Amalgamat – trucizna w naszych zębach

Rtęć jest trucizną, bez względu na ilość jej działanie na organizm nie pozostaje neutralne i wystarczy naprawdę niewiele, by poważnie zaszkodzić naszemu ciału. Nazywana jest płynnym srebrem, ponieważ w temperaturze pokojowej ma postać właśnie taką, ale pod tą elegancką formą kryje się jeden z groźniejszych dla zdrowia i życia pierwiastków.

Każda postać rtęci jest szkodliwa – czy czysta rtęć, jej związki czy pary, również droga, jaką dostanie się do organizmu jest bez znaczenia, tak samo groźna jest przedostająca się przewodem pokarmowym, jak i poprzez układ oddechowy. Lista możliwych skutków działania rtęci jest długa, te najbardziej oczywiste to:

  • zaburzenia układu pokarmowego, w ostrych stanach ślinotok, wymioty, krwawa biegunka, martwica błony śluzowa jelit,
  • zaburzenia układu nerwowego,
  • zaburzenia układu oddechowego, ostre zapalenie płuc prowadzące czasem do śmiertelnej niewydolności,
  • ostre stany zapalne jamy ustnej.

Najgroźniejsze jest jednak długofalowe działanie rtęci. Ze względu na swoje specyficzne właściwości ma ona skłonność do odkładania się i kumulowania w organizmie, prowadząc do stanu przewlekłego zatrucia organizmu, ten z kolei daje objawy niespecyficzne, między innymi:

  • ból głowy,
  • bóle kończyn,
  • problemy z uzębieniem, prowadzące nawet do wypadania zębów,
  • osłabienie organizmu,
  • zaburzenia snu,
  • zaburzenia koncentracji,
  • zaburzenia pamięci,
  • zmiany w osobowości,
  • uszkodzenie nerek,
  • deformacja kości,
  • problemy z chodzeniem, drżenie rąk.

Rtęć działa przede wszystkim poprzez uszkadzanie błon biologicznych, przenika do komórek i wiąże się z białkami organizmu, zakłócając pracę organizmu i przerywając działanie niezbędnych do życia procesów. Rtęć pozostaje w organizmie, więc jej szkodliwe działanie może trwać latami i prowadzić do całkowitego wyniszczenia organizmu.

Po co piszemy o tym wszystkim, skoro tak wiele wiadomo o toksycznym działaniu rtęci, problemy z zanieczyszczeniem środowiska rtęcią opisano w tysiącach artykułów? Dlatego, że jakoś nie spotykamy się na co dzień ze zbyt szerokim mówieniem o tym, gdzie można spotkać rtęć najbliżej nas, tak blisko, że bliżej się już nie da  – w nas samych.

I nie mówimy tu o naturalnej obecności rtęci w organizmie, nie mówimy tu o rtęci, która przedostała się ze złej żywności czy zanieczyszczonego środowiska, mówimy o sytuacji, w której jest nam celowo aplikowana – rzekomo dla naszego zdrowia! Mówimy o rtęci zawartej w amalgamacie, do niedawna jedynym, a obecnie wciąż popularnym środku wypełniania ubytków w uzębieniu.

Niewiele osób zadaje sobie trud, by sprawdzić, czym jest amalgamat – tymczasem to mieszanina przede wszystkim rtęci z (nawet do 50% masy całości) ze srebrem, cyną, miedzią, kadmem (czasem cynkiem). Nie brzmi najlepiej, prawda? Tymczasem dokładnie to mamy w zębach, jako pozostałości po starych zabiegach wypełniania lub jako efekty refundacji tych zabiegów przez NFZ. Nie jest zbiegiem okoliczności, że w prywatnej opiece dentystycznej raczej nie spotkamy się z wypełnieniem amalgamatem, stosowane jest w niej wypełnienie światłoutwardzalne, które nie tylko wygląda lepiej, ale również ma zupełnie inny skład, nieoparty na toksycznym metalu.

Na temat toksyczności rtęci w plombach znajdziemy informacje nierzadko absolutnie sprzeczne, jedne wskazują na ich toksyczność, inne mówią coś dokładnie odwrotnego, jednak warto zadać sobie pytanie, dlaczego coraz więcej krajów o znacznie większej świadomości zdrowotnej niż w Polsce (np. kraje skandynawskie) wycofuje się z używania amalgamatu i dlaczego Unia Europejska od dawna rozważa możliwość wprowadzenia całkowitego zakazu jego stosowania? Czyżby z powodu „braku” skutków ubocznych? Z powodów estetycznych? Szwedzi oficjalnie przyznali, że zakaz używania rtęci wynika z powodów zdrowotnych oraz dbałości o środowisko naturalne.

