Jak się nie dać zimowej depresji.

Jesień, zima, pory roku jakoś w ostatnich latach nie są już ani tak wyraźne, ani tym bardziej punktualne, jednak pewne elementy pozostają niezmienne – w tym szczególnie brak słońca, brak zieleni, nadmiar szarości i wcześnie przychodzące wieczory. Budzimy się w ciemności, wracamy do domu po pracy i ciemność już z nami jest, jakoś mniej w nas ochoty do życia, mniej energii. Dla niektórych ten czas nie stanowi większego problemu, ale są tacy, którzy przechodzą go naprawdę ciężko, tak ciężko, że można mówić o depresji jesienno-zimowej.

Oczywiście, że słowo „depresja” jest czasem nadużywane, są tacy, którzy będą ją u siebie rozpoznawać po jednym dniu gorszego nastroju, ale znam ludzi, którzy naprawdę cierpią na tę chorobę i wiem, że jest czymś znacznie więcej niż chwilowym obniżeniem nastroju, niektórzy zmagają się z nią latami, na różne sposoby, w tym takie, których nie jestem zwolenniczką (farmakologiczne), ale zdaję sobie sprawę, że czasem wydaje się, że nie ma innego wyjścia, szczególnie kiedy robi się naprawdę nieciekawie z punktu widzenia osób dotkniętych tą przypadłością.

Jednak nie zamierzam dziś pisać o depresji klasycznej, tej leczonej psychoterapią, lekami i innymi metodami, tej, w której wymagana jest nierzadko pomoc psychiatry i psychoterapeuty. Dziś trochę właśnie o tych problemach z nastrojem, które pojawiają się najczęściej jesienią, znikają wiosną, ale potrafią namieszać dość mocno, a przecież zima może być tak samo piękna jak każda inna pora roku, można odnaleźć w niej tyle samo radości, kto wie, czy czasem nie więcej, można ją nie tylko przetrwać, ale również cieszyć się nią.

Ja sama jestem zwolenniczką tezy, że wszystko to, co z nami się dzieje ma początek w stanie organizmu; wiem, że może to brzmieć jak spore uproszczenie, ale nie mogę polemizować z faktami, a te są takie, że widzę dookoła siebie mnóstwo dowodów na poparcie tej tezy. Od kiedy wraz z rodziną zmieniliśmy nasze życie, od kiedy zajęliśmy się oczyszczaniem organizmów, od kiedy odżywiamy się tak, by nie dawać pożywki żadnym pasożytom i by wzmacniać odporność (ponieważ jest to proces ciągły, nie można nigdy spocząć na laurach) widzę, że nie tylko w zasadzie nie chorujemy, bo trudno chorobą nazwać trwający jeden dzień katar, ale także patrzymy z większym optymizmem na każdy dzień, żaden problem nie jest nie do pokonania, nie martwimy się nigdy na zapas i skupiamy na pozytywach. I nikt mi nie powie, że to zbieg okoliczności, bo jakoś nie obserwuję podobnych zbiegów okoliczności wśród moich znajomych!

Dlatego też uważam – i nie tylko ja, sądząc z rozmów z wieloma osoba i z tego, co znajduję w sieci – że najlepszym sposobem na radzenie sobie z obniżonym nastrojem i brakiem chęci do życia jest sięgnięcie w głąb siebie, zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

Fizycznie – bo jeszcze bardziej trzeba skupić się na tym, by dostarczać organizmowi paliwa do codziennych zmagań. Odporność potrzebuje wsparcia szczególnie w tym okresie (choć nie da się ukryć, że odporność wzmacniana regularnie przez cały rok nie domaga się specjalnie wyjątkowego traktowania zimą!), ponieważ to pora, w której wirusy i bakterie najłatwiej znajdują dogodne warunki do ataku, ale nie tylko odporność fizyczna zasilana jest odpowiednią dietą. Wielokrotnie pisaliśmy o składnikach mineralnych, o produktach, które polepszają nastrój i pomagają w jego utrzymaniu, pisaliśmy o tym, że wiele badań naukowych wskazuje na ścisły związek między dietą i stanem umysłu, dziś także kilka słów o tym, co sprzyja spoglądaniu na świat w jaśniejszych, bardziej wyraźnych kolorach:

