jedna trzecia cholesterolu wchłoniętego przez jelita trafia do żył, zaś reszta do wątroby, skąd jego część ponownie trafia do dwunastnicy.

Czas zatem zająć się tym, co dobrego robi dla nas cholesterol:

  • ma działanie przeciwutleniające,
  • wchodzi w skład wszystkich błon komórkowych,
  • jest niezbędny do prawidłowego budowania komórek,
  • bierze udział w tworzeniu niezbędnych do trawienia kwasów żółciowych,
  • jest elementem procesu syntezy hormonów, w tym testosteron, progesteron, kortyzol,
  • ma olbrzymie znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania synaps,
  • bierze udział w syntezie witaminy D,
  • jest ważnym elementem prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego,
  • wspomaga działanie układu nerwowego,
  • ma znaczenie dla procesu wchłaniania sodu.

Jednak, jak napisaliśmy na początku, to dobroczynne działanie cholesterolu uzależnione jest od zachowania odpowiedniego jego poziomu, szczególnie poziomu „złego” cholesterolu LDL. Mierzy się zarówno poziom całkowity cholesterolu, jak i poziomy obu jego rodzajów.

Dla cholesterolu całkowitego:

  • poniżej 200 miligramów na decylitr (1/10 litra) – poziom odpowiedni,
  • od 200 do 239 mg/dL – poziom podwyższony, ostrzegawczy,
  • 240 i więcej – poziom niebezpieczny, wskazujący na wysokie ryzyko chorób układu krążenia.

W przypadku cholesterolu HDL:

  • w przypadku mężczyzn – poniżej 35 mg/dL jest wartością niebezpieczną,
  • w przypadku kobiet – poniżej 45 mg/dL,
  • 60 mg/dL jest wartością pożądaną, im wyższy poziom HDL, tym lepiej dla zdrowia.

Dla złego cholesterolu LDL:

1.    poniżej 100 mg/dL to poziom pożądany,
2.    od 100 do 129 – poziom podwyższony,
3.    od 130 do 159 – poziom graniczny,
4.    od 160 do 189 – poziom wysoki,
5.    190 i więcej – poziom bardzo wysoki.

Zaburzenia poziomu cholesterolu prowadzić mogą do:

  • miażdżycy,
  • choroby wieńcowej,
  • zawału serca,
  • udaru mózgu,
  • miażdżycy zarostowej kończyn dolnych (objawiającej się chromaniem przestankowym),
  • powstawania kamieni żółciowych.

Obniżać niewłaściwy poziom cholesterolu można na różne sposoby, dietą i farmaceutykami, jednak tej drugiej metody absolutnie nie zamierzamy polecać komukolwiek, nie tylko ze względu na nasz ogólnie niechętny stosunek do leków, ale także dlatego, że coraz częściej wskazuje się na skutki uboczne stosowania statyn (właśnie tych leków), które mogą obejmować:

  • zaburzenia snu,
  • problemy z wątrobą,
  • niewydolność nerek,
  • zaćmę,
  • osłabienie mięśni,
  • cukrzycę typu II,
  • osłabienie odporności,
  • impotencję,
  • utratę pamięci,
  • zwiększenie ryzyka raka.

Problem ze stosowaniem statyn polega nie tylko na niebezpiecznych skutkach ubocznych, ale także na skali ich używania, obecnie 25% Amerykanów i Brytyjczyków powyżej 45 roku życia przyjmuje te leki, a ilość ta systematycznie się zwiększa. Dlatego my promujemy zdecydowanie bardziej naturalne, równie skuteczne, a do tego całkowicie zdrowe metody radzenia sobie z problemem zbyt wysokiego poziomu cholesterolu – i wszystkie one polegają na stosowaniu po prostu odpowiedniej diety, której najważniejsze zasady obejmują:

  • ograniczenie stosowania tłuszczów, szczególnie zwierzęcych,
  • ograniczenie spożywania pokarmów wysokokalorycznych,
  • ograniczenie spożywania pokarmów o dużej zawartości węglowodanów,
  • ograniczenie spożywania pokarmów wysokoprzetworzonych (ze względu na ich skład, w którym dominują tłuszcze, cukier, sól),
  • spożywanie dużych ilości błonnika, który działa jak naturalna miotła i czyści jelita z nadmiaru pożywienia, w tym tłuszczów,
  • spożywanie pokarmów zawierających jak najmniejsze ilości cholesterolu, zatem przede wszystkim dieta roślinna.

Nie będziemy wskazywać konkretnych rozwiązań, na naszym blogu znajdziecie mnóstwo informacji na temat produktów wpływających negatywnie i pozytywnie na poziom cholesterolu, jednak wydaje nam się, że w tych ogólnych zaleceniach można znaleźć zasadniczo wszystkie niezbędne informacje. Istotnie, cholesterol jest bardzo popularnym tematem, kiedy rozmawia się o zdrowiu, jednak,  jak widać, nie bez przyczyny, bo jest również jednym z najważniejszych. Chociaż, jeśli się dobrze zastanowić – czy istnieją tematy nieistotne dla zdrowia? Chyba nie, dlatego poszukiwanie wiedzy w tej dziedzinie nie zakończy się nigdy – a my zamierzamy w tym poszukiwaniu brać czynny udział.

 

Kurkuma, złote zdrowie

Zrobiliśmy jakiś czas temu wpis o przyprawach, wyszukując te, które najwięcej mają do zaoferowania w dziedzinie dbania o zdrowie. Pokrótce opisaliśmy kilkanaście z nich, jednak już wtedy zakładaliśmy, że temat któregoś dnia trzeba będzie kontynuować i bardziej szczegółowo zająć się niektórymi z nich, stąd nasz dzisiejszy wpis i jego bohaterka – kurkuma, czyli ostryż, znany również pod nazwami szafranica i żółcień. Istnieje około siedemdziesięciu gatunków tej rośliny, zaś przyprawa uzyskiwana z ich kłączy nosi także nazwę kurkumy.

Postanowiliśmy, że to kurkuma będzie tą właśnie przyprawą, której przyjrzymy się bliżej, ponieważ coraz o niej głośniej, w świecie medycyny i dietetyki, a wszystko za sprawą zwiększającej liczby badań naukowych potwierdzających, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym pod względem prozdrowotnego oddziaływania, o czym doskonale wiedzieli starożytni mieszkańcy Indii, a o czym powoli zaczynają przypominać sobie mieszkańcy cywilizowanego Zachodu. Albowiem kurkuma:

  • doskonale wpływa na pracę układu pokarmowego, wspomaga trawienie, działa żółciotwórczo i żółciopędnie,
  • reguluje prawidłową pracę pęcherzyka żółciowego, zapobiega zastojom żółci i tworzeniu się kamieni żółciowych, sprzyja także ich rozpuszczaniu,
  • zwiększa produkcję soków trzustkowych,
  • chroni wątrobę, pobudza jej miąższ i pomaga w jej prawidłowym działaniu,
  • wspomaga procesy oczyszczania organizmu, także detoksykacyjne,
  • wzmacnia odporność organizmu, podnosi poziom substancji odpowiedzialnych za obronę przeciwko grzybom, wirusom, bakteriom,
  • dzięki swojej substancji aktywnej (kurkuminie) potrafi hamować reakcje zapalne,
  • wpływa na obniżanie poziomu cholesterolu we krwi,
  • chroni przed zaćmą, zwkłóknieniem płuc,
  • przyspiesza gojenie się ran,
  • doskonale oddziałuje na skórę, wygładza i polepsza jej koloryt, zwalcza stany zapalne skóry, oczyszcza, wspomaga walkę z łuszczycą, trądzikiem, egzemą.

Wymienione wyżej właściwości kurkumy stanowią opis jej „codziennego” oddziaływania, jednak kurkuma stała się w ostatnich latach przedmiotem znaczenie zwiększonego zainteresowania medycyny, także tej klasycznej, coraz więcej jest bowiem przykładów i dowodów na to, że może być nie tylko użyteczna, ale nawet niezbędna w walce z częstymi i bardzo poważnymi chorobami.

