Srebro koloidalne – zastosowanie

„Żywe srebro” to określenie znane każdemu z nas, jednak, co ciekawe, nie dotyczy wcale srebra, tylko rtęci, a tymczasem coraz częściej mamy do czynienia z informacjami, które skłaniają nas do myślenia, że „żywym” srebrem, srebrem życia powinno nazywać się srebro koloidalne, wykorzystywane dla dbania o zdrowie i leczenia chorób. Srebro koloidalne to zawiesina mikroskopijnych cząsteczek doskonale czystego srebra, metalu, którego cudowne właściwości znane były już starożytnym Grekom i Fenicjanom, którzy stosowali je do oczyszczania i konserwowania żywności oraz jako lekarstwa; opis jego stosowania znalazł się nawet w dziełach Hipokratesa. Na początku dwudziestego wieku srebro było w powszechnym użyciu jako środek leczniczy, jednak wraz z rozwojem nowoczesnej medycyny i rozpoczęciem powszechnego stosowania antybiotyków odeszło w zapomnienie, by powoli powracać teraz na należne sobie miejsce.

Swoją drogą, nachodzi mnie czasem taka refleksja, że to wszystko, o czym tu piszemy – o medycynie naturalnej, tradycyjnej, o jej niesamowitej, potwierdzonej skuteczności, o zdrowym odżywianiu się jako sposobie na niemal każdą chorobę, czy to jako sposób radzenia sobie z nią, czy chronienia siebie i najbliższych przed nią, to wszystko stanowi jakby testament nieskuteczności medycyny konwencjonalnej. Bo czyż nie jest tak? Czy nie jest tak, że zaczynamy odwracać się od tego, co przez lata serwowano nam jako jedyny sposób, bez względu na koszty dla zdrowia, ponieważ zaczynamy coraz lepiej rozumieć, że coś, co miało w założeniach pomagać, stało się obciążeniem i zagrożeniem? Klasyczna medycyna jest wspaniałym wynalazkiem, jednak to, co stało się z nią w dwudziestym wieku, to, w jaki sposób została wypaczona ona i jej osiągnięcia przez wielkie koncerny farmaceutyczne powoduje, że coraz trudniej zaufać w jej skuteczność, skoro dla koncernów liczy się tylko zysk – a tego nie będzie bez chorych, dlatego w ich interesie jest nie leczenie, tylko wręcz przeciwnie, takie działanie, by choroba na dłuższą metę była niewyleczalna.

Dlatego zwracamy się ku środkom i sposobom naturalnym, których działanie znamy, które nie zawierają składników będących tajemnicą handlową (a przez to nieujawnianym przez producentów), które nie stanowią dla nas zagrożenia. Zwracamy się ku metodom, które znacznie bardziej odpowiadają potrzebie, ba! Konieczności zachowywania równowagi w organizmie i w całym życiu, metodom, które nie mają wielopunktowych list możliwych skutków ubocznych, metodom, które z powodzeniem stosowały całe pokolenia i świetnie sobie radziły bez tych wszystkich medykamentów, których nazwy trudno wymówić. Dlatego też zaczynamy coraz głośniej mówić o srebrze koloidalnym, tak samo jak coraz częściej i wyraźniej mówimy o innych naturalnych sposobach.

  • Srebro koloidalne jest potężnym środkiem bakterio- i wirusobójczym, dlatego jest w stanie skutecznie zwalczać infekcje wszelkiego rodzaju, właśnie w takim celu było stosowane często na początku dwudziestego wieku, zanim rozpoczęła się era powszechnego (i, jak wiadomo to już dziś, nadmiernego) stosowania antybiotyków. Srebro zabija wirusy i bakterie szybko oraz skutecznie, badania prowadzone w tej dziedzinie pokazały, że nie istnieją praktycznie wirusy ani inne jednokomórkowce odporne na działanie srebra, w dodatku sugeruje się, że niezwykle trudno jest takim organizmom mutować wystarczająco szybko, by wytworzyć w sobie odporność na srebro zanim metal ten nie unieszkodliwi niepożądanych gości. Cecha ta może stać się istotnym argumentem dla powtórnego wdrożenia srebra do szerokiego użytkowania, ponieważ obecnie największym zagrożeniem dla ludzkości wydają się być bakterie odporne na antybiotyki, które są już w tej chwili jednym z głównych powodów zgonów w szpitalach na całym świecie, a mogą stać się pewnego dnia przyczyną najgroźniejszej epidemii w dziejach ludzkości. Poddane badaniom srebro wykazało zadziwiającą skuteczność w radzeniu sobie także z takimi bakteriami; warto również zauważyć, że naturalną konsekwencją stosowania antybiotyków jest osłabienie odporności organizmu, w przypadku srebra problem ten nie występuje. Co ważne również, wszystkie badania wykazują zdolność srebra do zabijania mikrobów bez czynienia szkody wyższym organizmom!
  • Wielu naukowców wskazuje na fakt, że oprócz swojego bezpośredniego działania niszczącego szkodliwe mikroorganizmy srebro ma także inne, bardziej długofalowe skutki dla zdrowia. Otóż tworzy ono jakby swój własny układ odpornościowy, wspomagający nasz własny w zwalczaniu rozmaitych zagrożeń, także tych, z którymi nie jesteśmy sobie w stanie poradzić sami – np. wirusa HIV czy też AIDS. Niektórzy naukowcy twierdzą, że takie choroby, jak właśnie AIDS czy rak nie byłyby możliwe bez pierwotnego osłabienia organizmu zakażeniem pasożytami, a okazuje się, że srebro potrafi niszczyć także pasożyty bardziej złożone niż jednokomórkowce, ponieważ zabija ich jaja. Trwają także badania nad kolejnym zastosowaniem srebra, które może przynieść niesamowite korzyści – nad opóźnieniem procesu starzenia. Jest on niczym innym, jak traceniem przez organizm możliwości zastępowania zniszczonych komórek nowymi, tymczasem srebro jest w stanie wzmóc proces regeneracji komórek, tym samym opóźnić starzenie się organizmu.
  • Srebro koloidalne jest potężnym sprzymierzeńcem w ochronie organizmu przed zagrożeniami wszelkiego rodzaju; pisaliśmy wyżej o tworzeniu przezeń „drugiego” systemu odpornościowego i jest coś w tym, bowiem srebro nie tylko wspomaga ten nasz naturalny, ale również odciąża go w jego codziennej pracy, dzięki czemu zwalczanie zagrożeń jest znaczenie skuteczniejsze. Dodatkowo, dzięki zwiększonej aktywności obu tych układów odbywa się naturalny proces oczyszczania organizmu, kiedy w wyniku niszczenia pasożytów zmniejsza się ilość przez nie wytwarzanych toksyn, aż do całkowitego ich usunięcia, co jest jak najbardziej możliwe w połączeniu z odpowiednią dietą (wielokrotnie pisaliśmy o konieczności i zaletach oczyszczania organizmu).
  • Jest srebro także jednym z najlepszych, znanych ludzkości od tysiącleci sposób na leczenie ran i innych uszkodzeń skóry, oparzeń, wrzodów, . Nie tylko wspomaga gojenie się, ale zapobiega również ich infekcjom, przyspiesza regenerację tkanki i znacznie zmniejsza blizny. Jego cudowne właściwości są także powodem, dla którego jest ono zalecane przy leczeniu bielactwa, kolejnej „niewyleczalnej” dla konwencjonalnej medycyny choroby, która poddaje się doskonale leczeniu metodami naturalnymi, jeśli tylko ściśle trzymać się dobrze opracowanego planu i być konsekwentnym. Srebro znajduje także zastosowanie w najnowocześniejszych technologiach, na przykład systemy oczyszczania wody na stacjach kosmicznych oparte są właśnie na jego użyciu.

Lista wskazań dla stosowania srebra koloidalnego jest długa, wymienimy zatem te najczęściej powtarzane:

  • wszelkiego rodzaju infekcje układu oddechowego, także te najpoważniejsze oraz grypa,
  • rozmaite grzybice i alergie (często wskazuje się na fakt, że tzw. alergia to w gruncie rzeczy manifestacja obecności grzyba w organizmie!),
  • problemy z układem pokarmowym, nerkami, układem moczowym,
  • problemy ze stawami, mięśniami, układem kostnym,
  • problemy skórne, na przykład trądzik, wszelkiego rodzaju uszkodzenia skóry, bielactwo,
  • osłabienie odporności, chroniczne zmęczenie,
  • zakażenie pasożytami wszelkiego rodzaju,
  • zaburzenia trawienia,
  • rozmaite zakażenia bakteryjne różnych obszarów ciała.

Mówi się, że legenda to taka bajka, w której znajdziemy elementy prawdziwe – i być może właśnie w ten sposób jednym ze sposobów walki z wampirami w ludowych podaniach jest użycie przeciwko nim srebra. Być może w ten sposób starano się zapamiętać w przekazywanych z pokolenia na pokolenia opowieściach informację o najskuteczniejszym środku walki z zagrożeniem chorobami, spersonifikowanymi pod postacią strasznego stwora, by tym skuteczniej tę wiedzę zachować. Być może – my jednak już wiemy, że wampiry nie istnieją, jest za to mnóstwo jak najbardziej realnych zagrożeń, z którymi musimy mierzyć się każdego dnia, a srebro może stać się jednym z najpotężniejszych sprzymierzeńców w tej walce.

Dieta, którą wybrać, czym jest dieta?

Codziennie słyszymy, że ktoś „przechodzi na dietę”. W stwierdzeniu tym znajduje się jeden, podstawowy błąd, ponieważ każdy z nas w każdej chwili jest „na diecie”, nie jest bowiem „dieta” czymś wyjątkowym dla naszego żywienia, każdy sposób jedzenia jest dietą, złą, dobrą, szczególną, zwyczajną, ale dietą. Dlatego nie należy używać określenia „przejść na dietę”, tylko zawsze doprecyzować, na jaką, jest ostatnio bowiem tych „cudownych” od metra i jeszcze trochę, każda z nich obiecuje wspaniałe rezultaty, każda z nich jest z założenia „prosta” i „szybka”. Używamy cudzysłowu celowo, bowiem doświadczenia naszych znajomych z podobnymi „wspaniałymi” sposobami pokazuje jasno, że żadna z tych metod nie jest ani prosta, ani szybka, ani – co najważniejsze – skuteczna.

Żyjemy w czasach, kiedy wszyscy chcą dobrze wyglądać, od najmłodszych do najstarszych – i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ, niestety, wygląd stał się jednym z najważniejszych kryteriów oceny człowieka. Smutne, ale prawdziwe, jeszcze nigdy nie byliśmy tak powierzchownym społeczeństwem, jak dziś, ale nie wydaje się, by mogło się to zmienić, karmieni jesteśmy przez media wszelkiej maści obrazkami, na których szczęśliwi są piękni, smutni już niekoniecznie. Wygląd został zrównany z sukcesem, w telewizji coraz więcej programów promujących piękno i spychających rozum na bardzo odległe pole, dlatego, jak napisaliśmy, trudno się dziwić temu pędowi do dobrego wyglądu.

Problem polega nie tylko na tym, że w tej nagonce na to, co odbiega od doraźnie wyznaczanych standardów piękna niektórzy stosują metody co najmniej nieracjonalne, problemem jest także to, że stosowanie „diety” służyć ma uzyskaniu dobrego wyglądu, zaś aspekt zdrowotny prawidłowego odżywiania się jest bardzo mocno marginalizowany – i nie wiem, czy to nie najgorsze w tym wszystkim. „Dieta” = odchudzanie, prawda? Tak można by sądzić, jeśli się posłucha 99% osób stosujących „dietę”, nikt prawie nie myśli o zdrowotnych konsekwencjach jej stosowania. Owszem, odchudzanie się ma w wielu przypadkach olbrzymi sens, szczególnie tam, gdzie mamy do czynienia z realną nadwagą lub otyłością, nie z wyimaginowanym nadmiarem kilogramów, wiadomo, że otyłość jest dziś problemem na skalę globalną, jednak stosowanie „cudownych” sposobów radzenia sobie z nią zwykle niesie ze sobą znacznie więcej skutków negatywnych niż pozytywnych.

Jednym z najczęstszych błędów, popełnianych podczas stosowania „diet cud” jest zaburzanie równowagi składników pokarmu dostarczanego organizmowi; wielokrotnie podkreślaliśmy, że równowaga jest kluczem do zdrowia, jej naruszanie, celowe czy nie prowadzić może jedynie do problemów. Dokładnie tak dzieje się w przypadku tzw. „diet”, nie można pozbawić organizmu, powiedzmy, węglowodanów i oczekiwać, że przyniesie to pozytywne skutki. Owszem, istnieje prawdopodobieństwo, że osiągnie się oczekiwany skutek (utratę wagi), ale kosztem istotnego pogorszenia stanu zdrowia, większość znanych nam przypadków stosowania takiej diety przyniosła ze sobą osłabienie odporności, chroniczne zmęczenie, brak ochoty do życia, pogorszenie nastroju i jego chwiejność, zaburzenia trawienia, nawet anemię. W dodatku wszystkie skończyły się rozczarowującym powrotem do poprzedniej wagi lub nawet wzrostem w stosunku do niej, kiedy organizm próbował odzyskiwać siły po takim złym traktowaniu. Takie powroty są także przyczyną wielu problemów psychicznych, gdyż osoba o obniżonej samoocenie, ze skłonnościami do depresji uzna to niechybnie za kolejną życiową porażkę, potwierdzającą wszystkie jej złe myśli na swój temat.

Kolejnym błędem, który dotyczy wszystkich takich diet jest fakt, że zmiana sposobu odżywiania się jest z założenia tymczasowa. Praktycznie nikt nie rozpoczyna „diety” bez perspektywy, że kiedy schudnie założone x kilogramów będzie mógł wrócić do poprzedniego sposobu jedzenia. Jaki jest zatem sens wprowadzania czegoś, co z założenia nie przyniesie żadnych długofalowych skutków, nie wniesie w życie żadnej nowej jakości, nie będzie miało żadnego znaczenia poza krótkotrwałym i bardzo złudnym poczuciem zadowolenia z siebie, że „dało się radę”? Jeżeli dotychczasowe odżywianie się spowodowało problem, to dlaczego istnieje takie pragnienie powrotu do niego, najlepiej jak najszybciej, najlepiej w jak najpełniejszym stopniu, dlaczego tak koniecznie chcieć, żeby znów można było robić sobie i swojemu organizmowi tę samą krzywdę, w dodatku z pełną świadomością tego? Ta tymczasowość diet powoduje, że osoby stosujące je mogą i pozwalają sobie na niezagłębianie się w jej istotę, nie analizują przyczyny powstawania problemu, nie zastanawiają się nad tym, jakie naprawdę skutki przyniesie taka zmiana. I właśnie ten brak refleksji nad szczegółami i ogółem zagadnienia sprawia, że tak beztrosko traktują zarówno swój stan przed dietą i po niej oraz samą dietę.

Jeszcze inny typ błędnego rozumowania to zastępowanie produktów pełnowartościowych ich wersjami „light” i dotyczy to nie tylko jedzenia. Nie zamierzamy propagować palenia papierosów, ale wiele badań naukowych wykazało jednocześnie, że papierosy „light” są bardziej szkodliwe dla zdrowia niż ich zwyczajne odmiany, co sprawia, że wszyscy, którzy żyją ułudą mniejszego szkodzenia sobie są w dużym błędzie. Podobne zastrzeżenia mają naukowcy do produktów spożywczych „light”, bowiem następuje w nich najczęściej nie tylko zubożenie wartości odżywczej produktu, ale w wielu przypadkach zastępowanie naturalnego (nawet jeśli postrzeganego jako niekoniecznie zdrowy) składnika innym, będącym często po prostu chemicznym dodatkiem typu polepszacz smaku, wypełniacz – np. słodzik w napojach gazowanych zamiast cukru obniża wartość kaloryczną, ale poza tym zabiegiem marketingowym nie daje żadnych korzyści, bowiem od dawna istnieją spore i uzasadnione, jak się wydaje, wątpliwości co do braku szkodliwego wpływu takich substancji na zdrowie. Warto także zauważyć, że stosowanie produktów „light” jest często impulsem do jedzenia znacznie więcej niż dotychczas, ponieważ łatwiej usprawiedliwić przed sobą takie postępowanie.

Niektórym wydaje się także, że metodą na zrzucanie wagi jest głodówka. Nic bardziej błędnego! Głodówka może być krótkotrwałym sposobem na oczyszczenie organizmu, wstępem do zmiany trybu życia i nawyków żywieniowych, ale na pewno nie może być metodą na dojście do odpowiedniej wagi. Nasz organizm wie lepiej, czego potrzebuje, nawet jeśli nasz mózg twierdzi, że jest inaczej. Kiedy zaczynamy głodować organizm przechodzi w stan uśpienia i zachowania energii, metabolizm spada drastycznie, rezerwy energii są oszczędzane bardziej niż kiedykolwiek. Zachodzące w organizmie procesy ulegają rozregulowaniu i nie jest łatwo później powrócić do równowagi, kiedy głodówka się kończy. W dodatku organizm pozbawiony przez jakiś czas pożywienia desperacko stara się zabezpieczyć przed ponownym wystąpieniem takiego stanu, dlatego istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo, że po głodówce wystąpi okres olbrzymiego zwiększenia apetytu i w efekcie przybrania na wadze. Warto także zauważyć, że jednym z efektów głodówki jest bardzo nieprzyjemny zapach ciała, kiedy usuwanie toksyn z organizmu powoduje ich wydzielanie przez skórę.

Zanim zatem zaczniemy myśleć o „dietach cud” warto uświadomić sobie, czym jest tycie i co je powoduje. Banalne pytanie? Pewnie, ale dlaczego zatem tak mało osób się nad nim zastanawia lub celowo ignoruje je na co dzień, a potem sięga po „cudowne” sposoby na zmniejszenie wagi? Tycie to nadmierne zwiększanie się masy ciała z powodu złego odżywiania się (złej diety) w połączeniu z brakiem aktywności fizycznej lub jej niedostatecznym powodem. Brzmi jak opis codzienności 99,9% społeczeństwa, prawda? Dokładnie tak jest, niestety, olbrzymia większość z nas pracuje na siedząco, nie zastanawia się nad tym, co i jak je, wolny czas spędzamy na siedząco lub leżąco, aktywność fizyczną ograniczamy do niezbędnych czynności, takich jak sprzątanie, zakupy (najlepiej samochodem!), a potem tłumaczymy zmęczeniem i brakiem czasu to, że nie umiemy spędzać wolnych chwil z rodziną w aktywny sposób, czemu zaprzeczają choćby weekendowe tłumy w pasażach i centrach handlowych, w taki właśnie sposób spędzają bowiem np. niedziele Polacy.

Można wymieniać jeszcze wiele nieprawidłowości w odżywianiu się przeciętnego Polaka, można narzekać na babcie i mamy nakazujące dziecku zjeść wszystko z talerza, zamartwiające się, że „niejadek”, bo nie opycha się po brzegi. Można narzekać na uczenie dzieci od maleńkości jedzenia najgorszej jakości pożywienia, wyrabianie w nich nawyków podjadania, napychanie ich słodyczami i uczenie ich odruchu, że słodycz = nagroda. Można narzekać na kompletny niemal brak zainteresowania pediatrów edukowaniem swoich pacjentek-matek w dziedzinie prawidłowego odżywiania dzieci. Można narzekać na kulturę masową i massmedia, które robią ludziom wodę z mózgów, przekonujących ich nachalnie na każdym kroku, że trucizna jest dla nich dobra, ba! Że jest nie tylko doskonałym pożywieniem, ale także wyznacznikiem statusu, oznaką bycia „cool”, niezbędnym elementem tworzenia społecznych więzi, więc każdy, kto rezygnuje z trucizny stanie się wyrzutkiem. Można narzekać na politykę państwa, które nie prowadzi działań profilaktycznych ani edukacyjnych w dziedzinie otyłości, ale wciąż tłumaczy się z braku pieniędzy na służbę zdrowia, które wydaje na leczenie chorób wynikających ze złego odżywiania się.

Można narzekać na jeszcze więcej spraw – tylko po co? Od narzekania jeszcze się nikomu nie polepszyło, mimo że czasem mam wrażenie, że sporo naszych rodaków dokładnie na to liczy i narzeka coraz więcej. Nie, nie będziemy narzekać, wolimy skupić się na działaniu i iść do przodu, bo to najlepszy kierunek. Dlatego stosujemy się w życiu kilkoma zasadami:

Świadomość – bez niej nic się nie zmieni i wszystko pozostaje po staremu. Świadomość tego, czym jest prawidłowe odżywianie dla naszego życia, na ile kształtuje każdą jego sferę. Świadomość może być efektem jakiegoś konkretnego zdarzenia, pojawić się w określonych okolicznościach, np. w wyniku choroby kogoś bliskiego, ale może także przyjść sama z siebie, najważniejsze, by w końcu zrozumieć, co jemy, dlaczego, jak i co to dla nas oznacza.

Edukacja – zarówno samouczenie się, jak i edukowanie innych. Tak, czasem ludzie marudzą, że za dużo mówimy o tym całym zdrowym odżywianiu, ale za każdym razem, kiedy spróbują żyć po naszemu nagle okazuje się, że przyznają rację, że jednak zmienia się wszystko. Chcemy dzielić się z innymi tym, czego nauczyliśmy się sami, chcemy pomagać im żyć lepiej, oczywiście, nie narzucamy się nikomu.

Odpowiedzialność – zarówno za samych siebie, jak i za najbliższych, szczególnie za dzieci, bo to ich przyszłość kształtujemy najbardziej. Dziecko w pierwszych latach życia jest wzorem, według którego będzie odbywać się jego późniejsze życie, jeśli doprowadza się do stanu, w którym pięciolatek jest otyły, to na niemal 100% będzie otyły w dorosłości. Im wcześniej pomożemy im wyrobić dobre nawyki, tym bardziej mamy pewność, że będzie prowadził zdrowe życie i przekazywał wiedzę swoim dzieciom.

Zdrowy rozsądek – bez niego niewiele można zdziałać, a w każdym razie łatwiej wtedy coś popsuć niż naprawić. Jest konieczny, by nie popaść w przesadę, by zachować równowagę, tę najważniejszą w dbaniu o zdrowie cechę, jest konieczny, by umieć rozróżnić między tym, co niezbędne, co potrzebne, co niekonieczne, co szkodliwe. Zachowywanie umiaru jest bardzo ważne we wszystkim, w wyznaczaniu sobie sposobu życia tym bardziej.

Wytrwałość – czasem człowiek ma dość, kiedy nie wszystko działa tak, jak powinno, kiedy efekty przychodzą zbyt wolne lub w ogóle wydaje się, że ich nie ma, wtedy niesamowicie ważne jest, by się nie poddawać, by dążyć przed siebie, nie odwracać się i nie cofać, a efekty w końcu przyjdą i życie stanie się lepsze i łatwiejsze, zaś pewne rzeczy, które wymagały takiego wysiłku okażą się być naturalne i codzienne.

I najważniejsze w tym wszystkim, żeby zawsze pamiętać, że w gruncie rzeczy chodzi o sprawy najważniejsze – życie, zdrowie, zadowolenie, szczęście nasze i najbliższych. To niby banał, powtarzany tak często, że zdrowie jest najważniejsze, kiedy ono dopisuje, reszta jakoś się zawsze ułoży. Nie, to nie banał, to szczera prawda, dlatego tym bardziej dziwi, że tak często ignorowana przez tak wielu, podczas gdy dbanie o zdrowie może – i jest! – znacznie łatwiejsze niż się może czasem wydawać.

 

Chleb orkiszowy – przepis

Dla osób, które postanowiły odstawić pszenne białe pieczywo poleca wyśmienity chleb orkiszowy, który jest doskonałym źródłem witamin i niezbędnego błonnika.

 

Chleb orkiszowy

Zakwas można zrobić samemu (przepis poniżej) lub wziąć gotowy od znajomego.

Przepis na zakwas

Do litrowego słoja wyparzonego wrzątkiem wsypujemy  pół szklanki mąki (orkiszowa typ 2000) i dodajemy pół szklanki wody. Mieszamy dokładnie drewnianą łyżką i przykrywamy ściereczką (nie zakręcamy słoja). Na drugi dzień robimy to samo: dodajemy pół szklanki mąki i pół szklanki wody, na trzeci i czwarty dzień tak samo (nazywa się to dokarmianiem zakwasu). Pomiędzy dokarmieniami można zakwas wymieszać drewnianą łyżką. Po czterech dniach  dokarmiania mamy już pełen słoik zakwasu. Zamykamy słoik, odstawiamy zakwas do lodówki na 2, a nawet 3 dni (można i dłużej), aby poleżakował. Będzie mieć konsystencję gęstej śmietany i kwaskowaty zapach.

Zakwas w słoiku wymieszać z ciepłą wodą. Wlać do dużej miski, w której będzie wyrabiane ciasto na chleb.

Składniki na ciasto:

  • Zakwas,
  • Ok. 1 litra letniej wody,
  • Ok. 1 kg mąki orkiszowej, najlepiej tym 2000, może być pomieszana z żytnią, ale wtedy chleb jest bardziej wilgotny i słabiej rośnie,
  • 1 łyżka soli,
  • 1 garść pestek dyni i/lub słonecznika (według uznania),
  • Odrobina czarnuszki lub innej przyprawy, można dodać otręby.

Wszystkie składniki dokładnie wyrabiamy w dużej misce przez ok. 5 min, najlepiej ręką, żeby wyczuć dokładnie konsystencję ciasta, która powinna przypominać  gęste błoto. Po wyrobieniu część wyrobionego ciasta przekładamy do słoika, ok. 1/3 słoika i to będzie nasza kolejna porcja zakwasu.
Resztę wykładamy do blachy (do 2/3 jej wysokości) wyłożonej papierem do pieczenia, zapobiegnie to przywieraniu chleba do blachy. Tak przygotowany nieupieczony jeszcze chleb odstawiamy w ciepłe miejsce, może to być piekarnik, na ok. 6-7 godzin do wyrośnięcia. Należy pod koniec zaglądać, czy chleb nie wychodzi z foremki, jeśli tak, należy go zacząć piec.
Można też włożyć do piekarnika, ustawiając temperaturę na 50 st. po ok 3 godzinach powinien być gotowy i wyrośnięty.

Pieczenie:

Pieczemy początkowo w temperaturze 220 stopni przez ok. 20-25 minut, po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 180 i pieczemy kolejne 30 minut. Po wyciągnięciu  z piekarnika wyciągamy chleb z foremki , żeby się nie zaparzył. Gotowe!

Quinoa (komosa ryżowa)

Quinoa – a nazwę tę poprawnie wymawia się jak „kinła”, nie fonetycznie, jak powszechnie przyjęło się uważać – to roślina uprawna pochodząca z Ameryki Południowej, której nasiona od nawet 7 tysięcy lat, jak wskazują badania archeologiczne, stanowią podstawę diety rdzennych mieszkańców górzystych regionów  Ekwadoru, Peru, Boliwii i Kolumbii. Dla Inków była rośliną świętą, nazywali ją „matką wszystkich ziaren”. Po podboju przez hiszpańskich konkwistadorów zabronili oni jej uprawy ze względu właśnie na znaczenie tej rośliny dla Indian. Od dłuższego czasu quinoa zdobywa coraz większą popularność w USA i w Europie, co między innymi przyczyniło się do trzykrotnego wzrostu jej ceny między 2006 a 2013 rokiem, również trudności w uprawie spowodowane zróżnicowanym czasem wegetacji i konieczność ręcznego zbierania mają wpływ na cenę rynkową. Warto wspomnieć, że rok 2013 został ogłoszony przez ONZ „Międzynarodowym rokiem Quinoa” dla upamiętnienia mieszkańców Andów, którzy dzięki życiu zgodnie z naturą i swojej olbrzymiej o niej wiedzy byli w stanie zachować dla dzisiejszych pokoleń tę roślinę, coraz częściej zaliczaną do powiększającego się grona tzw. „superżywności”.

Dla Indian była quinoa „chlebem codziennym” nie bez przyczyny, jest to roślina będąca niesamowitą, zrównoważoną mieszanką składników odżywczych:

  • zawiera przede wszystkim bardzo dużo białka (ok. 14%), w dodatku jest to białko o wysokiej jakości, łatwo przyswajalne i wyjątkowo pożywne,
  • wysoka jakość białka sprawia, że w przypadku komosy ryżowej mamy do czynienia z białkiem pełnowartościowym, czyli składającym się w odpowiednich proporcjach ze wszystkich dziewięciu niezbędnych aminokwasów – co jest cechą rzadko występującą w pożywieniu roślinnym,
  • znajdziemy w niej zaledwie i aż 6% tłuszczu, zaledwie, bo jest to ilość niepowodująca nadmiernej kaloryczności, a jednocześnie większa niż w przypadku zbóż, co sprawia, że posiłek składający się z komosy jest lepiej zbilansowany i bardziej pełny z punktu widzenia zapotrzebowania organizmu, pozostaje zaś przy tym zdrowy,
  • zawartość węglowodanów także zawiera się w odpowiednich granicach, jest ich w quinoi niespełna 60%,
  • więcej błonnika znajdziemy w zasadzie wyłącznie w ziarnach gryki, 4% w komosie to dwukrotnie więcej niż w pszenicy i jęczmieniu,
  • zawartość składników mineralnych także przewyższa zdecydowanie tę w pszenicy czy życie, porównywalna zaś jest do występującej w jęczmieniu,
  • spośród tych składników najwięcej jest w niej fosforu, magnezu, żelaza, cynku, potasu i wapnia
  • jest doskonałym źródłem witaminy B1, B2, B6 i B9 oraz witamin z grupy E,
  • nie zawiera glutenu ani nie przyczynia się do zwiększania poziomu cholesterolu, ma niski indeks glikemiczny.