  • wszystko to, co zawiera w sobie duże ilości kwasów omega-3 (np. ryby, olej lniany), nie ma chyba składnika wyraźniej wiązanego przez naukę ze stanem emocjonalnym i intelektualnym; badania wykazały, że depresja w zasadzie zawsze wiąże się ze zbyt niskim jego poziomem,
  • orzech brazylijski lub inne, podobnie bogate, źródła selenu, który jest także naukowo udowodnionym sposobem na przeciwdziałanie obniżeniom nastroju oraz walkę z nimi,
  • wątróbka ze względu na wysoką zawartość żelaza i witaminy B6, szpinak z powodu żelaza, pokarmy bogate w witaminę B12,
  • kasze, warzywa liściaste, drób,
  • pokarmy bogate w magnez, bez którego produkcja serotoniny ulega zaburzeniu (nadmiar kawy wypłukuje magnez, pamiętajmy o tym i szczególnie w zimie ograniczmy jej picie do rozsądnych ilości!),
  • pokarmy zawierające duże ilości cynku, wpływającego na odpowiednie przewodzenie impulsów nerwowych – pestki dyni, kakao, fasola, migdały, słonecznik,
  • rośliny strączkowe i inne pokarmy bogate w witaminę B1 dla zdrowych nerwów,
  • gorzka czekolada (bez cukru, oczywiście!), nie ma wątpliwości, że jest w niej coś, co powoduje, że kombinacja smaku, aromatu, sposobu, w jaki rozpływa się w ustach sprzyja polepszaniu się nastroju, poza tym kakao, będące jej podstawą zawiera np. fenyloetyloaminę, która ma także pozytywne działanie w interesującym nas zakresie,
  • ostre przyprawy i nie tylko powodują wydzielanie się endorfin, substancji zwanych hormonami szczęścia, działających nie tylko na nastrój, ale także polepszających działanie układu krążenia,
  • zioła, dziurawiec łagodzi depresję i jej objawy, żeń-szeń reguluje poziom hormonów odpowiedzialnych za nastrój, melisa uspokaja i może pomagać, kiedy pojawia się lęk i niepokój.

To oczywiście tylko kilka propozycji, jest ich znacznie więcej, chciałam tylko ponownie przypomnieć, że możemy wspomagać nasz umysł i emocje w najprostszy, najbardziej bazowy ze sposobów, zapewniając im odpowiedni pokarm, nie trując ich także, bo warto pamiętać, że poza tym, co należy, istnieje także grupa tego, czego powinniśmy unikać, jeśli nie chcemy powodować lub pogłębiać złych nastrojów, znajduje się na niej, na przykład cukier (cóż za niespodzianka!), który skutecznie zatruwa nasz organizm, ale także alkohol, który wbrew pozorom jest raczej czynnikiem pogłębiającym zły nastrój niż odwrotnie, jak zwykło się sądzić, poza tym pamiętać należy, że efektem jego rozkładu w organizmie jest mnóstwo toksyn, o czym przekonał się każdy, kto choć raz przesadził z używaniem, warto także ograniczyć (z wielu różnych powodów, ale i dla tego, który jest tematem wpisu) spożycie tłuszczów. Warto wziąć pod uwagę, że dieta śródziemnomorska, uchodząca za jedną z najzdrowszych głównie przez jej niemal idealne zbalansowanie odpowiedzialna jest za to, co potwierdzały badania naukowe, ludzie będący jej wierni są znacznie mniej podatni na zaburzenia nastroju i podobne im stany.

A teraz parę słów i rad dotyczących sfery mniej materialnej, ale tak samo ważnej dla przetrwania w odpowiednim nastroju pory zimowej. Wiadomo od zawsze, że rada, by myśleć pozytywnie jest jedną z najlepszych, choć czasem wydaje się być zbyt ogólnikowa i banalna, a już szczególnie wtedy, gdy nastrój zdążył się obniżyć i nie jest łatwo myśleć pozytywnie. Dlatego trzeba to „pozytywne myślenie” rozłożyć na odrębne czynniki, na szereg zaleceń, do których warto się stosować, na parę nawyków, których warto się trzymać, a na pewno pomoże to w radzeniu sobie z jesienną i zimową depresją:

  • jednym z powodów pojawiania się problemów w tym okresie jest przejmujące poczucie zmiany, spada temperatura, słońce pojawia się rzadziej, noc przychodzi wcześniej, przemijanie zdaje się być fizycznie odczuwalne – dlatego warto skupić się na tym, co stałe w naszym życiu, na banalnych czynnościach, które wykonujemy zawsze, bez względu na porę roku, poranny prysznic, pierwsza kawa, obiad z rodziną, wieczorna lektura, pomogą nam w zachowaniu poczucia stałości i pewności otaczającego świata,
  • nie wolno zamykać się w domu, odcięcie się od znajomych i rodziny, choć czasem wydaje się być usprawiedliwione zimnem na dworze i ciemnością nie jest dobrym pomysłem, pozostawanie w kontakcie z bliskimi pozwala lepiej znosić ten okres,
  • nie wolno poddać się nastrojowi i przestać dbać o siebie w dziedzinie najbardziej podstawowych potrzeb, choć wydaje się to banalne, jednym z najlepszych sposobów zapobiegania spadkom nastroju jest zapewnienie, że jest się najedzonym, umytym, nawodnionym,
  • warto rozmawiać o tym, co nas trapi, o tym, jak się czujemy, mówi się, że problem dzielony z kimś zmniejsza się o połowę i choć nie zawsze jest to prawdą, to na pewno jest nią to, że czasem nie da się samemu poradzić sobie z kłopotami, a najgorsze, co można zrobić, to ukrywać poważne problemy we wnętrzu i borykać się z rosnącym poczuciem bezsilności i bezradności,
  • otaczajmy się kolorami, lato jest tak piękne między innymi ze względu na różnorodność jego barw, zima jest ciężka, bo ma kolorów niewiele i wszystkie są mieszanką czerni i bieli, starajmy się, by w naszym otoczeniu nie brakowało bodźców wzrokowych o pozytywnym zabarwieniu, dodajmy do naszego mieszkania coś, co może przynajmniej trochę przywoływać pamięć lata,
  • starajmy się zachować dystans, zawsze, to element tej mojej ulubionej równowagi – starać się właściwie oceniać sytuację i nasze możliwości w niej, identyfikować sprawy, na które mamy wpływ i te, na które zupełnie nie i za te drugie nie brać na siebie odpowiedzialności, mierzyć siły na zamiary, nie podejmować się spraw z góry skazanych na niepowodzenie,
  • łapmy każdą chwilę słońca, którą tylko możemy, w tym roku słońca jest całkiem sporo, ale pamiętamy zeszłoroczną zimę, w czasie której słońce pojawiło się niebie tylko kilka razy i ten jego brak był bardzo uciążliwy,
  • ćwiczenia i inna aktywność fizyczna, zadziwiające, jak wiele dobrego może uczynić regularne zmuszanie się do wysiłku, jak wiele pozytywnych emocji wyzwala – a także substancji (endorfiny!), które są za nie odpowiedzialne, sprawia także, że nie mamy poczucia gnuśnienia, marnowania czasu.

Lubię zimę – ale to samo mogę powiedzieć o każdej innej porze roku, lubię każdą za coś innego, lubię ich różnorodność, a może po prostu wszystko sprowadza się do tego, że po prostu lubię życie. Lubię je jeszcze bardziej od czasu kiedy odkryłam, że może być lepsze, zdrowsze, spokojniejsze, od czasu, kiedy odkryłam, że nie trzeba być ani filozofem ani profesorem dietetyki, by umieć wpływać na jakość tego, jak mijają kolejne dni, miesiące, lata. Staram się myśleć pozytywnie codziennie i nie poddawać się złym nastrojom, przychodzą jak każdemu, ale odpędzam je szybko i skutecznie, bo wiem, że nie warto się im poddawać, w gruncie rzeczy nie są w stanie przyćmić tego wszystkiego, co w moim i mojej rodziny życiu dobre. I tego samego wam życzę – pozytywnego myślenia każdego dnia!

 

Jedna myśl nt. „Jak się nie dać zimowej depresji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *