Niezdrowe leki przeciwbólowe

Nie ma chyba nikogo, kto nie miałby w życiu do czynienia z lekami przeciwbólowymi, zarówno tymi sprzedawanymi bez recepty, w mniejszych dawkach dostępnych w zwykłym sklepie, w większych w aptekach, jak i z tymi o mocniejszym działaniu, dostępnymi wyłącznie na receptę. Każdego czasem boli głowa, mięśnie, stawy lub coś innego, często nie wiemy nawet, co, ponieważ nie umiemy właściwie zlokalizować źródła tego bólu, nie mówiąc już o jego przyczynie.

Co do tego, skąd bierze się ból, jaka jest jego przyczyna – to temat na zupełnie inną okazję, ponieważ wieloletnie migreny mogą być na przykład wywoływane przez zakażenie pasożytem. Wiele lat leczenia konwencjonalnymi metodami, często środkami farmaceutycznymi o poważnych skutkach ubocznych, metodami nierzadko bardzo inwazyjnymi (np. tzw. blokadami, czy zastrzykami w nerwy!) nie przynosiło efektu, ponieważ nikt nie brał pod uwagę takiej przyczyny, jej ustalenie i zastosowanie odpowiedniej kuracji metodami naturalnymi oraz dietą przyniosło ulgę niemal natychmiast, ciekawe, prawda? Ale, jak pisaliśmy, to temat na kiedy indziej.

Tymczasem powróćmy do leków przeciwbólowych. Można je zasadniczo podzielić, zgodnie z tzw. drabiną analgetyczną (z greckiego „an” – „bez”, „algos” – „ból”) na nieopioidowe oraz na słabe i mocne opioidowe. Te pierwsze to popularne paracetamol i niesteroidowe leki przeciwzapalne, ibuprofen, diklofenak, kwas acetylosalicylowy (aspiryna itp.). Słabe leki opioidowe to na przykład tramal, kodeina, niektóre pochodne morfiny, zaś mocne leki opioidowe to m.in. morfina, oksykodon, metadon. W naszym tekście chcielibyśmy skupić się na tych najsłabszych lekach – ze względu na ich powszechną dostępność i ilości, w jakich przyjmowane są na całym świecie.

Paracetamol jest powszechnie uważany za nieszkodliwy, jednak ta jego „nieszkodliwość” jest mocno ograniczona ze względu na fakt, że przekroczenie dopuszczalnej dziennej dawki niesie ze sobą bardzo poważne, potencjalne konsekwencje – w tym śmiertelne. Przyjmuje się, że dopuszczalna dawka dzienna to 4 gramy (w przypadku osób z przeciwwskazaniami na ten lek – np. spożywających regularnie alkohol, z upośledzoną pracą wątroby – połowa) – a nie jest trudno przekroczyć ją komuś, kto w danym momencie cierpi z powodu poważnego bólu i nie kontroluje ilości lub wydaje mu się, że więcej znaczy lepiej, szczególnie, że poziom uświadomienia Polaków w dziedzinie stosowania leków nie jest wcale zbyt wysoki. Część z nich nie ma nawet pojęcia, jaki jest składnik aktywny w stosowanych przez nich lekach przeciwbólowych i nie tylko w nich. Sami znamy ludzi, którzy nie mają pojęcia, że olbrzymia większość cudownych, reklamowanych w telewizji specyfików na przeziębienie i grypę to właśnie paracetamol z dodatkami, na przykład pseudoefedryną.

Popatrzmy bowiem na preparaty dostępne na rynku – w tych słabych, dostępnych w sklepie lub kiosku zawartość paracetamolu to 200 mg – więc by przekroczyć dopuszczalną ilość należałoby wziąć ponad 20 tabletek. Dobrze, tu pomylić się trudniej, ale w kupowanych w aptece lekach można już spotkać dawki rzędu jednego grama – zatem już piąta tabletka może być niebezpieczna i skutkować ostrym zatruciem! Dawką śmiertelną jest według różnych źródeł 15-25 gramów, jednak już 6 gramów niesie ze sobą straszne skutki, następuje wtedy rozpad, rozpuszczanie się komórek wątroby (hepatocytów).

Zatrucie paracetamolem jest do tego jeszcze bardziej niebezpieczne niż mogłoby się wydawać ze względu na jego ukryty charakter, bowiem wątroba niszczona jest od pierwszych chwil po zatruciu, ale objawy pojawią się dopiero po upływie doby lub nawet trzech. Mówimy tu o zatruciu ostrym, w wyniku przyjęcia ogromnej dawki w krótkim czasie, ale biorąc pod uwagę nawyki ludzi, niemniej groźne jest zatrucie przewlekłe, kiedy lek przyjmowany jest w podwyższonych (ale nieprzekraczających dopuszczalnej) dawkach przez kilka dni lub dłużej. Także i wtedy najbardziej zagrożonym organem jest wątroba, przewlekłe zatrucie może prowadzić nawet do jej całkowitej niewydolności.

Na to szkodliwe działanie paracetamolu narażeni są przede wszystkim ludzie w starszym wieku, małe dzieci, jak pisaliśmy, osoby często spożywające alkohol, nałogowi palacze, ludzi łączący paracetamol z innymi lekami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi, na przykład połączenie z aspiryną prowadzi do wzrostu stężenia obu leków we krwi, zaś z innymi lekami z grupy NLPZ może doprowadzić do uszkodzenia nerek.

Warto także zwrócić uwagę na inne zagrożenie wynikające z przyjmowania paracetamolu; w dzisiejszym świecie lawinowo rośnie ilość osób z alergiami, część z nich w wyniku alergii zapada na astmę – tymczasem badania naukowe wskazują na istotny związek między przyjmowaniem paracetamolu, a tworzeniem się astmy oskrzelowej i to zarówno u dzieci i niemowląt, jak i osób dorosłych.

Ibuprofen jest kolejną popularną substancją stosowaną w lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych, także w tych przeznaczonych do leczenia bólów stawów, mięśni. I tak samo jak paracetamol nie jest pozbawiony skutków ubocznych, zaś przedawkowanie prowadzi do uszkodzenia wątroby oraz do krwotoków z układu pokarmowego, może dojść do uszkodzenia błony śluzowej. Typowe możliwe skutki uboczne przyjmowania ibuprofenu to zgaga (którą sama pamiętam z czasów, kiedy zdarzało mi się jeszcze używać tabletek przeciwbólowych), wzdęcia, niestrawność, biegunka, zaparcia, nadciśnienie tętnicze. Przy długotrwałym stosowaniu ibuprofenu rośnie także zagrożenie zawałem serca, zaś osoby cierpiące na zapalenia jelit absolutnie nie powinny przyjmować tej substancji ze względu na jej potencjał do wywoływania krwawienia z układu pokarmowego oraz tworzenia w nim wrzodów.

W przeciwieństwo do paracetamolu nie ma w miarę precyzyjnie określonych dawek toksycznych i śmiertelnych, przyjmuje się, że bez nadzoru lekarskiego można przyjmować około 1,2-1,5 grama na dobę, pod nadzorem około 3. Szacowana dawka śmiertelna dla dorosłego to około 30 gramów na dobę, zaś objawy zatrucia pojawić się mogą powyżej 8-9 gramów na dobę. Nie ma, jeśli nas pamięć nie myli, na rynku specyfików zawierających więcej niż 400 mg ibuprofenu w jednej tabletce (jeśli ktoś zna taki, prosimy wpisać go w komentarzach), więc trudniej tu przedawkować nawet mniej świadomemu „konsumentowi”, chociaż nie jest nie do wyobrażenia sytuacja, w której ktoś zdesperowany połyka w ciągu doby mnóstwo tabletek, jest jednak znacznie mniej prawdopodobna niż użycie pięciu tabletek z paracetamolem.

I wreszcie trzecia z najpopularniejszych substancji przeciwbólowych i przeciwzapalnych: kwas acetylosalicylowy, występujący w aspirynie, polopirynie i etopirynie. Co ciekawe, o ile na zachodzie, a szczególnie w USA środki zawierające tę substancję od dawna są jednym z najpopularniejszych sposobów na ból, przede wszystkim głowy, o tyle u nas aspiryna jest dopiero od niedawna reklamowana jako specyfik przeznaczony właśnie do tego celu, wcześniej skupiano się na jej działaniu w przeziębieniu i grypie. Teraz reklamowana jest jako kolejny „cudowny” lek – nawet bez popijania! Etopiryna zaś, przynajmniej jeśli idzie o akcje marketingowe, odwołuje się do starszej, bardziej konserwatywnej części społeczeństwa, dla której „tabletki z krzyżykiem” są wciąż symbolem jedynego niemal powszechnie dostępnego środka na ból głowy, kiedyś także kupowanego w kiosku „Ruchu”.

Najczęstszym problemem przy stosowaniu kwasu acetylosalicylowego (ASA) jest jego wpływ na błony śluzowe żołądka i przełyku, ASA blokuje wytwarzanie ochronnego śluzu i przyczyniać się może do powstawania krwotoków oraz wrzodów, a także innych form podrażnienia układu pokarmowego, o objawach zbliżonych do poparzenia.

Jednak potencjalne zagrożenia ze strony ASA są znacznie poważniejsze, szczególnie w przypadku dzieci. Kobiety w ciąży nie powinny stosować preparatów z kwasem acetylosalicylowym, gdyż istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo wystąpienia u dziecka wad wrodzonych, takich jak rozszczepienie podniebienia, problemy z sercem, niedostateczna masa ciała. Dzieciom zaś do 12 roku życia, jak się powszechnie przyjmuje, nie powinno się podawać ASA ze względu na możliwość wystąpienia zespołu Reye’a, śmiertelnie groźnej choroby uszkadzającej wątrobę i mózg. Kwas acetylosalicylowy jest także groźny dla osób o obniżonej krzepliwości krwi lub przyjmujących leki obniżające krzepliwość, sam bowiem w sobie działa dokładnie w ten sposób (choć ta właściwość akurat powoduje, że jest polecany przed długimi podróżami samolotem i samochodem jako środek zapobiegający zakrzepicy).

Przedawkowanie ASA jest, oczywiście, groźne dla zdrowia. Śmiertelna dawka to 20-30 gramów (warto przypomnieć, że tak powszechne kiedyś „tabletki z krzyżykiem” zostały wycofane z rynku, kiedy okazało się, że zawarta w nich poza ASA fenacetyna jest silnie toksyczna, uzależniająca i rakotwórcza), zaś dopuszczalna dawka dzienna to zwykle 4 gramy, choć w niektórych chorobach dopuszcza się ilość dwukrotnie większą. Badania naukowe wykazały, że regularne przyjmowanie ASA może prowadzić nawet do utraty wzroku, osoby zażywające aspirynę są dwukrotnie bardziej narażone na zwyrodnienie plamki żółtej

Jest na rynku jeszcze kilka substancji używanych w środkach przeciwbólowych, ale nie będziemy już o nich pisać w szczegółach, możemy tylko zaznaczyć, że tak samo jak opisane powyżej posiadają swoje zalety i mnóstwo wad.

To wszystko, o czym napisaliśmy wyżej, wyraźnie świadczy o tym, że ze środkami przeciwbólowymi należy postępować wyjątkowo ostrożnie – oczywiście, że ta zasada dotyczy wszystkich leków i suplementów diety, ale w przypadku leków przeciwbólowych mamy do czynienia z sytuacją bardzo specyficzną. Bierze je się bowiem najczęściej, kiedy boli, a więc kiedy umiejętność rozpoznania i oceny sytuacji może być w mniejszym lub większym stopniu zaburzona. Bierze się je najczęściej bez konsultacji z lekarzem i dotyczy to nie tylko środków dostępnych bez recepty; nierzadkie są sytuacje, kiedy w przypadku jakichś objawów zapisany został mocny lek przeciwbólowy, zostało go trochę, więc jest używany w sytuacji występowania bólu zupełnie innego rodzaju, ale co tam, jest przeciwbólowy, jest mocno, więc można brać!

Także w ich powszechności leży źródło problemu, mamy wrażenie, że jest to obszar w zasadzie poza jakąkolwiek kontrolą. Owszem, można zapewne opracować dokładne statystyki, ile rocznie sprzedaje się konkretnych leków, podzielić na typy, może nawet stosować jakieś wskaźniki demograficzne, ale tak naprawdę nikt nie wie, ile bierze ich przeciętny Polak, jak je bierze, jaka jest jego świadomość tego, co przyjmuje.

Nie macie czasem wrażenia, że niektórzy Wasi znajomi, a może nawet członkowie rodzin (najczęściej osoby starsze, ale niekoniecznie) są po prostu nałogowcami przeciwbólowców? Że biorą je z nawyku, a nie z konieczności? Zresztą, każdy sam zapewne określa sobie próg bólu, przy którym rozważa użycie środka przeciwbólowego, jedni wytrzymują dużo, inni mało, ale i tak, szczególnie w przypadku tych drugich, decyzja o przyjmowaniu zwykle przychodzi zbyt łatwo. Poza tym, jakże często mamy do czynienia z sytuacją, w której bez rozmyślania o przyczynach, bez próby zgłębienia, skąd biorą się bóle, ktoś decyduje się na niemal stałe używanie i na ryzyko wystąpienia komplikacji. Tymczasem jesteśmy pewni, że w olbrzymiej większości przypadków wystarczyłoby spróbować zdiagnozować przyczynę, wyeliminować ją lub ograniczyć, a w konsekwencji odstawić całkowicie środki przeciwbólowe. Przyczyn może być mnóstwo, także zła dieta może skutkować występowaniem bólu, w tym uporczywych migren, ale bardzo często przyczyną jest zatrucie lub zakażenie organizmu, zaś pierwszą i najskuteczniejszą metodą walki oczyszczenie.

Jak ze wszystkim, tak i ze środkami przeciwbólowymi obowiązuje kilka podstawowych zasad, w tym ta najważniejsza – zachowywanie zdrowego rozsądku zawsze i wszędzie. Oczywiście, że czasem, jak najrzadziej, kiedy ból staje się nie do zniesienia w danym momencie albo potrzebujemy szybko odzyskać poczucie komfortu psychicznego i fizycznego, można sobie pozwolić na wzięcie środka przeciwbólowego. Jednak należy zawsze mieć na uwadze, że ból to nie przyczyna, ból to zawsze, tylko i wyłącznie objaw, że coś jest nie tak w naszym organizmie. Jeśli zatem powtarza się, jeśli nie ustępuje – to znaczy, że musimy się przyjrzeć dokładniej i znaleźć przyczynę, jeśli zależy nam na własnym życiu i zdrowiu, a nie uciekać się do tanich sztuczek, które co najwyżej maskują prawdziwą twarz problemu. Owszem, w dzisiejszych czasach to bardzo trudne, uciec od środków przeciwbólowych, kiedy więcej niż połowa reklam farmaceutyków w telewizji dotyczy właśnie ich, łatwo jest ulec potędze reklamy, łatwo jest szukać rozwiązań (pozornie) najprostszych i najszybszych. Ale w ten sposób nie osiągniemy niczego dobrego – a wręcz przeciwnie, możemy stracić bardzo, bardzo dużo.

 

Troszkę o stresie

Współczesny świat i nasz tryb życia w nim nie sprzyja spokojowi, wręcz przeciwnie, codzienna gonitwa powoduje, że stres stał się zwyczajnym elementem tego życia, tymczasem niewiele osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji poddawania organizmu takiemu testowi niemal bez przerwy.

Czym jest stres?

Definicja psychologiczna mówi: Stres jest definiowany w psychologii jako dynamiczna relacja adaptacyjna pomiędzy możliwościami jednostki, a wymogami, charakteryzująca się brakiem równowagi. W terminologii medycznej, stres jest zaburzeniem stanu równowagi organizmu spowodowanym czynnikiem fizycznym lub psychologicznym.

Jak działa stres?

W skrócie można powiedzieć, że przestawia nasz organizm na działanie w sytuacji wyjątkowej. Mózg odbiera bodźce, będące przyczyną stresu (stresory), przysadka zaś mózgowa sprawia, że nadnercza rozpoczynają wydzielanie do krwi adrenaliny i noradrenaliny, nazywanych hormonami stresu. Przyspieszają one pracę serca, zwiększając przepływ krwi do mózgu i serca, powodują uwolnienie do krwi zwiększonych ilości glukozy, cholesterolu i innych substancji, które mają na celu podniesienie możliwości obronnych organizmu. Nasze ciało znajduje się w stanie podwyższonej gotowości.

Zasadniczo taki stan, od czasu do czasu, jest korzystny – krótkotrwały stres sprawia, że cały organizm pracuje lepiej, jednak problem zaczyna się, kiedy stres zmienia charakter i z chwilowego staje się permanentnym. Mózg pracuje bowiem wtedy cały czas w stanie odbiegającym od normalnego, produkcja hormonów stresu nie ustaje, napięcie nie zostaje rozładowane, nie ma możliwości powrotu do normalności, zaczyna się szkodliwe działanie stresu – spada odporność, ponieważ zdezorientowany organizm skupia wszystkie siły na walce ze stresem, zamiast na swoich niezbędnych funkcjach, rozpoczyna się proces rozregulowywania tego delikatnego mechanizmu, prowadzący do utraty zdolności adaptacji do sytuacji, a nawet do nieodwracalnego uszkodzenia tkanek w organizmie!

Objawy długotrwałego stresu mogą być bardzo różne, te najbardziej oczywiste kojarzą wszyscy, problemy z sercem i inne, zwykle kojarzone ze zdenerwowaniem, bóle głowy, które także zwykliśmy wiązać z tym stanem. Rzadziej, ale także problemy żołądkowe potrafimy przypisać stresowi, jednak czy zdajemy sobie sprawę, jakie naprawdę dolegliwości mogą się pojawić w wyniku długotrwałego stanu napięcia? Na przykład:

  • zespół drażliwego jelita,
  • zwiększona częstotliwość występowania alergii pokarmowych,
  • zmiany w składzie flory bakteryjnej jelit – a przecież już wiemy, że odporność zaczyna się w jelitach, zatem prosta stąd droga do znacznie poważniejszych komplikacji,
  • zaburzenia miesiączkowania,
  • wypadanie włosów i łysienie plackowate,
  • uciążliwe bóle pleców i karku, spowodowane stanem permanentnego napięcia mięśni,
  • osteoporoza, której powstawaniu sprzyja nadmiar kortyzolu, kolejnego hormonu produkowanego w czasie stresu,
  • choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy, nie wspominając o depresji i innych tego typu zaburzeniach – to zaledwie część chorób, których powstawanie związane jest z długotrwałym stresem,
  • znane są przypadki, kiedy stres powodował powstawanie nowotworów (na przykład białaczki),
  • przypisuje mu się również często powodowanie schorzeń autoimmunologicznych, choćby bielactwa, wielu autorów wśród przyczyn podaje nadwrażliwość na stres,
  • badania naukowe potwierdziły zaś jednoznacznie związek między stresem a cukrzycą typu drugiego.

Jak radzić sobie ze stresem?

Nie ma prostych recept, nie ma skutecznych środków działających natychmiast, warto jednak zwolnić na moment i zastanowić się, skąd ten stres, dlaczego pozwalamy na to, by kierował naszym życiem, dlaczego poddajemy mu się tak bezwolnie. Warto wziąć czasem głęboki oddech i przed następnym krokiem zwolnić na moment, jakkolwiek trudne nie wydawałoby się to. Najłatwiejsze sposoby wspomagania walki ze stresem to, na przykład, gorąca kąpiel, której właściwości uspokajające są znane od tysięcy lat, szczególnie z dodatkiem relaksujących soli lub ziół. Warto zamiast kawy zaparzyć sobie ziołowej herbaty, istnieją kompozycje ukierunkowane właśnie na radzenie sobie z nerwami i depresją.

Stres to zachwianie równowagi, czasem bardzo poważne, a podkreślaliśmy już to wcześniej, że równowaga jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o jakości życia. Organizm mocniejszy fizycznie, oczyszczony i traktowany odpowiednio nie podda się tak łatwo, jak organizm wyniszczony niezdrową dietą, warto również zwrócić uwagę, że osoby świadome siebie, świadome tego, co dzieje się z ich organizmem i co same mu czynią są również bardziej świadome tego, czym jest stres i jak sobie z nim radzić, są w stanie szybciej i skuteczniej reagować i nie dopuszczać do przerodzenia się chwilowych problemów w stan permanentny.

Dlatego być może warto wykorzystać sytuację i potraktować stres nie jak koniec świata, a dokładnie odwrotnie – jak początek zmian. Można się poddać, można nie robić nic i cierpieć, a można stawić mu czoła i uczyć się, jak nie dopuszczać do niego ponownie, jak trzymać go pod kontrolą. Można w tym celu oczyścić organizm, przejść na dietę, która wzmocni organizm i pozwoli utrzymywać jego równowagę, można świadomie przeżywać każdy dzień, nie poddawać się biegowi wydarzeń i starać się utrzymywać kontrolę nad własnym życiem, nawet jeśli to bardzo trudne. Warto spróbować poznać te nurty filozoficzne, które stawiają na równowagę i kontrolę, warto poczytać o tym, jak radzą sobie z nimi filozofie wschodu. I warto doceniać każdy dzień – wtedy słońce będziemy widywać znacznie częściej.