Świetnym sposobem na zwiększenie odżywczej wartości quinoi jest umożliwienie jej kiełkowania, które trwa zaledwie 3-4 godziny; kiełkowanie uruchamia naturalne enzymy i zwielokrotnia zawartość witamin, do tego zmiękcza ziarna, umożliwiając dodawanie surowej quinoi np. do sałatek. Właściwości quinoi sprawiają, że jest rozważana przez NASA jako jeden z podstawowych składników diety załóg przyszłych długotrwałych lotów w kosmos.

Wymienione wyżej składniki wchodzące w skład nasion komosy przyczyniają się do polepszania stanu naszego zdrowia na dziesiątki sposobów, wprost i oddziałując na określone mechanizmy w naszym organizmie, coraz więcej zaś badań naukowych wskazuje na wyjątkowe właściwości quinoi:

  • przeciwutleniacze zawarte w komosie, w tym witamina E i flawonoidy mają właściwości ograniczające w poważnym stopniu ryzyko występowania raka,
  • przeciwzapalne składniki komosy sprawiają, że kiedy zostaje ona włączona do codziennej diety staje się nieprzekraczalną niemal barierą dla stanów zapalnych, w tym także dla otyłości (pisaliśmy o niej jako o stanie zapalnym przy okazji innego tematu),
  • kwasy nienasycone w komosie dzięki swoim unikalnym właściwościom nie ulegają obniżeniu jakości podczas procesów obróbki cieplnej,
  • kompozycja składników komosy sprawia, że jest ona doskonałym sposobem walki z cukrzycą typu II, zarówno jako element diety profilaktycznej, jak i przeznaczonej dla osób już cierpiących na to schorzenie,
  • quinoa pomaga, jak wykazały badania, obniżać poziom złego cholesterolu oraz utrzymywać właściwy dobrego,
  • jej zalet dla osób cierpiących na celiakię lub z jakimkolwiek poziomem nietolerancji glutenu nie da się przecenić,
  • wysoka zawartość ryboflawiny (witaminy B2) polepsza metabolizm energii w komórkach mózgu i w mięśniach, ograniczając np. częstotliwość występowania migren,
  • niski indeks glikemiczny i niezbyt wysoka kaloryczność to doskonały sposób na kontrolowanie wagi i walkę z otyłością,
  • wysoka zawartość błonnika również wpływa na regulację procesów trawiennych, dodatkowo zaś pomaga dbać o odpowiedni stan jelit, przyczyniając się w ten sposób do naturalnego zwiększania odporności organizmu.

Quinoa ma także szereg zalety czysto praktycznych:

  • gotuje się szybciej niż kasza czy ryż,
  • smakuje doskonale sama w sobie, można jeść ją w zasadzie bez dodatków,
  • może być stosowana jako zamiennik ryżu i kasz,
  • mąka z komosy będzie doskonałym bezglutenowym surowcem do wielu potraw.

Warto pamiętać o zachowywaniu kilku zasad przy używaniu komosy w kuchni:

należy ją dokładnie opłukać przed przygotowaniem, bowiem pokryta jest naturalnie gorzką substancją, która chroni ją przed ptakami i innymi szkodnikami,

rozgotowana quinoa nie smakuje ani nie wygląda już tak dobrze, warto gotować ją w proporcji 1 do 2 z wodą, maksymalnie przez kwadrans,

po gotowaniu należy ją dobrze odcedzić, bowiem quinoa zawiera naturalnie sporo wody, po odcedzeniu warto wrzucić ją z powrotem do gorącego garnka, gdzie ulegnie dodatkowemu wysuszeniu.

Przekonaliśmy Was do spróbowania tej smacznej, doskonałej alternatywy dla ryżu i kasz? Możemy ją gorąco polecić na podstawie naszych własnych doświadczeń, jest naprawdę wyjątkowo smaczna i pożywna, do tego można z nią eksperymentować w kuchni na wiele sposobów – i wszystkie z nich są zdrowe. Zapraszamy do praktycznego świętowania międzynarodowego roku komosy razem z nami!

 

 

 

Olejek z drzewa herbacianego

Wyłącznie w Australii można spotkać drzewo herbaciane (melaleuca alternifolia) – nie mające nic wspólnego z krzewami herbacianymi i herbatą – z którego liści wyciskany jest olejek, będący bohaterem naszego dzisiejszego wpisu. Jak w przypadku wszystkich cudów natury znalazł on zastosowanie już tysiące lat temu, kiedy rdzenni mieszkańcy regionu zaczęli używać go w leczeniu rozmaitych dolegliwości, w tym przede wszystkim przeziębień i kaszlu, ale również w przypadku problemów ze skórą. Do nowoczesnej medycyny olejek trafił dopiero w latach trzydziestych XX wieku po badaniach Arthura Penfolda, który stwierdził, że aktywne działanie przeciw mikrobom olejku z drzewa herbacianego jest jedenastokrotnie mocniejsze niż np. fenoli.

Właściwości olejku – jego skuteczne działanie przeciwko bakteriom, wirusom, grzybom oraz cechy antyseptyczne – sprawiają, że z roku na rok rośnie ilość osób używających go zamiast leków dostarczanych przez przemysł farmaceutyczny, w tym także zamiast antybiotyków. Do czego zatem stosuje się olejek z drzewa herbacianego współcześnie? Oto kilka z jego z najczęstszych zastosowań:

  • leczenie trądziku – w przypadku łagodnej lub nieco ostrzejszej postaci tego, jakże powszechnego, problemu skórnego olejek z drzewa herbacianego wykazuje działanie równie skuteczne, jak powszechnie stosowane leki, jednak jest znacznie mniej drażniący dla skóry,
  • walka z grzybicą paznokci – długotrwałe stosowanie olejku przynosi doskonałe efekty w przypadku tej uciążliwej i wcale nie łatwej do wyleczenia dolegliwości, jednocześnie znacznie polepszając wygląd i ogólny stan paznokci,
  • leczenie „stopy atlety” – schorzenie to jest niczym innym, jak szczególnym rodzajem grzybicy stóp, trudnym do wyleczenia i wyjątkowo uciążliwym ze względu na wywoływane przez nie podrażnienia i ostre swędzenie, łuszczenie skóry, stan zapalny, w dodatku mocno zaraźliwym; w przypadku tej grzybicy olejek z drzewa herbacianego radzi sobie doskonale,
  • problemy ze skórą głowy – wszyscy, którzy mieli z nimi do czynienia, wiedzą, jak trudne są do wyleczenia i jak beznadziejna czasem wydaje się walka z nimi, szczególnie po kolejnym i kolejnym nawrocie objawów; olejek przywraca równowagę w skórze głowy, zwalcza grzybicę, będącą powodem łupieżu, zmniejsza wydzielanie sebum, tłustej substancji chroniącej włosy, której nadmiar może być szkodliwy, łagodzi stany zapalne,
  • leczenie drożdżycy ust i gardła – olejek z drzewa herbacianego wykazuje skuteczne działanie tam, gdzie zawodzą klasyczne środki, wykazano w badaniach naukowych, że radzi sobie z objawami tej kandydozy lepiej niż np. flukonazol,
  • leczenie wszelkiego rodzaju infekcji jamy ustnej – jest bardzo efektywny w przypadku problemów wywoływanych tak przez bakterie, jak i grzyby, leczy przyczyny problemów i łagodzi objawy,
  • leczenie i łagodzenie rozmaitych problemów skórnych – olejek świetnie sprawdza się w przypadku wszelkiego rodzaju podrażnień, reakcji alergicznych, drobnych uszkodzeń skóry, ran, wyprysków, wysypek, łuszczenia się naskórka i w wielu innych przypadkach, kiedy nasza zewnętrzna powłoka nie znajduje się w takim stanie, w jakim powinna.

Inne zastosowania olejku  z drzewa herbacianego obejmują między innymi:

  • łagodzenie objawów opryszczki,
  • leczenie infekcji pochwy,
  • leczenie infekcji uszu,
  • walkę z wszawicą i świerzbem oraz łuszczycą,
  • zwalczanie grzybicy woszczynowej (kiedyś nazywanej parchem),
  • zapobieganie infekcjom ran,
  • łagodzenie skutków skaleczeń, ukąszeń i powstawania pęcherzy,
  • łagodzenie bólu gardła, kaszlu (poprzez inhalację lub płukanki),
  • łagodzenie skutków oparzeń, w tym słonecznych,
  • odstraszanie owadów, na przykład komarów, usuwanie kleszczy,
  • usuwanie przykrego zapachu z ust,
  • usuwanie kurzajek, polipów.

Olejek z drzewa herbacianego jest jedną z tych substancji, które najlepiej działają przy stosowaniu miejscowym, przede wszystkim zewnętrznym, jednak zdecydowanie należy unikać spożywania go i połykania podczas płukania jamy ustnej czy gardła. Znajduje on także zastosowanie w naturalnych sposobach utrzymywania czystości w domu, szczególnie w kuchni i łazience, ponieważ jego właściwości antyseptyczne pozwalają chronić te pomieszczenia przed wszelkimi pasożytami.

Nawet jeśli olejek z drzewa herbacianego ma niewiele wspólnego z herbatą poza nazwą, może stać się czymś równie popularnym i równie powszechnym w naszych domach jak właśnie herbata. A warto przecież, zważywszy, że jest sposobem na w zasadzie wszystkie możliwe problemy ze skórą, zarówno w fazie leczenia, jak i zapobiegania im, co szczególnie teraz, kiedy nasza skóra jest wystawiona na działanie znacznie większej ilości czynników niż choćby w zimie – a jednocześnie jeszcze ważniejsze jest, by była zdrowa i wyglądała dobrze.