Kotlety z ciecierzycy

kotlecikiPrzepis jest pod dzieci, oryginalnie kotleciki powinny być dość pikantne. Takie kotlety do doskonałe źródło białka roślinnego, jeśli ktoś nie je mięsa doskonale je zastąpią jeżeli chodzi o zawartość białka i nie tylko. W przepisie jest sporo pietruszki, której na co dzień dzieci nie chcą jeść, to doskonała potrawa, w której można przemycić dużo cennych składników. Okazuje się, że moje dzieciaki uwielbiają te kotleciki. Jedzą je nie tylko do obiadu ale również jako zimną przekąskę np. w szkole.

  • 300 g suchej ciecierzycy
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • Garść sezamu
  • 5 gałązek posiekanej pietruszki
  • Gałązka posiekanej kolendry
  • 1 łyżeczka mielonego kminku
  • 1/2 łyżeczki mielonych ziaren kolendry
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta chili (przy ostrej wersji ½ łyżeczki)
  • 1 łyżeczka soli
  • olej do smażenia, najlepszy będzie słonecznikowy lub kokosowy

Przygotowanie:

  • Ciecierzycę należy na moczyć najlepiej na noc.
  • Na następny dzień ciecierzycę zmielić w maszynce do mięsa lub innym urządzeniu.
  • Do zmielonej masy dać natki, sól i resztę przypraw.
  • Wszystko dokładnie wymieszać i dodać 1 – 2 łyżki. Z masy bez problemu powinny formować się kotleciki. Kształt jest dowolny, mogą być to kulki a mogą być typowe kotlety.
  • Na patelni rozpuścić olej kokosowy, lub słonecznikowy, może być to również olej rzepakowy (oczywiście na zimno tłoczony). Kotleciki układać na rozgrzany olej i smażyć ok. 2 minut z obu stron. O dziwo kotleciki nie chłoną oleju tak jak to ma miejsce przy kotletach np. mielonych.

Smacznego:)

Miso

misoMieliśmy kiedyś polityka, który obiecywał nam w Polsce drugą Japonię, jednak z tych zapowiedzi niewiele wyszło, pewnie nawet i dobrze, biorąc pod uwagę, że zwykle najłatwiej przychodzi nam korzystanie ze złych wzorców, jednak jest taka część japońskiej kultury, która na pewno powinna znaleźć miejsce w naszym kraju. Pisaliśmy już kiedyś o nim, o jego ważnym elemencie, jakim są wodorosty, dziś o czymś równie japońskim i kto, czy nie bardziej nawet zdrowym, o paście miso. Miso to mieszanina rozgniecionej, gotowanej soi z podobnie przygotowanym ryżem (lub jęczmieniem). Doprawia się ją solę, dodaje specjalnego szczepu bakterii koji, uznawanych w Japonii za wyjątkowo korzystne dla zdrowia, a potem pozostawia na kilka miesięcy, nawet na rok lub dłużej, pozwalając, by sfermentowała. Uzyskuje się w ten sposób aktywną biologiczną pastę, o różnym kolorze i nieco odmiennym smaku w zależności od zastosowanego zestawu składników, stanowiącą przez stulecia jeden z fundamentów japońskiej diety – i japońskiego zdrowia, a przecież niemal nigdzie indziej na świecie, przynajmniej w krajach rozwiniętych, nie spotyka się tylu stulatków.

Co sprawiało, że była tak ceniona w Japonii? Przede wszystkim wysoka zawartość białka, mnóstwo witamin i składników mineralnych, wszystkie najlepsze cechy soi, ryżu, jęczmienia doprawione odpowiednimi dodatkami podkreślającymi i wzmacniającymi te pozytywne oddziaływania, dla ubogich klas społecznych była sposobem na dostarczanie organizmowi niezbędnych składników w dużych ilościach i niewielkim kosztem. Dziś zmieniły się okoliczności, ale miso wciąż jest obecne na wszystkich stołach w tym odległym kraju – w wielu odmianach, stosowane do bardzo licznych potraw; w Polsce kojarzy się przede wszystkim z zupą miso, serwowaną w orientalnych restauracjach.

Przyjrzyjmy się zatem temu dobremu wpływowi miso:

  • skutecznie zwalcza nadmiar śluzu w organizmie, bowiem wchodzące w jej skład enzymy i bakterie pobudzają do działania odpowiednie mechanizmy w organizmie, efektem czego jest oczyszczanie z nadmiaru śluzu i innych toksyn oraz zwiększenie ogólnej odporności,
  • walczy z zakwaszeniem organizmu poprzez dostarczanie mu odpowiednich składników mineralnych, w tym przede wszystkim potasu (jest go w soi dziesięciokrotnie więcej niż np. w jęczmieniu), fosforu, magnezu, miedzi, mnóstwa wapnia i trochę innych składników, żelaza, cynku, manganu,
  • jest bardzo bogatym źródłem witaminy K, o której pisaliśmy niedawno, do tego ma w sobie dużo kwasów omega-3 oraz choliny,
  • mimo, że miso zawiera sporo sodu (w związku z dużymi ilościami soli używanej do jego wytwarzania), to badania naukowe wykazały, że nie działa na nasz układ krążenia tak, jak sód w innych potrawach, równie lub nawet mnie słonych, okazało się, że dieta bogata w sól pochodzącą z miso nie podnosi ciśnienia krwi, w przypadku soli w innych potrawach efektem był przewidywalny wzrost ciśnienia,
  • podobnie jak w przypadku soli, badania wykazały również, że korzyści płynące ze spożywania samej soi są mniejsze niż w przypadku spożywania jej w miso, co wiąże się zapewne z dobroczynnym wpływem znajdujących się w miso bakterii,
  • bakterie zawarte w miso w ogóle doskonale wpływają na układ trawienny, nie tylko ułatwiają wchłanianie odżywczych substancji, ale także wpływają na wytwarzanie ważnych składników przez nasz organizm,
  • badania dowiodły, że ryzyko chorób układu krążenia wśród Japończyków, regularnie spożywających potrawy zawierające miso jest o wiele niższe niż u tych, którzy jej nie jedzą, miso polepsza stan naczyń krwionośnych i skutecznie obniża poziom złego cholesterolu dzięki zawartości lecytyny i kwasu linoleinowego,
  • bakterie zawarte w miso przyczyniają się do skutecznego rozbijania izoflawonów zawartych w soi na substancje skutecznie przyswajane przez ludzki organizm i dzięki temu działających nań skutecznie i pozytywnie, współpraca między tymi bakteriami i organizmami żyjącymi w naszym układzie pokarmowym prowadzi do najlepszych efektów,
  • naukowcy znajdują wciąż nowe przeciwutleniacze w miso, oprócz tych naturalnie występujących, takich jak magnez i cynk, co ciekawe, wykazano, że obecność niektórych z nich jest zależna od czasu fermentacji miso, im dłuższy, tym więcej ich występuje; śmiało można zatem zaliczyć miso do żywności bardzo ważnej z punktu widzenia zdrowia, szczególnie w profilaktyce przeciwrakowej, ale nie tylko, wolne rodniki odpowiedzialne są bowiem także za szereg innych negatywnych efektów, takich jak np. przedwczesne starzenie się organizmu,
  • pomaga likwidować skutki nadużycia alkoholu i nikotyny, rozkładając powstałe w wyniku ich używania toksyczne substancje.

Jakkolwiek egzotyczną potrawą czy dodatkiem do innych potraw nie wydawałoby nam się miso, jego działanie na organizm ma charakter tak uniwersalnie pozytywny, że nieważne, gdzie i kto używa go do przyrządzenia pysznych dań, z efektów skorzysta każdy. Ważne jednak, by pamiętać, że miso traci swoje właściwości w trakcie gotowania, dlatego na przykład do zup należy dodawać go na samym końcu; przy tej okazji warto także zaznaczyć, że zupa z miso i wodorostów jest nie tylko banalnie prosta w przygotowaniu, możliwe jest użycie setek wariantów dodatków i przypraw, ale będzie także stanowić sumę dobroczynnych właściwości zarówno wodorostów, jak i tej pasty z soi.

 

Witamina K – K jak krew, K jak kości

W jelicie grubym żyją bakterie, które są nam niezbędne do życia z wielu różnych powodów, jednym z nich jest wytwarzanie przez nie witaminy K2, będącej odmianą witaminy K, z pożywieniem dostarczamy zaś organizmowi witaminy K1, pochodzenie ich jest różne, ale działanie dokładnie takie samo; jeszcze jednym źródłem witamy K w organizmie jest wątroba, która w tzw. cyklu witaminy C regeneruje ten składnik i przekazuje organizmowi do ponownego wykorzystania.

Ale co takiego robi dla nas witamina K? Jej najważniejszą, podstawową funkcją jest zapewnienie prawidłowego krzepnięcia krwi, jest ona bowiem elementem syntezy w wątrobie protrombiny, białka osocza krwi, które odpowiada właśnie za krzepliwość. Witamina K uszczelnia także naczynia krwionośne, zapobiega wewnętrznym krwotokom, ogranicza nadmierne krwawienia miesiączkowe.  Jednak nie tylko do krwi ogranicza się działanie witaminy K, bierze ona aktywny udział w tworzeniu zdrowej tkanki kości poprzez regulowanie procesu syntezy odpowiedniego białka, jednak, jak podkreślają specjaliści, by ta funkcja mogła być przez witaminę K spełniana, powinno się dostarczać organizmowi odpowiednio dużą jej dawkę.

Oczywiście, jak w przypadku wszystkich niemal składników odżywczych, o których piszemy w naszych artykułach, lista pozytywnych oddziaływań witaminy K nie kończy się tutaj, znajdziemy na niej bowiem również:

  • działanie przeciwbakteryjne,
  • działanie przeciwgrzybiczne,
  • działanie przeciwzapalne,
  • działanie przeciwbólowe,
  • hamowanie rozwoju wielu odmian raka, w tym piersi, jajników, żołądka,
  • dobroczynny wpływ na skórę, jej wygląd i regenerację.

Ze względu na to, że bariera łożyskowa hamuje przenikanie witaminy K do organizmu płodu oraz na to, że przewód pokarmowy noworodka zaraz po przyjściu na świat jest w zasadzie jałowy, więc nie ma w nim bakterii produkujących witaminę K, musi ona być mu natychmiast dostarczona celem zapobiegania komplikacji wynikających z nieodpowiedniej krzepliwości krwi, w tym tzw. skazy krwotocznej, w następnych trzech miesiącach życia niemowlętom podaje się dalsze dawki tej witaminy (w przypadku karmienia piersią).

Najwięcej witaminy K w pożywieniu znajdziemy w (zawartość w 100 g):

  • szpinak – 350,
  • brukselka – 230,
  • brokuły – 210,
  • sałata – 200,
  • rzeżucha – 200,
  • kalafior – 80,
  • fasola zielona – 45,
  • ogórki – 30,
  • cukinia – 30,
  • pomidory – 10.

Zasadniczo przyjmuje się, że im bardziej zielona roślina, tym więcej ma witaminy K, co wiąże się z zawartością chlorofilu, będącego najlepszym źródłem witaminy.

Niedobór witaminy K prowadzić może do osłabienia krzepnięcia krwi, co objawia się powstawaniem siniaków przy niewielkich nawet uderzeniach, częstymi krwotokami z nosa lub układu moczowego, problemami z gojeniem się ran, kolejnym problem może stać się także słabsza struktura kości pod wpływem niewłaściwej mineralizacji, szczególnie w zakresie wapnia. Warto zauważyć, że wchłanianie witaminy K podlega poważnemu upośledzeniu pod wpływem, na przykład, alkoholu, antybiotyków i aspiryny; ponieważ jest ona rozpuszczalna w tłuszczach, osoby z problemami z trawieniem tłuszczów lub choćby z usuniętym pęcherzykiem żółciowym mogą doświadczać takiego właśnie niedoboru. Nadmiar zaś może prowadzić do niedokrwistości, nadmiernej potliwości, uczucia gorąca, niewłaściwej pracy wątroby, jednak witamina K nie jest toksyczna, więc nawet jej duża kumulacja w organizmie nie spowoduje poważnych problemów, zaleca się jednak, by w przypadku przyjmowania syntetycznej formy K3 (w suplementach) zawsze robić to w porozumieniu z lekarzem.

Dziś zajmowaliśmy się witaminą, którą dostajemy w pierwszych chwilach po urodzeniu i ważna jest tak samo przez całe życie, jednak czyż tego samego nie można powiedzieć o wszystkich w zasadzie witaminach i nie tylko? Im więcej wiemy, tym bardziej rozumiemy, ile jeszcze zostało do poznania, jak bardzo skomplikowanym jesteśmy tworem i w jak skomplikowanym świecie wzajemnych relacji żyjemy, dlatego zapraszamy już dziś do kolejnego odcinka cyklu o witaminach.

 

 

 

 

Kasza jaglana

W cyklu poświęconym żywności zapomnianej do niedawna, a teraz z powrotem wkraczającej na stoły dziś krótko o kaszy jaglanej – czyli o prosie. Jego mała popularność wynika z mniejszej dostępności na rynku, ta z zaś z kolei jest efektem niskiej ceny skupu, a co za tym, z małej opłacalności hodowli, jednak kasza jaglana ma tyle zalet, że z pewnością, prędzej czy później, odzyska swoje miejsce w hierarchii tego, co jemy każdego dnia.

A że powinna, nie ma żadnych wątpliwości – kasza jaglana jest zasadotwórcza w przeciwieństwie do kaszy jęczmiennej, idealna jest zatem dla osób chcących oczyścić organizm lub zapobiegać jego zanieczyszczeniu, nadaje się także do balansowania diety kwasotwórczej. Zawiera także znaczne ilości łatwo przyswajalnego białka, a do tego pozbawiona jest glutenu. Znajdziemy w niej mnóstwo żelaza, witaminy z grupy B w dużych ilościach, wapń, fosfor, potas, a także zestaw niezbędnych aminokwasów.

kasza jaglanaKasza jaglana dobrze wpływa na pamięć i koncentrację umysłową ze względu na zawartość lecytyny, co ma znaczenie także w odniesieniu do poziomu cholesterolu we krwi, zaś znajdujący się w niej krzem doskonale poprawia stan skóry, paznokci, włosów i zębów. Kasza jaglana zaskakuje także innymi właściwościami – doskonale wspomaga usuwanie nadmiaru śluzu z organizmu, więc świetnie sprawdza się w czasie infekcji górnych dróg oddechowych, pomaga również w pozbywaniu się toksyn, jest zatem często wykorzystywana w dietach oczyszczających.

Jej lekkostrawność sprawia, że zalecana jest w przypadku osób z problemami trawiennymi – nie powoduje wzdęć ani nie fermentuje w układzie pokarmowym Według starożytnej medycyny chińskiej ma właściwości ocieplające i wzmacnia osłabiony oraz wychłodzony organizm. Dietetycy polecają kaszę jaglaną szczególnie na śniadanie, jest to bowiem lekkostrawny i sycący posiłek, w dodatku można ja przyrządzać na słodko i na słono, jako dodatek zamiast ryżu lub ziemniaków lub jako składnik potrawy – w zupach, gołąbkach.

Nie lubimy się powtarzać, ale znów rodzi się pytanie – dlaczego? Dlaczego, mimo oczywistych zalet kaszy jaglanej jest tak mało popularna, a należne jej miejsce zajmuje znacznie mniej wartościowa kasza jęczmienna? Odpowiedź jest, oczywiście, w pieniądzach, jak zawsze, jednak dla tych, których świadomość tego, co jedzą, nie kończy się na cenie produktu, nie ma innego wyboru niż kasza jaglana.

 

Amarantus – roślina piękna nie tylko z zewnątrz


amarantus

Szarłat – czyli amarantus – to kolejne dowód potwierdzający tezę, że starożytni wiedzieli lepiej, że żyjąc bliżej natury potrafili mądrzej korzystać z jej darów, na szczęście, podobnie jak w przypadku orkiszu, odkrywamy na nowo tę mądrość i sięgamy po to, co już tysiące lat temu było cenione ze względu na swoje właściwości. Kiedyś amarantus uprawiano wyłącznie w Ameryce Południowej, dziś można go spotkać niemal na całym świecie, także w Polsce (szczególnie we wschodnich rejonach naszego kraju). Nazywany jest „zbożem XXI wieku” z powodu zawartości najważniejszych składników odżywczych w jego nasionach.

imagesNajważniejszą cechą amarantusa jest wysoka zawartość białka , które nie dość, że ma bardzo duży stopień przyswajalności (75% – dla porównania białko z mięsa 70%), to również zawiera wszystkie aminokwasy egzogenne, czyli te, których organizm sam nie produkuje i muszą mu być dostarczane w pożywieniu, w tym lizynę, która niezbędna jest do budowy białek, głównie w mięśniach i kościach (szczególnie istotną rolę odgrywa w okresie rozwoju organizmu), wspomaga proces odnowy tkanek, stymuluje wzrost; lizyna poprawia przyswajalność wapnia, poprawia koncentrację, bierze udział w produkcji hormonów, przeciwciał, enzymów, badania naukowe wskazują także na  jej istotny udział w procesie walki antyrakowych.

marantus1Poza białkiem amarantus to także mnóstwo składników mineralnych – magnezu, fosforu, potasu, wapnia (100 g nasion amarantusa pokrywa jedną trzecią zapotrzebowania dziennego na ten pierwiastek), żelaza, którego dostarcza (15 mg w 100 g) sześciokrotnie więcej niż wołowina i wielokrotnie więcej niż jakakolwiek inna roślina, więc jeden posiłek zawierający amarantus oznacza całkowite wypełnienie zapotrzebowania na żelazo – dlatego wskazany jest dla kobiet w ciąży i dla osób zmagających się z anemią.

Wysoka zawartość zdrowych nienasyconych kwasów tłuszczowych to kolejna zaleta amarantusa, tym razem wspomagająca organizm w walce ze złym cholesterolem, do tego dochodzą witaminy – A, B, C, E oraz skwalen, substancja o własnościach przeciwrakowych, przeciwbakteryjnych, przeciwgrzybicznych, opóźniająca procesy starzenia, obecna między innymi w płaszczu lipidowym ludzkiej skóry, ponadto mnóstwo błonnika i brak glutenu podkreślają wszystkie pozytywne cechy tej rośliny.Amarantus jest także wyjątkowo łatwo strawny ze względu na skrobię o bardzo drobnej frakcji.


amarantusJak widać, amarantus to roślina o właściwościach niemalże cudownych – ale nie ma żadnego cudu w tym, że można i warto wybrać do codziennej diety coś, co pozwala zachowywać i utrwalać zdrowie. Zdrowy rozsądek mówi jasno, amarantus to doskonały wybór dla każdego i na każdą niemal okazję, więc po prostu najlepiej rozpocząć swoją znajomość z amarantusem już dzisiaj.