Jedną z nich jest choroba Alzheimera, o której pisaliśmy przy okazji omawiania „zalet” aluminium. Japońscy naukowcy wykazali, że używanie kurkumy przynosi niesamowite efekty, zarówno w łagodzeniu objawów demencji, ale także w poprawie funkcji poznawczych i codziennym funkcjonowaniu osoby chorej. Po roku stosowania kurkumy u pacjentów z zaawansowaną chorobą zaobserwowano znaczącą poprawę, co miało również znaczenie dla opiekunów. W niektórych przypadkach udało się doprowadzić do sytuacji, w której po zaledwie roku pacjenci ponownie byli w stanie rozpoznawać rodzinę, a to wszystko dzięki używaniu grama kurkumy dziennie. Nie tylko choroba Alzheimera jest wskazaniem do stosowania kurkumy w celach leczniczych, także inne choroby skutkujące otępieniem, utratą pamięci mogą być nią leczone z dobrym skutkiem. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na wynik innych badań, które mówią, że choroba Alzheimera śmiało może być nazywana trzecim typem cukrzycy, ponieważ także w jej przypadku mamy do czynienia z insulinoodpornością i permanentnym stanem zapalnym, dokładnie tak jak w przypadku klasycznej cukrzycy – więc po raz kolejny nasuwa się pytanie, dlaczego tradycyjna medycyna z takim uporem unika tematu diety  jako sposobu na zachowanie zdrowia i jako rozwiązania wielu, wielu problemów?

Jest także kurkuma, co potwierdza coraz większa liczba badań, być może jednym z najważniejszych narzędzi w walce z rakiem. Naukowcy twierdzą, że 25% przypadków zachorowań na raka spowodowane jest stanami zapalnymi, szczególnie widoczny związek ten jest w typach raka związanych z otyłością. Tak, tak, nauka wprowadziła takie rozróżnienie, dodatkowo uznaje otyłość za przewlekły stan zapalny – zatem związek otyłość – stan zapalny – rak można skrócić w wielu przypadkach do brutalnej prawdy, że otyłość = olbrzymie prawdopodobieństwo raka. Kurkumina, dzięki swoim potężnym właściwościom przeciwzapalnym i przeciwutleniającym potrafi nie tylko znakomicie zapobiegać powstawaniu nowotworów, skutecznie także zwalcza już istniejące, selektywnie niszcząc złośliwe komórki i omijając zdrowe. W populacjach stosujących kurkumę na co dzień (np. wśród Hindusów) obserwuje się znacznie mniej przypadków zachorowań na niektóre nowotwory, np. raka skóry, piersi, trzustki.

Oczywiście, to nie wszystkie przykłady wspaniałego działania kurkumy i jej możliwości w zakresie leczenia chorób, inni badacze coraz odważniej wskazują na jej pozytywne, hamujące i leczące oddziaływanie na:

  • cukrzycę typu II,
  • reumatoidalne zapalenie stawów,
  • stwardnienie rozsiane,
  • zakażenie wirusem HIV,
  • zapalne stany jelit,
  • astmę.

Nie każdemu musi odpowiadać smak kurkumy, nie każdemu będzie odpowiadać kolor, jaki nadaje potrawom, ale każdemu przypadnie do gustu, tego jesteśmy pewni, bogactwo jej dobroczynnych właściwości. Zatem zapraszamy do eksperymentów kuchennych, lato to świetny czas na nowości w kuchni, także na wzbogacenie jej w składniki egzotyczne, szczególnie, jeśli są kwintesencją zdrowia!

Uwaga na aluminium

Zarzucono nam kiedyś, że tylko straszymy i straszymy, że jeśli się poczyta te nasze wpisy, to w zasadzie trzeba by zrezygnować z dziewięćdziesięciu procent dotychczasowego stylu życia i zacząć uważać na w zasadzie wszystko dookoła – to, co jemy, to, czego używamy do prania, mycia, do dbania o higienę i urodę oraz na wiele innych rzeczy. To oczywiście olbrzymia przesada, ale podkreślamy na każdym kroku, że świadomość świata, w którym żyjemy jest jednym z najważniejszych warunków osiągnięcia zdrowia i jego zachowania. Dlatego istnieje ten blog, dlatego staramy się Wam i nie tylko opowiadać o tym wszystkim. A dziś kilka słów o kolejnym pierwiastku, na który powinniśmy zwrócić szczególną uwagę – jest nim aluminium, czyli glin o czystości technicznej.

Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na jego powszechne występowanie wszędzie dookoła nas, w tej chwili nawet jest blisko, kiedy piszemy, jest w komputerze, aczkolwiek w tej formie nie stanowi zagrożenia. Jest w każdym zakamarku mieszkania, w meblach, sprzętach gospodarstwa domowego, w samochodach i innych maszynach. Te jego formy jednak nie stanowią zagrożenia dla naszego zdrowia, pojawia się ono dopiero wtedy, kiedy aluminium trafia do naszego organizmu, a możliwe jest to zarówno poprzez żywność, jak i innymi drogami. Najpierw omówimy sposoby, w jakie aluminium wnika w głąb naszego ciała, a potem zajmiemy się tym, w jaki sposób aluminium nam szkodzi.

Te inne drogi – to przede wszystkim kosmetyki. Pisaliśmy już troszkę o tym, że w kosmetykach znajdziemy szkodliwe sole aluminium, jednak ze względu na to, że ta akurat substancja zasługuje na oddzielny wpis jej poświęcony, napisaliśmy o niej wtedy tylko skrótowo. Dziś znacznie więcej – bo trzeba, ponieważ szkodliwy wpływ glinu na ludzki organizm wymaga koniecznie większego opisu niż do tej pory. Aluminium w kosmetykach znajdziemy najczęściej w dezodorantach i innych środkach przeciwko mających redukować pocenie się, chociaż nie tylko, także w kremach z filtrem przeciwko promieniowaniu podczerwonemu. Zupełnie na marginesie – wiecie, że tzw. antyperspiranty to nie żadne cudowne sposoby, działają one po prostu jak miniaturowe koreczki, zatykające kanaliki potowe, przez co pot nie wydostaje się na zewnątrz, jednak rodzi się natychmiast pytanie, w jaki sposób takie bardzo istotne zaburzenie jednych z podstawowych funkcji organizmu, oczyszczania z toksyn i termoregulacji, wpływa na zdrowie? W jaki sposób działa na nasze ciało to, że pot i produkty jego rozkładu pozostają w ciele, zamiast zostać wydalone? Wróćmy jednak do aluminium, które w wyniku częstego używania (a przecież dezodoranty stosujemy codziennie!) zaczyna się odkładać w organizmie, jego stężenie rośnie, zaś największe złogi tego metalu znajdują się w mózgu.

Przejdźmy teraz do zatruwania organizmu glinem podczas jedzenia – i celowo nie używamy określenia „w żywności”, ponieważ nie zawsze jest to tak proste i jednoznaczne. Jest bowiem glin nie tylko składnikiem zawartym w pożywieniu, jest także elementem opakowań i nie tylko. Jeszcze nie tak dawno popularne były w kuchniach aluminiowe garnki, pamiętacie je? Na szczęście zostały już niemal całkowicie wyeliminowane, ale zdążyły na pewno zostać źródłem problemu, szczególnie dla średniego i starszego pokolenia; aluminium w ich ściankach było wytrącane przez potrawy słone i kwaśne, a następnie trafiało do pożywienia, dziś aluminium poddawane jest procesowi anodowania, który w dużej mierze zabezpiecza powierzchnię, jednak wystarczy brak dbałości o naczynie, używanie metalowych przyborów kuchennych niszczących powłokę, by problem powrócił. Problem garnków został bardzo ograniczony – jednak nie stało się tak w przypadku jednego z najpopularniejszych rodzajów opakowań na rynku, aluminiowych puszek, w których znajdziemy prawie wszystko, napoje, żywność konserwowaną, przekąski. Na szczęście w tym przypadku zagrożenie jest o wiele mniejsze, jednak w przypadku niektórych produktów warto się zastanowić, w jakie reakcje wchodzą one z opakowaniem, np. Coca Cola zawiera kwas fosforowy, czy na pewno jest on obojętny dla aluminiowej puszki?

Poszukajmy teraz aluminium w samym pożywieniu; nie trzeba wcale zbyt długo szukać, na przykład:

  • E 554 – krzemian glinowo-sodowy, środek przeciwzbrylający dodawany do cukru, soli, gum do żucia,
  • E 559 – krzemian glinu (kaolin), środek przeciwzbrylający dodawany do przypraw i aromatów, soli, gumy do żucia, ryżu, serów, mleka w proszku, kawy rozpuszczalnej,
  • E 173 – aluminium, używane jako barwnik metaliczny, np. do zdobienia wypieków,
  • E 541 – fosforan glinowo-sodowy kwaśny, dodawany do proszku do pieczenia, serów topionych, wyrobów piekarniczych.

W opisach tych środków znajdujemy często słowo „nieszkodliwy”, jednak zaraz po tym słowie następuje opis możliwych problemów związanych z używaniem, kaolin przyczynia się do kumulacji glinu w organizmie, tak samo krzemian glinowo-sodowy, fosforan glinowo-sodowy zmniejsza wchłanianie wapnia i fosforu, aluminium zaś jest wprost uznawane za szkodliwe, np. w Australii jest już zakazany, Parlament Europejski również nawołuje do wprowadzenia analogicznego zakazu w Unii.

Oczywiście, zbyt proste byłoby wskazanie czterech substancji jako jedynego źródła aluminium w pożywieniu, na przykład biała mąka, o której szkodliwości pisaliśmy już, swoją barwę zawdzięcza wybielaniu środkami zawierającymi związki glinu. Herbata zawiera sporo aluminium, jednak w postaci w niej występującej glin jest dla ludzkiego organizmu nieprzyswajalny, zatem nieszkodliwy, w dodatku herbata ma swoje zalety, jak na przykład bogactwo przeciwutleniaczy. Wystarczy jednak dodać do niej cytryny, a sytuacja zmienia się diametralnie, ponieważ glin staje się cytrynianem glinu, a ten związek wchłania się niestety bardzo łatwo. Inne rodzaje żywności również mogą zawierać szkodliwe związki aluminium, na przykład ogórki kiszone z dodatkiem powszechnie dostępnej soli spożywczej. Dzisiejsze zanieczyszczone środowisko także wpływa na poziom glinu w żywności, metody jej produkcji również mają znaczenie: ilość użytych nawozów sztucznych, nasłonecznienie upraw, sposób przetwarzania. Glin dodawany jest w różnych postaciach także do leków, na przykład tych stosowanych jako osłony dla błon śluzowych układu pokarmowego, zobojętniających kwasy żołądkowe.

Warto także poświęcić kilka słów jednej z bardziej kontrowersyjnych w ostatnich latach sprawie, czyli szkodliwości szczepionek. Istnieje wiele źródeł wskazujących na wywoływanie przez szczepionki wszelkiego rodzaju chorób, np. autyzmu – jednak o ile nie będziemy się zajmować dziś tym tematem szczegółowo (aczkolwiek na pewno do niego wrócimy w niedalekiej przyszłości), to należy zwrócić uwagę na podawane przez rozmaite źródła informacje o zawartości glinu w szczepionkach, a ta może przekraczać dzienną dopuszczalną dawkę nawet kilkudziesięciokrotnie – w dodatku glin przedostający się do organizmu w ten sposób jest dalece bardziej toksyczny i z dużo większą łatwością przedostaje się do komórek, w tym do mózgu.

Średnia dawka, według rozmaitych szacunków, glinu spożywanego przez przeciętnego człowieka wynosi 45 mg, dopuszczalna zaś 60, jednak w przypadku tego pierwiastka znacznie mniejszym zagrożeniem jest przedawkowanie i związane z tym chwilowe zatrucie, ponieważ zdarza się raczej osobom z zaburzonym funkcjonowaniem nerek. Przyjmowanie leków, o których mowa wyżej, może prowadzić do obniżania zawartości fosforanów we krwi, co z kolei może stać się przyczyną zmniejszania się poziomu wapnia w kościach, leki te są także przyczyną wzdęć, mogą także wywoływać zapalenia jelit.

Największym problemem jest jednak kumulacja glinu w organizmie i przewlekłe zatrucie tym metalem, ponieważ w zasadzie nie ma już wątpliwości, że jest on jednym z najważniejszych czynników powodujących chorobę Alzheimera. Badania naukowe wielokrotnie wskazywały na ten związek, to właśnie wyniki tych badań przyczyniły się do tego, że Parlament Europejski chce wprowadzenia zakazu używania aluminium w żywności.

Nie tylko z chorobą Alzheimera wiązane jest wieloletnie odkładanie się w organizmie glinu, wskazuje się także na związek z chorobą Parkinsona, z innymi zaburzeniami pamięci, równowagi, koncentracji, osłabianiem pracę trzustki, przyczynianiem się do powstawania osteoporozy. Osoby mające do czynienia z obróbką aluminium w codziennej pracy bardzo często zapadają na rozmaite choroby układu oddechowego, w tym na astmę, rozedmę płuc, pylicę. Często wskazuje się także na rakotwórcze działanie skumulowanego w dużych ilościach glinu, na przykład na duże ilości aluminium w guzach piersi, oraz na znaczenie glinu w wywoływaniu chorób związanych z osłabieniem organizmu, np. anemią.

Jak sobie radzić z zagrożeniem? Wiele sposobów wynika jakby wprost z tego, co napisaliśmy powyżej:

  • trzeba wiedzieć, co się je i starać się kupować żywność z pewnych źródeł, z ekologicznych upraw, organiczną,
  • czytać etykiety (ileż to razy już pisaliśmy te słowa na naszym blogu?),
  • wyeliminować aluminiowe garnki i patelnie, starać się nie używać do pieczenia folii aluminiowej,
  • ograniczyć lub wyeliminować używanie opakowań z aluminium,
  • oczyszczać regularnie organizm z toksyn, w tym z aluminium.

I co, czy to wygląda na straszenie kogokolwiek? Nie wydaje nam się. Wychodzimy zawsze z założenia, że lepsza jest niewygodna prawda, jakakolwiek by nie była, od wygodnego kłamstwa – lub tylko przemilczenia prawdy. Owszem, takie kłamstwo ma same niemal zalety, można nic nie robić ze świadomością (której się nie ma, przecież), można wciąż udawać, że wszystko jest w porządku, można nie dokonywać mnóstwa trudnych wyborów. Ale w końcu i tak wybiera się źle, bo takie postępowanie musi się skończyć chorobą albo przynajmniej stanem zdrowia dalece odbiegającym od normalnego, nie mówiąc już o idealnym. Dlatego my wybieramy prawdę – i staramy się Wam pomagać w dokonywaniu takiego samego wyboru każdego dnia.

Siła reklamy

reklamaCzasami ręce opadają, kiedy widzi się takie akcje promocyjne, jak ta prowadzona obecnie w TV przez jedną z sieci sprzedających sprzęt AGD – do każdej lodówki dokładane jest tyle puszek coca-coli, ile wynosi pojemność danego sprzętu.Nie powinno nas dziwić, że świadomość dotycząca szkodliwości takich produktów wciąż jest żałośnie słaba, nie powinno nas dziwić,  że do reklamowania jednego produktu używa się innego, o ugruntowanej, znanej na całym świecie marce.

Nie powinno, ale wciąż przeraża, że dzięki reklamowanemu zakupowi możemy otrzymać, na przykład, 245 (dwieście czterdzieści pięć!) puszek coli – a zapewne są i większe lodówki! To niemal dziewięć kilogramów cukru, zapakowanego w jedną z najgorszych możliwych form, z dodatkiem kwasu fosforowego i kofeiny.

Opisywaliśmy już, co dzieje się z naszym organizmem po wypiciu coli, wyobraźmy sobie zatem, że ktoś dostarcza nam (w „promocji”!) środków, by przez wiele dni zatruwać siebie i naszych bliskich. Wyobraźmy sobie dzieci w domu, do którego trafia taka ilość coli i ich reakcję na ten zakup.

Na każdym kroku słyszymy, że w Polsce nie ma wystarczających pieniędzy na leczenie ludzi – tymczasem jeszcze mniej jest ich na profilaktykę, a jednocześnie ktoś wydaje grube miliony, żeby używać coca-coli jako przynęty na chętnego do zakupu lodówki…

W innym wpisie poruszamy temat siedzącego trybu życia, takiego, w którym dodatkowo dzieci uczone są spędzania w ten sposób czasu, piszemy o tym, że dzieci sadza się przed komputerami i telewizorami, żeby rodzice mogli mieć spokój – i co? I widzimy w reklamie, jak rodzice „znakomicie” radzą sobie z wychowywaniem dzieci, niegrzeczne rodzeństwo nie pozwala rodzicom spokojnie prowadzić samochodu, rodzice nie mają pojęcia, co zrobić, nagle, eureka! Kupują dzieciom tablety i już, wszyscy są szczęśliwi i uśmiechnięci.

Ciekawe, dlaczego czują się w ten sposób, skoro właśnie pokazano w reklamie porażkę wychowawczą na dużą skalę, najpierw zachowanie dzieci, wynikające przecież z tego, jak (nie) radzą sobie z nimi rodzicie, a potem idiotyczna reakcja rodziców, którzy za cenę tabletu kupują sobie fałszywe poczucie spokoju.

Z doświadczenia swojego i znajomych wiemy, jak niebezpieczny jest komputer dla dziecka, jeśli nie będziemy umiejętnie dawkować tej rozrywki, jeśli pozwolimy, by każdą wolną chwilę spędzało ono przed monitorem narażamy je na wiele problemów – z nauką, z umiejętnością organizowania sobie czasu, z wymyślaniem zabaw, z kontaktami z rówieśnikami…

A przede wszystkim, zamiast biegać po dworze i wyładowywać tę dziecięcą energię w ten sposób, siedzi przed komputerem i nabiera najgorszych nawyków w młodym wieku – a to z pewnością odbije się na jego zdrowiu w przyszłości.

Czasem naprawdę wydaje nam się, że wszystko to, co robimy na naszym blogu i w sklepie to tylko kropla w oceanie potrzeb – a kiedy widzimy coś takiego w telewizji, to mamy wrażenie, że porywamy się z motyką na słońce. Ale nie poddamy się, w końcu to zdrowie jest najważniejsze i nie zmieni tego żadna, nawet najgłupsza reklama w telewizji.

Olej arganowy

Lato to sezon odkrywania – temperatury i ilość słońca sprzyjają temu, byśmy odsłaniali więcej niż zwykle. To z kolei sprawia, że bardziej niż zwykle zależy nam na wyglądzie skóry, paznokci, włosów, bardziej nam zależy, by ten wewnętrzny blask, który każdy z nas ma w sobie objawiał się wyraźnie na zewnątrz, byśmy mogli idealnie harmonizować się ze słońcem i tworzyć letni zespół zadowolenia. Nie ma jakichś cudownych, prostych, szybkich recept, o wygląd i zadowolenie trzeba dbać przez cały rok, nie da się z zaniedbywanego przez miesiące lub lata organizmu wydobyć blasku w tydzień – ale są sposoby, by dbanie o siebie ułatwić. I nie tylko w kontekście urody – możemy to doskonale połączyć z dbałością o zdrowie.

Jedna z najlepszych takich metod jest olej arganowy, wyciskany z pestek owoców rosnącego niemal wyłącznie w Maroku drzewa arganowego. To ograniczenie występowania tylko do niewielkiego relatywnie obszaru sprawia, że olej arganowy jest jednym z najrzadziej występujących olejów, a jednocześnie jednym z droższych. Jednak jego wspaniałe właściwości warte są ceny, jest bowiem olej arganowy produktem, który doskonale wpływa na ludzki organizm zarówno przy stosowaniu jako żywność i dodatek do niej, jak i przy używaniu zewnętrznym – jako kosmetyk. Kilka zatem słów o najważniejszych składnikach oleju arganowego:

  • jest jednym z najlepszych źródeł witaminy E, zawiera jej bowiem dwukrotnie więcej niż oliwa z oliwek; pisaliśmy już o niej w kontekście wpływu słońca na organizm, przypomnimy więc, że jest potężnym, naturalnym przeciwutleniaczem, chroni skórę przed szkodliwym wpływem środowiska oraz zapobiega jej nadmiernemu starzeniu się, świetnie wpływa na włosy; ma także znaczenie dla płodności i układu rozrodczego w ogóle, jest ważna z punktu widzenia zdrowia układu nerwowego, pomaga w leczeniu astmy i zaćmy,
  • zawiera mnóstwo nienasyconych kwasów tłuszczowych z przewagą kwasów omega-9 i omega-6, warto jednak zwrócić uwagę, że nie ma w nim niemal wcale kwasu omega-3, więc konieczne jest podczas używania oleju zadbanie o dostarczanie tego składnika z innych źródeł, ponieważ, jak już pisaliśmy kiedyś, dobroczynne działanie omega-6 – obniżanie ciśnienia, zmniejszanie nadkwaśności żołądka, oczyszczanie organizmu poprzez zwiększanie wydajności pracy nerek, działanie przeciwzapalne – może zostać zniwelowane przez zaburzenie równowagi między nienasyconymi kwasami tłuszczowymi,
  • triterpenoidy zawarte w oleju chronią skórę przed szkodliwym wpływem słońca, wspomagają leczenie uszkodzeń i redukcję blizn, mają właściwości przeciwzapalne i oczyszczające,
  • jedną z najważniejszych cech oleju arganowego jest występowanie w nim unikalnej mieszanki rzadko występujących gdzie indziej fitosteroli, które są jednymi z najskuteczniej działających substancji obniżających poziom wyłącznie złego cholesterolu, działają przeciwzapalnie, przeciwgorączkowo, łagodzą działanie przewlekłych chorób układu nerwowego; hamują procesy, leżące u podstaw występowania chorób z autoagresji, działają przeciwbólowo, zapobiegają chorobom układu krążenia, a także w znaczący sposób wspomagają ogólną odporność organizmu. Nie bez znaczenia są również ich właściwości przeciwzakrzepowe oraz przeciwrakowe oraz dobroczynny wpływ na nastrój i kondycję fizyczną,

Mówiąc w skrócie – olej arganowy działa z każdej strony. Z jednej pomaga zachować i utrwalać zdrowie w najważniejszych obszarach:

  • zapobiega zapaleniom, chorobom serca i krążenia,
  • obniża cholesterol,
  • pomaga stabilizować poziom cukru,
  • redukuje ryzyko wystąpienia różnych typów raka,
  • walczy z insulinoodpornością, pomagając w leczeniu cukrzycy,
  • wspomaga odchudzanie,
  • łagodzi ból stawów i mięśni.

Z drugiej jest wspaniałym kosmetykiem:

  • redukuje zmarszczki,
  • skutecznie nawilża skórę,
  • wzmacnia włosy,
  • zmniejsza blizny i żylaki,
  • leczy spękaną, poparzoną skórę,
  • redukuje rozstępy i zapobiega powstawaniu nowych,
  • doskonale wpływa na stan paznokci,
  • leczy trądzik, egzemy i inne, podobne problemy skórne.

Nie ma chyba lepszej pory niż lato, żeby zacząć dbać o siebie kompleksowo. Niektórzy twierdzą, że najlepszym czasem na to jest wiosna, kiedy po zimie wszystko, w tym i my, budzi się do życia i bierze udział w kolejnym początku, jednak lato to pora, kiedy najwięcej jest słońca, światła, ochota do życia jest największa, okazji do przyjrzenia się sobie – z każdego punktu widzenia – też mnóstwo. I do działania – bo myślenie o zmianie jest ważne, ale jej wprowadzenie w życie jeszcze ważniejsze, dlatego działajmy, w sposób kompleksowy i naturalny, najlepszy ze wszystkich.