Plomba amalgamatowa ma teoretyczną wytrzymałość około ośmiu lat, zatem przez przynajmniej tyle nosimy w sobie potencjalną (i być może nie tylko potencjalną!) bombę zegarową, wiele osób nosi te same plomby przez dziesiątki lat. Do tego ich jakość, szczególnie tych starszych, może budzić wątpliwości, więc prawdopodobieństwo, że szkodliwa rtęć będzie miała jeszcze lepsze warunki do uwalniania się do organizmu. Metalowe wypełnienie pod wpływem zmian temperatury zmienia objętość, może zatem doprowadzić także do fizycznego uszkodzenia zęba, ponadto jego szczelność jest wątpliwa, więc nie chroni zęba tak skutecznie przed przedostawaniem się do jego wnętrza bakterii, jak np. nowoczesne wypełnienie. Szczególne niebezpieczeństwo rtęć niesie dla kobiet ciężarnych i dla płodów, badania wykazały, że podatność płodu na uszkodzenia wywołane zatruciem rtęcią jest wielokrotnie większa.

Jak napisaliśmy wcześniej, istnieje spora rozbieżność w poglądach co do szkodliwości wypełnień amalgamatowych, także w środowisku samych dentystów trwa od dawna ten spór, który można zasadniczo opisać tak, że ci, którzy używają amalgamatu dowodzą tezy o jego nieszkodliwości, ci, którzy odeszli od jego stosowania skłaniają się ku tezie o jego negatywnym wpływie. Jednak nie jest zbiegiem okoliczności, że wśród dentystów, grupy najbardziej narażonej, ponieważ szczyt toksycznego działania ma miejsce podczas wdychania par rtęci przy przygotowywaniu amalgamatów, notuje się zastanawiająco wysoki odsetek nowotworów oraz depresji i związanych z nią samobójstw.

Wielokrotnie pisaliśmy o tym, jak na własne życzenie robimy sobie krzywdę, jak sami sprawiamy, że nasz organizm musi bronić się przed rzeczami, których w ogóle nie powinno być nawet w jego pobliżu. Dlatego też uważamy, że warto wskazywać na zagrożenia, o których jakoś nie słyszy się w oficjalnym obiegu, a które dotyczą praktycznie wszystkich nas – w tym to wynikające ze stosowania w wypełnieniach stomatologicznych jednej z najbardziej toksycznych substancji na świecie.

I warto się też zastanowić nad wymianą posiadanych już „bomb zegarowych” na coś znacznie bardziej bezpiecznego? Na zdrowiu nie warto oszczędzać, a być może dzięki prostemu zabiegowi unikniemy bardzo poważnych problemów w przyszłości, wybór zatem nie powinien być specjalnie skomplikowany.

 

 

5 myśli nt. „Amalgamat – trucizna w naszych zębach

  1. Dla zainteresowanych współcześnie stosowane wypełnienia:

    • kompozytowe – mieszanka wypełniacza szklanego lub kwarcowego i materiałów żywicznych, charakteryzują się wysoką trwałością i odpornością na ścieranie; dla ich stosowania nie ma potrzeby usuwania dużej części zęba (jak w przypadku amalgamatowych), dodatkowo mają kolor zbliżony do naturalnego koloru zębiny; utwardzane za pomocą światła (lampy polimeryzacyjnej)
    • z cementów glass-jonomerowych – stosowane do wypełniania ubytków w zębach mlecznych i do odbudowy szyjek zębowych, doskonale wiążą się ze szkliwem i zębiną, co daje lepsze umocowane, są jednak stosunkowo łatwo ścieralne, trudno się polerują i mają biały kolor, więc trudno dopasować je do naturalnego koloru zębów,
    • złote – stosowane do wypełniania dużych ubytków, bardzo trwałe (do 20 lat),
    • wypełnienia typu inlay – wypełnienie przygotowywane odrębnie, poza zębem, na podstawie wycisku zęba (technika pośrednia wypełnienia – pozostałe są technikami bezpośrednimi, uzupełnienie braku odbywa się od razu w zębie),
    • porcelanowe – najnowocześniejsza metoda, wypełnienie typu inlay, może być odlewane lub tłoczone, daje najlepsze rezultaty jeśli idzie o odtworzenie naturalnego kształtu zęba.

  2. z reszta fakt jest taki u mnie:

    Pierwsze dziecko 1,5 roku temu urodzilo sie najzdrowsze na swiecie pomimo cukrzycy która mi zarzucali, nic tylko dieta i zadnej insuliny nie brałam choć nalegali! miałam – mam 8 plab amalgamatowych , od jakiego czasu nie pamiętam ale bardzo długo bo chyba z 10 lat, może mniej ! teraz jestem w drugiej ciąży- 15 tydzień i Pani dentystka naprawiala mi zepsoty zab, przy czym zalozyla tej nowej generacji, ale przy okazji zajela sie zebem z amalgamantem bo akurat cos tam sie naruszylo. i Co ? efekt poznam dopiero jak dziecko sie urodzi ale powiem ze ja czułam sie po zabiegu fatalnie. nie wiem czy to efekt znieczulenia, ale nigdy tak zle sie po dentyście nie czułam. Choc zalozyla mi plomby na miare naszych czasów i zaproponowalo usuniecie kolejnych dwóch amalgamantow bo cos tam sie naruszlo tez, to ja chce z tym poczekać do po ciąży , bo obawiam sie ze usuwanie jest bardziej tokstyczne niz noszenie. Opinie sa podzielone, wielu dentystów twierdzi ze amaglamant jest tak związany ze w zebie nie ma prawa sie ulataniac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *