Quinoa (komosa ryżowa)

Quinoa – a nazwę tę poprawnie wymawia się jak „kinła”, nie fonetycznie, jak powszechnie przyjęło się uważać – to roślina uprawna pochodząca z Ameryki Południowej, której nasiona od nawet 7 tysięcy lat, jak wskazują badania archeologiczne, stanowią podstawę diety rdzennych mieszkańców górzystych regionów  Ekwadoru, Peru, Boliwii i Kolumbii. Dla Inków była rośliną świętą, nazywali ją „matką wszystkich ziaren”. Po podboju przez hiszpańskich konkwistadorów zabronili oni jej uprawy ze względu właśnie na znaczenie tej rośliny dla Indian. Od dłuższego czasu quinoa zdobywa coraz większą popularność w USA i w Europie, co między innymi przyczyniło się do trzykrotnego wzrostu jej ceny między 2006 a 2013 rokiem, również trudności w uprawie spowodowane zróżnicowanym czasem wegetacji i konieczność ręcznego zbierania mają wpływ na cenę rynkową. Warto wspomnieć, że rok 2013 został ogłoszony przez ONZ „Międzynarodowym rokiem Quinoa” dla upamiętnienia mieszkańców Andów, którzy dzięki życiu zgodnie z naturą i swojej olbrzymiej o niej wiedzy byli w stanie zachować dla dzisiejszych pokoleń tę roślinę, coraz częściej zaliczaną do powiększającego się grona tzw. „superżywności”.

Dla Indian była quinoa „chlebem codziennym” nie bez przyczyny, jest to roślina będąca niesamowitą, zrównoważoną mieszanką składników odżywczych:

  • zawiera przede wszystkim bardzo dużo białka (ok. 14%), w dodatku jest to białko o wysokiej jakości, łatwo przyswajalne i wyjątkowo pożywne,
  • wysoka jakość białka sprawia, że w przypadku komosy ryżowej mamy do czynienia z białkiem pełnowartościowym, czyli składającym się w odpowiednich proporcjach ze wszystkich dziewięciu niezbędnych aminokwasów – co jest cechą rzadko występującą w pożywieniu roślinnym,
  • znajdziemy w niej zaledwie i aż 6% tłuszczu, zaledwie, bo jest to ilość niepowodująca nadmiernej kaloryczności, a jednocześnie większa niż w przypadku zbóż, co sprawia, że posiłek składający się z komosy jest lepiej zbilansowany i bardziej pełny z punktu widzenia zapotrzebowania organizmu, pozostaje zaś przy tym zdrowy,
  • zawartość węglowodanów także zawiera się w odpowiednich granicach, jest ich w quinoi niespełna 60%,
  • więcej błonnika znajdziemy w zasadzie wyłącznie w ziarnach gryki, 4% w komosie to dwukrotnie więcej niż w pszenicy i jęczmieniu,
  • zawartość składników mineralnych także przewyższa zdecydowanie tę w pszenicy czy życie, porównywalna zaś jest do występującej w jęczmieniu,
  • spośród tych składników najwięcej jest w niej fosforu, magnezu, żelaza, cynku, potasu i wapnia
  • jest doskonałym źródłem witaminy B1, B2, B6 i B9 oraz witamin z grupy E,
  • nie zawiera glutenu ani nie przyczynia się do zwiększania poziomu cholesterolu, ma niski indeks glikemiczny.

Świetnym sposobem na zwiększenie odżywczej wartości quinoi jest umożliwienie jej kiełkowania, które trwa zaledwie 3-4 godziny; kiełkowanie uruchamia naturalne enzymy i zwielokrotnia zawartość witamin, do tego zmiękcza ziarna, umożliwiając dodawanie surowej quinoi np. do sałatek. Właściwości quinoi sprawiają, że jest rozważana przez NASA jako jeden z podstawowych składników diety załóg przyszłych długotrwałych lotów w kosmos.

Wymienione wyżej składniki wchodzące w skład nasion komosy przyczyniają się do polepszania stanu naszego zdrowia na dziesiątki sposobów, wprost i oddziałując na określone mechanizmy w naszym organizmie, coraz więcej zaś badań naukowych wskazuje na wyjątkowe właściwości quinoi:

  • przeciwutleniacze zawarte w komosie, w tym witamina E i flawonoidy mają właściwości ograniczające w poważnym stopniu ryzyko występowania raka,
  • przeciwzapalne składniki komosy sprawiają, że kiedy zostaje ona włączona do codziennej diety staje się nieprzekraczalną niemal barierą dla stanów zapalnych, w tym także dla otyłości (pisaliśmy o niej jako o stanie zapalnym przy okazji innego tematu),
  • kwasy nienasycone w komosie dzięki swoim unikalnym właściwościom nie ulegają obniżeniu jakości podczas procesów obróbki cieplnej,
  • kompozycja składników komosy sprawia, że jest ona doskonałym sposobem walki z cukrzycą typu II, zarówno jako element diety profilaktycznej, jak i przeznaczonej dla osób już cierpiących na to schorzenie,
  • quinoa pomaga, jak wykazały badania, obniżać poziom złego cholesterolu oraz utrzymywać właściwy dobrego,
  • jej zalet dla osób cierpiących na celiakię lub z jakimkolwiek poziomem nietolerancji glutenu nie da się przecenić,
  • wysoka zawartość ryboflawiny (witaminy B2) polepsza metabolizm energii w komórkach mózgu i w mięśniach, ograniczając np. częstotliwość występowania migren,
  • niski indeks glikemiczny i niezbyt wysoka kaloryczność to doskonały sposób na kontrolowanie wagi i walkę z otyłością,
  • wysoka zawartość błonnika również wpływa na regulację procesów trawiennych, dodatkowo zaś pomaga dbać o odpowiedni stan jelit, przyczyniając się w ten sposób do naturalnego zwiększania odporności organizmu.

