Ciasteczko marcepanowo – arachidowe

Kolejny ciekawy przepis na zdrowe ciasta, które smakują chyba wszystkim dzieciom:)

Składniki:

  • 250 gram orzechów arachidowych niesolonych
  • 25 gram sezamu
  • 50 gram miodu
  • Łyżeczka cynamonu
  • 100 gram ksylitolu
  • 100 gram migdałów
  • Truskawki, borówki, maliny do dekoracji

Migdały zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na godzinę. Odcedzamy i obieramy ze skórek.

Do blendera wsypujemy ksylitol i mielimy na najwyższych obrotach przez 15 sekund. Kopystką strzepujemy cukier ze ścianek tak, aby był na dnie. Dodajemy obrane migdały i mielimy na najwyższych obrotach przez 15 sekund. Przekładamy do miseczki.

Do blendera wsypujemy orzechy ziemne, sezam oraz cynamon i mielimy na najwyższych obrotach przez 15 sekund. Dodajemy miód i na mniejszych obrotach mielimy przez 10 sekund. Przekładamy do miseczki.

Foremką wycinamy kształt z wafelka. Układamy warstwę z orzechów ziemnych i wygładzamy. Następnie układamy jasną warstwę, czyli marcepan i też wygładzamy. Zdejmujemy formę i dekorujemy owocami, na przykład truskawkami, malinami czy borówkami.

IMG-20170525-WA0003 IMG-20170525-WA0001

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Właściwości zdrowotne

Orzechy arachidowe, zwane również ziemnymi są bogate w witaminę B3 czyli niacynę. Jest ona niezbędna do prawidłowego funkcjonowania mózgu oraz obwodowego układu nerwowego. Bardzo ważna na etapie wzrostu i rozwoju dzieci. Orzechy ziemne zawierają też dużo białka i są bardzo pożywną przekąską, która dostarcza energii na długo ponieważ  nie zawiera rafinowanego cukru tylko miód oraz cukier brzozowy czyli ksylitol. Jest to zdrowy zmiennik cukru. Z ksylitolu zrobiony został cukier puder a po dodaniu migdałów powstał marcepan.

Migdały również są bardzo zdrowe, zawierają witaminę B2, E oraz niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. Migdały wspomagają pracę układu nerwowego, poprawiają pamięć i koncentrację oraz działają uspokajająco.

Sezonowe owoce dodane do ciastka przełamują słodycz i stanowią ciekawe uzupełnienie tego wyjątkowo zdrowego deseru.

Smacznego

 

 

Przyczyny otyłości

Sobotni poranek, domowe obowiązki, w tle gdzieś włączony telewizor, program dokumentalny o ważącym ponad dwieście kilo pięćdziesięcioletnim Brytyjczyku, który ma przejść operację zmiany żołądka, ponieważ jest to dla niego ostatnia deska ratunku. W przerwach programu reklamy, wśród nich jedna poświęcona lizakom na ból gardła u dzieci. Jak to się łączy? W bardzo prosty sposób, wiecie dobrze, że skład produktu podawany jest w kolejności zależnej od procentowego udziału. I jak się nie denerwować, kiedy okazuje się, że ten „produkt leczniczy” (określenie uczynione w reklamie dla podkreślenia skuteczności lizaków) ma w składzie kilka ziół, znanych ze skutecznego działania w przypadku bólu gardła, ale stanowią one końcówkę listy składników – a zaczyna się ona „Cukier, syrop glukozowy, kwas cytrynowy, aromaty”. Pięknie, dla leczenia bólu gardła karmić powinniśmy dzieci cukrem i syropem glukozowym (czyli jeszcze większą ilością cukru). Brawo za pomysł.

A wiąże się to z tematem programu dokumentalnego w banalny sposób – cukier, tłuszcz, dwa podstawowe powody otyłości, a tymczasem właśnie ich jest najwięcej we wszystkim, co najbardziej smakuje dzieciom i czym są karmione przez rodziców, czasem nawet w nagrodę, czasem w przekonaniu, że to takie dobre, robić dziecku przyjemność, podczas gdy właśnie uczymy je paskudnych, złych nawyków, które kiedyś je, być może, zabiją, a na pewno uczynią ich życie nieznośnym, tak jak w przypadku bohatera dokumentu. Jak bowiem inaczej opisać jego życia, skoro:

  • wstawanie z łóżka odbywać musi się w określonej kolejności czynności, trzeba uważać, żeby nie doszło do dyslokacji biodra, przejście do pozycji pionowej zaś staje się wyzwaniem,
  • praca (jest kierowcą autobusu) staje się niemożliwa, bo nie mieści się w fotelu, kierownicę musi trzymać pod brzuchem (potem i tak został zwolniony, bo osoby z bezdechem sennym, kolejnym z możliwych skutków otyłości, nie mogą być kierowcami autobusów),
  • mycie jest męczarnią, długotrwałym, skomplikowanym procesem, w którym musi wykorzystywać rozmaite pomoce, by sięgnąć tam, gdzie osoba szczupła nie ma żadnego problemu, a i tak nie jest w stanie zachować higieny, grzybica stóp jest efektem niemożliwości dotarcia do nich,
  • papier toaletowy jest bezużyteczny, nie ma możliwości podtarcia się, by zatem zachować elementarny poziom czystości musi tak celować z wypróżnieniami, by natychmiast potem móc się kąpać,
  • spodnie, mające w pasie 66 cali (168 centymetrów!) stały się już za wąskie, konieczne jest kupno większych.

Brzmi fantastycznie, prawda? W zasadzie każdy czytający taką listę żachnie się i będzie się dopatrywać w tym wszystkim wyłącznie dowodów na słabą wolę osoby otyłej, ale problem polega na tym, że większość z tych samych osób nie widzi nic złego w przekarmianiu dzieci, pasieniu ich cukrem, białą mąką, produktami tak bogatymi w tłuszcz, że niewiele poza nim mieści się w nich. Ignorancja jest nieszczęściem, ale jeszcze większym to, że nie robi się z nią nic w szerokiej skali, skali całego społeczeństwa. Mieliśmy akcje picia mleka przez wszystkie dzieci, finansowane przez państwo – a nie mamy żadnych ostrzegających przed skutkami otyłości, mamy mnóstwo reklam leków, na przykład na bolące stawy, a żadnych informacji o tym, że mniejsza waga ciała, brak nadwagi i otyłości powoduje, że stawy po prostu nie bolą.

Winne – może nie wszystkiemu, ale na pewno większości problemów – są nawyki wyniesione z dzieciństwa, a potem kultywowane przez siebie samego, przede wszystkim w doborze produktów, którymi karmimy siebie i dzieci, ale także w sposobie ich jedzenia, brak śniadań zaraz po wstaniu z łóżka, potem często głodówka w pracy lub w szkole, a dopiero popołudniu wielki obiad z niezdrowych produktów. A potem wieczór przed telewizorem i podjadanie, a to kanapka, a to chipsy, a to cukierki, a to inne przekąski, jeśli wśród nich od wielkiego święta trafią jakieś owoce, to taka dieta w oczach osoby tak się odżywiającej nabiera charakteru niemal zdrowej… Ręce opadają – ale dokładnie tak wygląda świadomość znacznej części społeczeństwa, nieważne, że jem wszystko, wpycham w siebie kilogramy śmieci, ale wystarczy jabłuszko, żeby zrównoważyć złe konsekwencje takiej diety.

Ech, wiem, że nie ma szans uratować wszystkich, wiem, że nie ma szans pomóc każdemu, szczególnie, że mało kto chce tej pomocy, bo wiadomo, że wiąże się ona z wyrzeczeniami, ograniczeniami, koniecznością posiadania silnej woli i trzymania się swoich własnych obietnic. Ale i tak podnosi mi się nieco ciśnienie, kiedy oglądam taki program, bo widzę przyszłość, nieodległą, taką, w której będą żyć już nasze dzieci, przyszłość pełną otyłych, schorowanych ludzi, którzy winią za swój stan system, ale nie zamierzają z tym nic zrobić, ponieważ od dbania o ich zdrowie jest państwo, przecież płacą podatki!

A ja obejrzałam ten bardzo smutny, w gruncie rzeczy, program i wróciłam do moich porannych obowiązków. Trzeba było zamieszać mój chleb orkiszowy i wstawić go do piekarnika, wymyślić coś na obiad, ale w mojej kuchni dominują nieskomplikowane, smaczne, zdrowe potrawy, których przygotowanie nie wymaga wiele czasu ani zachodu. Zrobiłam sobie kawy, której nie posłodziłam cukrem, dzieciaki także nie dostały niczego z cukrem. I wiem, że dzięki temu wszystkiemu, dzięki temu, że myślę o tym, co jemy, myślę o tym, co szkodzi, co pomaga, za kilkanaście, kilkadziesiąt lat będą miały powód, żeby powiedzieć mi „mamo, dziękuję, że nie należę do tej większości, która cierpi każdego dnia i nie dożyje pięćdziesiątki”. I wierzę mocno, że przekażą tę wiedzę swoim dzieciom. 

Nerki i sposoby ich oczyszczania

Ponad litr na minutę. Tyle krwi przepływa przez nerki, w wyniku zaś filtracji w tym organie dziennie około dwóch litrów zanieczyszczeń i nadmiarowej wody przetwarzane jest w mocz, który trafia do pęcherza moczowego, a następnie wydalany jest z organizmu. Jednak zadania nerek nie ograniczają się do filtrowania i wydalania, bynajmniej, nerki regulują poziom elektrolitów, zarządzają równowagą kwasowo-zasadową, a nawet ciśnieniem krwi poprzez utrzymywanie odpowiedniego stosunku sól/woda. Są także odpowiedzialne za ponowne wchłanianie wody, glukozy i aminokwasów oraz produkcję hormonów: reniny, odpowiedzialnej za regulację ciśnienia krwi, erytropoetyny (EPO), odpowiedzialnej za stymulację szpiku kostnego do wytwarzania czerwonych krwinek oraz aktywnej formy witaminy D – kalcytriolu, który reguluje gospodarkę wapniowo-fosforanową organizmu.

Każda nerka zbudowana jest z maleńkich elementów – nefronów, jest ich w każdej nerce przeciętnie około półtora miliona, każdy z kolei nefron składa się z cewki i z kłębuszka nerwowego. Nie będziemy się wdawać w dalsze szczegóły anatomiczne, z mojego punktu widzenia znacznie ważniejsze od tego, z jakich mikroskopijnych struktur zbudowana jest nerka, jest to, w jaki sposób działa. nerkiDziała zaś tak, że dzięki ciśnieniu krwi, przesączaniu się jej przez poszczególne struktury nerki, wchłanianiu przez nie części przefiltrowanych składników i przekazywaniu ich dalej do dalszej filtracji aż do chwili, kiedy pozostają same zanieczyszczenia odbywa się w naszym ciele nieustający proces oczyszczania krwi ze składników będących zarówno produktami normalnej przemiany materii w organizmie, w wyniku którego odpady przekazywane są do krwi, ta trafia do nerek, a potem dzieje się w nich to, co właśnie opisałam powyżej.

Nerki pełnią wiele funkcji, jednak to ta filtracyjna jest najważniejsza z nich, dlatego wszelkiego rodzaju jej upośledzenie ma natychmiastowy wpływ na cały organizm. Ciało, które nie pozbywa się toksyn zacznie – w krótkim czasie – funkcjonować niewłaściwie, nie ulega to żadnej wątpliwości. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że oczyszczanie organizmu, zarówno takie na co dzień, stałe, jak i bardziej intensywne, dla przyspieszenia procesu lub zwiększenia jego skali jest jednym z kluczowych warunków zachowania zdrowia lub jego odzyskania w przypadku, gdy doszło już do wystąpienia problemów. Dlatego też nerki są z mojego punktu widzenia kluczowym organem, bez którego nie ma mowy o oczyszczeniu i w dalszej konsekwencji, o zdrowiu. Postaram się zatem dziś przedstawić kilka metod dbania o ten narząd, metod utrzymywania go w doskonałej kondycji, jak i przywracania do odpowiedniego stanu.

Zacznijmy od tego, co najprostsze i najważniejsze, ponieważ dotyczy życia codziennego – diety odpowiedniej dla nerek. Przede wszystkim należy:

  • ograniczyć ilość soli w pożywieniu,
  • zmniejszyć ilość czerwonego mięsa w diecie,
  • unikać słodkich, gazowanych napojów, szczególnie coli, która zawiera niszczący nerki kwas fosforowy,
  • unikać wysokoprzetworzonego pożywienia ze względu na wysoką zawartości soli i fosforanów,
  • wyeliminować z diety cukier, zarówno cukrzyca, jak i otyłość są czynnikami znacznie zwiększającymi ryzyko wystąpienia chorób nerek,
  • ograniczyć lub wyeliminować spożycie nabiału,
  • dbać o rozsądny poziom fosforu w diecie, jak dowodzą badania, nadmiar związków fosforu jest jednym z największych zagrożeń dla zdrowia nerek,
  • zmienić tryb życia, ten siedzący szkodzi najbardziej.

Polecane dla zdrowych nerek, także w przypadku pogorszenia się ich stanu produkty to między innymi:

  • kapusta,
  • czosnek,
  • kalafior,
  • cebula,
    jabłka,
  • żurawina,
  • borówki,
  • porzeczki,
  • truskawki,
  • czerwone winogrona,
  • białka jajek,
  • ryby,
  • oliwa z oliwek.

Oczyszczanie nerek można przeprowadzić na wiele sposobów, wybrałam spośród nich kilka najbardziej przemawiających do mnie, o różnym stopniu skomplikowania – zarówno co do ilości i rodzaju składników, jak i sposobu prowadzenia samego procesu oczyszczania:

  • oczyszczanie za pomocą mieszanki soków warzywnych z marchwi/selera/pietruszki (korzenia) w proporcjach 9/5/2; 3-4 razy dziennie po pół szklanki przez dwa tygodnie,
  • oczyszczanie za pomocą naparu z owoców dzikiej róży, dwie łyżki owoców zalać szklanką wody, zagotować przez kwadrans, pić 3 razy dziennie po 1/3 szklanki przez dwa tygodnie,
  • oczyszczanie za pomocą soku z korzenia pietruszki, bez mieszania z innymi składnikami, bardziej intensywne, zalecane przy infekcjach, raz dziennie 30-50 g od października do stycznia,
  • oczyszczanie mieszanką ziół i olejem pichtowym; 25 ml oleju, melisa, oregano, majeranek, owoc dzikiej róży, korzeń dzikiej róży, szałwia, rdest ptasi, dziurawiec; trzy razy dziennie po 1/3 szklanki naparu z dwóch łyżeczek mieszanki ziół na szklankę wody, od siódmego dnia przez pięć kolejnych dni dodatkowo 5 kropli oleju, kurację należy powtarzać co dwa tygodnie do całkowitego oczyszczenia,
  • oczyszczanie mieszanką gorącej wody (1 szklanka) z cytryną (sok z jednej na szklankę), do tego mieszanka soków z marchwi, buraka i ogórka w proporcjach 10/3/3; dwutygodniową kurację należy powtórzyć 4 razy w ciągu pierwszego roku, potem dla podtrzymania raz w roku,
  • ogólna zasada oczyszczania nerek jest banalna: należy jeść i pić produkty moczopędne, dodatkowo polecane jest nagrzewanie nerek (elektryczny koc, gorąca kąpiel).

Oczyszczanie to mój konik, łatwo się chyba przekonać po lekturze wpisów, przyznaję, mam na tym punkcie trochę bzika, ale wierzę głęboko, że organizm pozbawiony szkodliwego wpływu toksyn, chroniony przed nimi radzi sobie doskonale sam i nie potrzebuje specjalnego wsparcia. Wystarczy nie zanieczyszczać go ponownie, co jakiś czas profilaktycznie ponowić oczyszczanie i myślę, że dzięki temu (i zdrowej diecie, oczywiście, ale te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie związane) nie będziemy w życiu potrzebowali chodzić do żadnego lekarza, ani my, ani nasze dzieci. Wyznaję zasadę, że zdrowy rozsądek to podstawowy warunek zdrowia, a to on właśnie podpowiada mi, że czysty organizm równa się zadowoleniu z życia!

 

Żelazo – niedobór i nadmiar

Istnieje wiele składników odżywczych, bez których życie jest niemożliwe, jednak niewiele z nich jest tak widocznych gołym okiem jak żelazo, które nadaje krwi jej kolor (ciekawostka: krew krabów i im podobnych jest niebieska, gdyż odpowiednikiem ludzkiego żelaza jest w niej miedź). Hemoglobina zawiera żelazo, które wiąże się z tlenem i w służy do jego transportu do wszystkich części ciała, choć to, oczywiście, niejedyne zastosowanie żelaza w naszym organizmie. O tym, jak ważne jest żelazo świadczy fakt, że do życia potrzebują go w zasadzie wszystkie organizmy na Ziemi – bakterie, rośliny, zwierzęta. Ludzki organizm uznaje żelazo za tak ważny element, że nie istnieje mechanizm pozbywania się jego nadmiaru, co może powodować poważne problemy w przypadku braku odpowiedniej regulacji dostarczania żelaza.

Jak napisaliśmy, najważniejszą funkcją żelaza w naszym ciele jest dostarczanie tlenu do komórek, bez niego nie są w stanie przeżyć ani prawidłowo się kształtować. Prawidłowa regulacja poziomu żelaza w organizmie ma jednak także inną funkcję – chroni nas przed infekcjami i pozwala je zwalczać. Żeby żyć, także bakterie potrzebują żelaza, organizm, który prawidłowo steruje poziomem żelaza nie dostarcza im wystarczających jego ilości, przez co muszą zużywać znacznie więcej energii na jego pozyskiwanie, w efekcie rozmnażają się znacznie wolniej, a mechanizmy obronne naszego ciała są w stanie znacznie skuteczniej walczyć z infekcją. Podwyższony poziom żelaza w organizmie jest niebezpieczny, ponieważ znacznie zwiększa ryzyko bakteryjnej infekcji. Opisywany tu mechanizm jest skuteczny w przypadku krótkotrwałych infekcji, jednak kiedy mowa o przewlekłych stanach zapalnych sytuacja się komplikuje, ponieważ w odpowiedzi na taki stan wątroba wytwarza większe ilości hormonu o nazwie hepcydyna, który zmniejsza absorbcję żelaza i w efekcie może prowadzić do anemii na tle zapalnym.

W ciele dorosłego człowieka znajduje się około czterech-pięciu gramów żelaza, z czego połowa w hemoglobinie, reszta zaś jest magazynowana głównie w szpiku kostnym, wątrobie i śledzionie. Kiedy zaczynają się problemy z regulacją poziomu żelaza prowadzącego do jego niedoborów w pierwszej kolejności opróżniane są te właśnie magazyny, dlatego pierwszy etap niedoboru przebiega w zasadzie bezobjawowo. Wchłanianie żelaza to proces o zmiennej intensywności, bowiem od pięciu do trzydziestu pięciu procent żelaza z pożywienia jest wchłaniane przez organizm. Wartości te zależne są przede wszystkim od źródła żelaza, najlepiej wchłaniane jest żelazo pochodzące z pokarmów zwierzęcych, jednak inne czynniki również mają olbrzymie znaczenie: poziom żelaza zmagazynowanego w ciele, ilość produkowanych przez szpik nowych czerwonych krwinek, poziom hemoglobiny w organizmie oraz poziom tlenu we krwi.

Nieodpowiedni poziom żelaza może być wynikiem nadmiaru lub niedoboru tego pierwiastka, biorąc pod uwagę, że ten drugi stan jest spotykany znacznie częściej chciałabym skupić się przede wszystkim na nim, szczególnie, że ostatnio spotkałam się z nim wśród moich znajomych, dlatego temat jest dla mnie zdecydowanie na czasie, ponadto sądzę, że może zainteresować nawet tych, którym temat wydaje się abstrakcyjny, ale ich samopoczucie nie pozwala im myśleć, że wszystko jest w porządku; czasem niedobór żelaza jest prostym wyjaśnieniem problemu, a jego uzupełnienie prostym rozwiązaniem.

Najczęstszymi przyczynami niedoboru żelaza są:

  • niewłaściwa dieta, o co w dzisiejszych czasach nie tylko nietrudno, ale nawet śmiało można założyć, że w zdecydowanej większości to właśnie główny winowajca, uboga w żelazo lub bogata w składniki zmniejszające absorbcję żelaza, na przykład wapń, kwas fitowy, taniny,
  • zwiększone zapotrzebowanie na żelazo, którego nie można zaspokoić aktualną dietą,
  • zwiększona utrata żelaza, zwykle spowodowana utratą krwi,
  • przewlekły stan zapalny, o którym pisaliśmy wcześniej i związana z tym nadprodukcja hepcydyny,
  • niezdolność do absorpcji żelaza z powodu uszkodzenia jelit w wyniku np. chorób (choroba Crohna, celiakia).

Jak rozpoznać niedobór żelaza? W pierwszej fazie, w której wykorzystywane są rezerwy, objawy praktycznie nie występują lub są znikome, w dodatku mają niespecyficzny charakter. Kiedy jednak zaburzenie to przechodzi do fazy „aktywnej” łatwo zauważyć, że coś jest nie tak, ponieważ zaczynają się objawy takie, jak:

  • stałe uczucie zmęczenia,
  • otępienie,
  • bladość,
  • wypadanie włosów,
  • drażliwość,
  • skurcze mięśni,
  • osłabienie,
  • łamliwe paznokcie,
  • spaczony apetyt (na rzeczy, które zwykle nie są zaliczane do pokarmów),
  • pieczenie i ból języka,
  • zajady w kącikach ust,
  • szorstka skóra,
  • osłabienie odporności,
  • zespół niespokojnych nóg,
  • anemia (niedokrwistość).

W większości przypadków wystarczy zwykła zmiana diety, jednak warto wcześniej zapoznać się z tabelą zawartości żelaza w rozmaitych produktach, do tego należy brać pod uwagę wspominaną wcześniej różnicę we wchłanianiu się żelaza w zależności od rodzaju produktu. Pamiętacie z dzieciństwa, jak mówiono Wam, że szpinak równa się żelazo? Mit funkcjonował i dalej ma się świetnie, tymczasem jest mnóstwo produktów, które mają w sobie żelaza znacznie więcej, w dodatku wartość wchłaniania ze szpinaku wynosi raptem 1%, tymczasem z mięsa nawet ponad 20, z ryb zaś około 10 (lista umieszczona poniżej to zawartość podana w mg na 100g produktu). Do tego pamiętać należy, że herbata (taniny!) ogranicza wchłanianie żelaza nawet o 70%, kawa o 40%, o takich oczywistościach, jak odstawienie szkodliwych produktów nie musimy chyba nawet wspominać.

  • kminek – 67
  • śledziona wołowa – 45
  • kurkuma – 41
  • cząber – 38
  • anyż – 37
  • wątroba wieprzowa – 23
  • papryka – 21
  • płuca wieprzowe – 19
  • soja – 16
  • sezam – 15
  • wątroba kurza – 13
  • pestki dyni – 13
  • otręby pszenne – 11
  • fasola – 10
  • serca kurze – 9
  • płuca wołowe – 8
  • soczewica – 8
  • amarantus – 8
  • pestki słonecznika – 7
  • orzechy nerkowca – 7
  • siemię lniane – 6
  • pietruszka – 6
  • ciecierzyca – 6
  • razowa mąka żytnia – 5
  • groch – 5
  • kasza jaglana – 5
  • szpinak – 4
  • orkisz – 4
  • jajko gotowane – 2.

Do naszej listy wybraliśmy produkty nie tylko bogate w żelazo, ale do tego ogólnie zdrowe i smaczne (wiem, wiem, kwestia gustu). Jak widać, leczenie z niedoboru żelaza może odbywać się w sposób nieinwazyjny, do tego przyjemny – nie polecamy bowiem samodzielnej suplementacji preparatami z żelazem, można je tylko pod ścisłą kontrolą lekarza i łatwo przesadzić. To, co polecamy, to badanie poziomu żelaza przy okazji wizyty w laboratorium, test daje jasną i szybką odpowiedź, czy wszystko jest w porządku i czy to właśnie poziom żelaza jest przyczyną naszego złego samopoczucia. Oczywiście, polecamy również lekturę naszego bloga i innych, podobnych stron, by móc odżywiać się lepiej niż do tej pory i by lista zmartwień w życiu skróciła się przynajmniej o te wynikające ze złej diety.

Dieta, którą wybrać, czym jest dieta?

Codziennie słyszymy, że ktoś „przechodzi na dietę”. W stwierdzeniu tym znajduje się jeden, podstawowy błąd, ponieważ każdy z nas w każdej chwili jest „na diecie”, nie jest bowiem „dieta” czymś wyjątkowym dla naszego żywienia, każdy sposób jedzenia jest dietą, złą, dobrą, szczególną, zwyczajną, ale dietą. Dlatego nie należy używać określenia „przejść na dietę”, tylko zawsze doprecyzować, na jaką, jest ostatnio bowiem tych „cudownych” od metra i jeszcze trochę, każda z nich obiecuje wspaniałe rezultaty, każda z nich jest z założenia „prosta” i „szybka”. Używamy cudzysłowu celowo, bowiem doświadczenia naszych znajomych z podobnymi „wspaniałymi” sposobami pokazuje jasno, że żadna z tych metod nie jest ani prosta, ani szybka, ani – co najważniejsze – skuteczna.

Żyjemy w czasach, kiedy wszyscy chcą dobrze wyglądać, od najmłodszych do najstarszych – i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ, niestety, wygląd stał się jednym z najważniejszych kryteriów oceny człowieka. Smutne, ale prawdziwe, jeszcze nigdy nie byliśmy tak powierzchownym społeczeństwem, jak dziś, ale nie wydaje się, by mogło się to zmienić, karmieni jesteśmy przez media wszelkiej maści obrazkami, na których szczęśliwi są piękni, smutni już niekoniecznie. Wygląd został zrównany z sukcesem, w telewizji coraz więcej programów promujących piękno i spychających rozum na bardzo odległe pole, dlatego, jak napisaliśmy, trudno się dziwić temu pędowi do dobrego wyglądu.

Problem polega nie tylko na tym, że w tej nagonce na to, co odbiega od doraźnie wyznaczanych standardów piękna niektórzy stosują metody co najmniej nieracjonalne, problemem jest także to, że stosowanie „diety” służyć ma uzyskaniu dobrego wyglądu, zaś aspekt zdrowotny prawidłowego odżywiania się jest bardzo mocno marginalizowany – i nie wiem, czy to nie najgorsze w tym wszystkim. „Dieta” = odchudzanie, prawda? Tak można by sądzić, jeśli się posłucha 99% osób stosujących „dietę”, nikt prawie nie myśli o zdrowotnych konsekwencjach jej stosowania. Owszem, odchudzanie się ma w wielu przypadkach olbrzymi sens, szczególnie tam, gdzie mamy do czynienia z realną nadwagą lub otyłością, nie z wyimaginowanym nadmiarem kilogramów, wiadomo, że otyłość jest dziś problemem na skalę globalną, jednak stosowanie „cudownych” sposobów radzenia sobie z nią zwykle niesie ze sobą znacznie więcej skutków negatywnych niż pozytywnych.

Jednym z najczęstszych błędów, popełnianych podczas stosowania „diet cud” jest zaburzanie równowagi składników pokarmu dostarczanego organizmowi; wielokrotnie podkreślaliśmy, że równowaga jest kluczem do zdrowia, jej naruszanie, celowe czy nie prowadzić może jedynie do problemów. Dokładnie tak dzieje się w przypadku tzw. „diet”, nie można pozbawić organizmu, powiedzmy, węglowodanów i oczekiwać, że przyniesie to pozytywne skutki. Owszem, istnieje prawdopodobieństwo, że osiągnie się oczekiwany skutek (utratę wagi), ale kosztem istotnego pogorszenia stanu zdrowia, większość znanych nam przypadków stosowania takiej diety przyniosła ze sobą osłabienie odporności, chroniczne zmęczenie, brak ochoty do życia, pogorszenie nastroju i jego chwiejność, zaburzenia trawienia, nawet anemię. W dodatku wszystkie skończyły się rozczarowującym powrotem do poprzedniej wagi lub nawet wzrostem w stosunku do niej, kiedy organizm próbował odzyskiwać siły po takim złym traktowaniu. Takie powroty są także przyczyną wielu problemów psychicznych, gdyż osoba o obniżonej samoocenie, ze skłonnościami do depresji uzna to niechybnie za kolejną życiową porażkę, potwierdzającą wszystkie jej złe myśli na swój temat.

Kolejnym błędem, który dotyczy wszystkich takich diet jest fakt, że zmiana sposobu odżywiania się jest z założenia tymczasowa. Praktycznie nikt nie rozpoczyna „diety” bez perspektywy, że kiedy schudnie założone x kilogramów będzie mógł wrócić do poprzedniego sposobu jedzenia. Jaki jest zatem sens wprowadzania czegoś, co z założenia nie przyniesie żadnych długofalowych skutków, nie wniesie w życie żadnej nowej jakości, nie będzie miało żadnego znaczenia poza krótkotrwałym i bardzo złudnym poczuciem zadowolenia z siebie, że „dało się radę”? Jeżeli dotychczasowe odżywianie się spowodowało problem, to dlaczego istnieje takie pragnienie powrotu do niego, najlepiej jak najszybciej, najlepiej w jak najpełniejszym stopniu, dlaczego tak koniecznie chcieć, żeby znów można było robić sobie i swojemu organizmowi tę samą krzywdę, w dodatku z pełną świadomością tego? Ta tymczasowość diet powoduje, że osoby stosujące je mogą i pozwalają sobie na niezagłębianie się w jej istotę, nie analizują przyczyny powstawania problemu, nie zastanawiają się nad tym, jakie naprawdę skutki przyniesie taka zmiana. I właśnie ten brak refleksji nad szczegółami i ogółem zagadnienia sprawia, że tak beztrosko traktują zarówno swój stan przed dietą i po niej oraz samą dietę.

Jeszcze inny typ błędnego rozumowania to zastępowanie produktów pełnowartościowych ich wersjami „light” i dotyczy to nie tylko jedzenia. Nie zamierzamy propagować palenia papierosów, ale wiele badań naukowych wykazało jednocześnie, że papierosy „light” są bardziej szkodliwe dla zdrowia niż ich zwyczajne odmiany, co sprawia, że wszyscy, którzy żyją ułudą mniejszego szkodzenia sobie są w dużym błędzie. Podobne zastrzeżenia mają naukowcy do produktów spożywczych „light”, bowiem następuje w nich najczęściej nie tylko zubożenie wartości odżywczej produktu, ale w wielu przypadkach zastępowanie naturalnego (nawet jeśli postrzeganego jako niekoniecznie zdrowy) składnika innym, będącym często po prostu chemicznym dodatkiem typu polepszacz smaku, wypełniacz – np. słodzik w napojach gazowanych zamiast cukru obniża wartość kaloryczną, ale poza tym zabiegiem marketingowym nie daje żadnych korzyści, bowiem od dawna istnieją spore i uzasadnione, jak się wydaje, wątpliwości co do braku szkodliwego wpływu takich substancji na zdrowie. Warto także zauważyć, że stosowanie produktów „light” jest często impulsem do jedzenia znacznie więcej niż dotychczas, ponieważ łatwiej usprawiedliwić przed sobą takie postępowanie.

Niektórym wydaje się także, że metodą na zrzucanie wagi jest głodówka. Nic bardziej błędnego! Głodówka może być krótkotrwałym sposobem na oczyszczenie organizmu, wstępem do zmiany trybu życia i nawyków żywieniowych, ale na pewno nie może być metodą na dojście do odpowiedniej wagi. Nasz organizm wie lepiej, czego potrzebuje, nawet jeśli nasz mózg twierdzi, że jest inaczej. Kiedy zaczynamy głodować organizm przechodzi w stan uśpienia i zachowania energii, metabolizm spada drastycznie, rezerwy energii są oszczędzane bardziej niż kiedykolwiek. Zachodzące w organizmie procesy ulegają rozregulowaniu i nie jest łatwo później powrócić do równowagi, kiedy głodówka się kończy. W dodatku organizm pozbawiony przez jakiś czas pożywienia desperacko stara się zabezpieczyć przed ponownym wystąpieniem takiego stanu, dlatego istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo, że po głodówce wystąpi okres olbrzymiego zwiększenia apetytu i w efekcie przybrania na wadze. Warto także zauważyć, że jednym z efektów głodówki jest bardzo nieprzyjemny zapach ciała, kiedy usuwanie toksyn z organizmu powoduje ich wydzielanie przez skórę.

Zanim zatem zaczniemy myśleć o „dietach cud” warto uświadomić sobie, czym jest tycie i co je powoduje. Banalne pytanie? Pewnie, ale dlaczego zatem tak mało osób się nad nim zastanawia lub celowo ignoruje je na co dzień, a potem sięga po „cudowne” sposoby na zmniejszenie wagi? Tycie to nadmierne zwiększanie się masy ciała z powodu złego odżywiania się (złej diety) w połączeniu z brakiem aktywności fizycznej lub jej niedostatecznym powodem. Brzmi jak opis codzienności 99,9% społeczeństwa, prawda? Dokładnie tak jest, niestety, olbrzymia większość z nas pracuje na siedząco, nie zastanawia się nad tym, co i jak je, wolny czas spędzamy na siedząco lub leżąco, aktywność fizyczną ograniczamy do niezbędnych czynności, takich jak sprzątanie, zakupy (najlepiej samochodem!), a potem tłumaczymy zmęczeniem i brakiem czasu to, że nie umiemy spędzać wolnych chwil z rodziną w aktywny sposób, czemu zaprzeczają choćby weekendowe tłumy w pasażach i centrach handlowych, w taki właśnie sposób spędzają bowiem np. niedziele Polacy.

Można wymieniać jeszcze wiele nieprawidłowości w odżywianiu się przeciętnego Polaka, można narzekać na babcie i mamy nakazujące dziecku zjeść wszystko z talerza, zamartwiające się, że „niejadek”, bo nie opycha się po brzegi. Można narzekać na uczenie dzieci od maleńkości jedzenia najgorszej jakości pożywienia, wyrabianie w nich nawyków podjadania, napychanie ich słodyczami i uczenie ich odruchu, że słodycz = nagroda. Można narzekać na kompletny niemal brak zainteresowania pediatrów edukowaniem swoich pacjentek-matek w dziedzinie prawidłowego odżywiania dzieci. Można narzekać na kulturę masową i massmedia, które robią ludziom wodę z mózgów, przekonujących ich nachalnie na każdym kroku, że trucizna jest dla nich dobra, ba! Że jest nie tylko doskonałym pożywieniem, ale także wyznacznikiem statusu, oznaką bycia „cool”, niezbędnym elementem tworzenia społecznych więzi, więc każdy, kto rezygnuje z trucizny stanie się wyrzutkiem. Można narzekać na politykę państwa, które nie prowadzi działań profilaktycznych ani edukacyjnych w dziedzinie otyłości, ale wciąż tłumaczy się z braku pieniędzy na służbę zdrowia, które wydaje na leczenie chorób wynikających ze złego odżywiania się.

Można narzekać na jeszcze więcej spraw – tylko po co? Od narzekania jeszcze się nikomu nie polepszyło, mimo że czasem mam wrażenie, że sporo naszych rodaków dokładnie na to liczy i narzeka coraz więcej. Nie, nie będziemy narzekać, wolimy skupić się na działaniu i iść do przodu, bo to najlepszy kierunek. Dlatego stosujemy się w życiu kilkoma zasadami:

Świadomość – bez niej nic się nie zmieni i wszystko pozostaje po staremu. Świadomość tego, czym jest prawidłowe odżywianie dla naszego życia, na ile kształtuje każdą jego sferę. Świadomość może być efektem jakiegoś konkretnego zdarzenia, pojawić się w określonych okolicznościach, np. w wyniku choroby kogoś bliskiego, ale może także przyjść sama z siebie, najważniejsze, by w końcu zrozumieć, co jemy, dlaczego, jak i co to dla nas oznacza.

Edukacja – zarówno samouczenie się, jak i edukowanie innych. Tak, czasem ludzie marudzą, że za dużo mówimy o tym całym zdrowym odżywianiu, ale za każdym razem, kiedy spróbują żyć po naszemu nagle okazuje się, że przyznają rację, że jednak zmienia się wszystko. Chcemy dzielić się z innymi tym, czego nauczyliśmy się sami, chcemy pomagać im żyć lepiej, oczywiście, nie narzucamy się nikomu.

Odpowiedzialność – zarówno za samych siebie, jak i za najbliższych, szczególnie za dzieci, bo to ich przyszłość kształtujemy najbardziej. Dziecko w pierwszych latach życia jest wzorem, według którego będzie odbywać się jego późniejsze życie, jeśli doprowadza się do stanu, w którym pięciolatek jest otyły, to na niemal 100% będzie otyły w dorosłości. Im wcześniej pomożemy im wyrobić dobre nawyki, tym bardziej mamy pewność, że będzie prowadził zdrowe życie i przekazywał wiedzę swoim dzieciom.

Zdrowy rozsądek – bez niego niewiele można zdziałać, a w każdym razie łatwiej wtedy coś popsuć niż naprawić. Jest konieczny, by nie popaść w przesadę, by zachować równowagę, tę najważniejszą w dbaniu o zdrowie cechę, jest konieczny, by umieć rozróżnić między tym, co niezbędne, co potrzebne, co niekonieczne, co szkodliwe. Zachowywanie umiaru jest bardzo ważne we wszystkim, w wyznaczaniu sobie sposobu życia tym bardziej.

Wytrwałość – czasem człowiek ma dość, kiedy nie wszystko działa tak, jak powinno, kiedy efekty przychodzą zbyt wolne lub w ogóle wydaje się, że ich nie ma, wtedy niesamowicie ważne jest, by się nie poddawać, by dążyć przed siebie, nie odwracać się i nie cofać, a efekty w końcu przyjdą i życie stanie się lepsze i łatwiejsze, zaś pewne rzeczy, które wymagały takiego wysiłku okażą się być naturalne i codzienne.

I najważniejsze w tym wszystkim, żeby zawsze pamiętać, że w gruncie rzeczy chodzi o sprawy najważniejsze – życie, zdrowie, zadowolenie, szczęście nasze i najbliższych. To niby banał, powtarzany tak często, że zdrowie jest najważniejsze, kiedy ono dopisuje, reszta jakoś się zawsze ułoży. Nie, to nie banał, to szczera prawda, dlatego tym bardziej dziwi, że tak często ignorowana przez tak wielu, podczas gdy dbanie o zdrowie może – i jest! – znacznie łatwiejsze niż się może czasem wydawać.