Kotlety z ciecierzycy

kotlecikiPrzepis jest pod dzieci, oryginalnie kotleciki powinny być dość pikantne. Takie kotlety do doskonałe źródło białka roślinnego, jeśli ktoś nie je mięsa doskonale je zastąpią jeżeli chodzi o zawartość białka i nie tylko. W przepisie jest sporo pietruszki, której na co dzień dzieci nie chcą jeść, to doskonała potrawa, w której można przemycić dużo cennych składników. Okazuje się, że moje dzieciaki uwielbiają te kotleciki. Jedzą je nie tylko do obiadu ale również jako zimną przekąskę np. w szkole.

  • 300 g suchej ciecierzycy
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • Garść sezamu
  • 5 gałązek posiekanej pietruszki
  • Gałązka posiekanej kolendry
  • 1 łyżeczka mielonego kminku
  • 1/2 łyżeczki mielonych ziaren kolendry
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta chili (przy ostrej wersji ½ łyżeczki)
  • 1 łyżeczka soli
  • olej do smażenia, najlepszy będzie słonecznikowy lub kokosowy

Przygotowanie:

  • Ciecierzycę należy na moczyć najlepiej na noc.
  • Na następny dzień ciecierzycę zmielić w maszynce do mięsa lub innym urządzeniu.
  • Do zmielonej masy dać natki, sól i resztę przypraw.
  • Wszystko dokładnie wymieszać i dodać 1 – 2 łyżki. Z masy bez problemu powinny formować się kotleciki. Kształt jest dowolny, mogą być to kulki a mogą być typowe kotlety.
  • Na patelni rozpuścić olej kokosowy, lub słonecznikowy, może być to również olej rzepakowy (oczywiście na zimno tłoczony). Kotleciki układać na rozgrzany olej i smażyć ok. 2 minut z obu stron. O dziwo kotleciki nie chłoną oleju tak jak to ma miejsce przy kotletach np. mielonych.

Smacznego:)

Hummus, co to takiego?

„Ciecierzyca” – to nie tylko nazwa doskonałej w smaku, pożywnej i zdrowej rośliny strączkowej, to także nazwa sporządzanej z niej pasty, nazwa w języku arabskim brzmiąca „hummus”. W języku polskim słowo to zwykle kojarzy się z jego wersją pisaną przez jedno „m”, ale zapewniam, że nie mają one ze sobą nic wspólnego – poza wymową. Hummus jest tradycyjnym (notowana historia jego spożywania ma już około piętnastu stuleci) daniem z Półwyspu Arabskiego, którego podstawowymi składnikami były ciecierzyca, sezam, cytryna i czosnek. Dziś hummus ma mnóstwo odmian i daje nieograniczone niemal możliwości żonglowania składnikami i ich kombinacjami.

Ciecierzyca (roślina) znajdowała się w diecie naszych przodków już ponad pięć tysięcy lat temu, co wydaje się być dość oczywistym wyborem, jest bowiem roślina ta jednym z lepszych źródeł białka, cynku, fosforu i kwasu foliowego (choć, oczywiście, zakładam, że badania składu nie były przeprowadzane w późnej epoce kamienia gładzonego). Zawiera niewiele tłuszczów, w dodatku są to w większości tłuszcze wielonienasycone, nie tylko nie wpływa więc na nasz organizm tucząco, udowodniono również, że ciecierzyca może przyczyniać się do obniżenia poziomu cholesterolu.

Połączenie tak zdrowej rośliny z innymi składnikami, z których wiele znanych jest także ze swojego dobrego wpływu na nasz organizm zaowocowało powstaniem potrawy nie tylko pożywnej i zdrowej, ale również smacznej, o czym może przekonać się każdy, kto samodzielnie przygotuje sobie hummus w domu (a jest to banalnie proste) lub kupi gotowy, choćby w naszym sklepie. Ciecierzycę można przyrządzać na znacznie więcej sposobów, jednak ten jest moim ulubionym, dlatego właśnie jemu postanowiłam poświęcić ten krótki wpis.

Mój sposób na hummus to przepis przeznaczony dla Thermomixu. Nie ukrywam, że jest to urządzenie, które ułatwia mi życie na tysiąc różnych sposobów, więc korzystam z niego codziennie, jednak przepis nadaje się także dla osób używających bardziej tradycyjnych narzędzi (blender i młynek):

  • 250 g suchej ciecierzycy,
  • 1,5 l wody,
  • 30 g nasion sezamu,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 20 g oleju, sezamowego,
  • 60 g oliwy z oliwek,
  • 50 g soku z cytryny,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 1 łyżeczka papryki słodkiej,
  • pieprz cayenne, do smaku.

Zaczyna się zawsze od moczenia ciecierzycy (6 do 8 godzin) w 0,5 litra wody. Odsączam potem ją, prażę nasiona sezamu, mielę je, potem ciecierzycę miksuję z litrem wody. Następnie ciecierzyca jest gotowana, gotową odcedzam (ale wywaru nie wylewam!), dodaję czosnek, zalewam 100 g wywaru, mieszam wszystko. W końcu dodaję zmielony sezam i inne składniki – i to cała tajemnica dobrego hummusu, jem go w zasadzie codziennie, nie znudził mi się ani trochę i raczej nie zapowiada się na to; jest to także przepis dla osób, które nie mają czasu albo ochoty, by rano przygotowywać sobie zdrowe śniadanie – wystarczy wyciągnąć słoiczek z lodówki i posmarować chleb hummusem, gotowe!

Jak pisałam wcześniej, skład hummusu zapewnia jego dobroczynne działanie dla zdrowia, czosnek jest naturalnym antybiotykiem i sposobem na wiele problemów, sezam to źródło wapnia, mnóstwo witamin i składników mineralnych oraz przeciwutleniaczy, o zaletach oliwy z oliwek nie trzeba przekonywać chyba nikogo. Cytryna dodaje sporo witaminy C, pisałam już na blogu także o właściwościach przypraw, w tym papryki i pieprzu. Brzmi nieźle, prawda? Hummus początkowo brzmiał dla mnie jak dość egzotyczny pomysł, jak eksperyment z gatunku tych raczej bardziej odważnych, jednak spróbowałam i teraz nie wyobrażam sobie, żeby w mojej kuchni mogło go zabraknąć, stał się elementem naturalnym jak mój samodzielnie pieczony chleb orkiszowy. Przygotowanie go zaś jest banalnie proste, więc polecam wszystkim, spróbujcie!