Quinoa ma także szereg zalety czysto praktycznych:

  • gotuje się szybciej niż kasza czy ryż,
  • smakuje doskonale sama w sobie, można jeść ją w zasadzie bez dodatków,
  • może być stosowana jako zamiennik ryżu i kasz,
  • mąka z komosy będzie doskonałym bezglutenowym surowcem do wielu potraw.

Warto pamiętać o zachowywaniu kilku zasad przy używaniu komosy w kuchni:

należy ją dokładnie opłukać przed przygotowaniem, bowiem pokryta jest naturalnie gorzką substancją, która chroni ją przed ptakami i innymi szkodnikami,

rozgotowana quinoa nie smakuje ani nie wygląda już tak dobrze, warto gotować ją w proporcji 1 do 2 z wodą, maksymalnie przez kwadrans,

po gotowaniu należy ją dobrze odcedzić, bowiem quinoa zawiera naturalnie sporo wody, po odcedzeniu warto wrzucić ją z powrotem do gorącego garnka, gdzie ulegnie dodatkowemu wysuszeniu.

Przekonaliśmy Was do spróbowania tej smacznej, doskonałej alternatywy dla ryżu i kasz? Możemy ją gorąco polecić na podstawie naszych własnych doświadczeń, jest naprawdę wyjątkowo smaczna i pożywna, do tego można z nią eksperymentować w kuchni na wiele sposobów – i wszystkie z nich są zdrowe. Zapraszamy do praktycznego świętowania międzynarodowego roku komosy razem z nami!

 

 

 

Cholesterol – zadbaj o jego poziom

Są takie tematy, o których wszyscy coś wiedzą, słowa-wytrychy, które natychmiast kojarzą się ze zdrowiem (lub jego brakiem). Jednym z nich jest cholesterol, wszyscy bowiem wiedzą, że jego poziom jest niezwykle istotny dla organizmu, ale rzadko kto zadaje sobie pytania o szczegóły. Spróbujemy zatem dziś w kilku słowach opisać czym jest, skąd się bierze, jakie rodzaje rozróżniamy i w jaki sposób dbać o zachowanie równowagi w tym zakresie – bowiem, jak we wszystkim, co ważne dla naszego życia, także i w przypadku cholesterolu najbardziej istotna jest równowaga.

Zacznijmy od tego, że cholesterol jest substancją niezbędną nam do życia. Ten związek tłuszczowy jest zarówno wytworem naszego własnego organizmu (cholesterol endogenny), jak i dostarczany jest z pożywieniem (egzogenny). Przemieszcza się po ciele w osoczu krwi, jednak do tego niezbędne jest jego połączenie się z innymi cząsteczkami – z innymi związkami tłuszczowymi (trójglicerydami) oraz z białkami. I właśnie ilość białka w tej kombinacji decyduje o tym, czy cholesterol zaliczamy do złego (LDL – cholesterol o mniejszej gęstości z powodu większej zawartości tłuszczu w stosunku do białka), czy dobrego (HDL – o dużej gęstości i większej zawartości białka).

Nasz organizm wytwarza około jednego grama cholesterolu dziennie (niektóre źródła podają wartość trzykrotnie większą), zaś w pożywieniu dostarczamy mu od 300 do 1000 mg dziennie. Produkcja odbywa się głównie w wątrobie (około 70%), w jelitach (15%) i w skórze (5%). W pożywieniu znajdziemy go niemal wyłącznie w pokarmach zwierzęcych, w roślinnych jego ilości są śladowe, jednak niemal połowa cholesterolu egzogennego pochodzi z innych źródeł niż pożywienie, gdyż dostaje się on do dwunastnicy z żółcią produkowaną przez wątrobę oraz w postaci złuszczonego nabłonka przewodu pokarmowego. Więcej niż jedna trzecia cholesterolu wchłoniętego przez jelita trafia do żył, zaś reszta do wątroby, skąd jego część ponownie trafia do dwunastnicy.

Czas zatem zająć się tym, co dobrego robi dla nas cholesterol:

  • ma działanie przeciwutleniające,
  • wchodzi w skład wszystkich błon komórkowych,
  • jest niezbędny do prawidłowego budowania komórek,
  • bierze udział w tworzeniu niezbędnych do trawienia kwasów żółciowych,
  • jest elementem procesu syntezy hormonów, w tym testosteron, progesteron, kortyzol,
  • ma olbrzymie znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania synaps,
  • bierze udział w syntezie witaminy D,
  • jest ważnym elementem prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego,
  • wspomaga działanie układu nerwowego,
  • ma znaczenie dla procesu wchłaniania sodu.

Jednak, jak napisaliśmy na początku, to dobroczynne działanie cholesterolu uzależnione jest od zachowania odpowiedniego jego poziomu, szczególnie poziomu „złego” cholesterolu LDL. Mierzy się zarówno poziom całkowity cholesterolu, jak i poziomy obu jego rodzajów.

Dla cholesterolu całkowitego:

  • poniżej 200 miligramów na decylitr (1/10 litra) – poziom odpowiedni,
  • od 200 do 239 mg/dL – poziom podwyższony, ostrzegawczy,
  • 240 i więcej – poziom niebezpieczny, wskazujący na wysokie ryzyko chorób układu krążenia.

W przypadku cholesterolu HDL:

  • w przypadku mężczyzn – poniżej 35 mg/dL jest wartością niebezpieczną,
  • w przypadku kobiet – poniżej 45 mg/dL,
  • 60 mg/dL jest wartością pożądaną, im wyższy poziom HDL, tym lepiej dla zdrowia.

Dla złego cholesterolu LDL:

1.    poniżej 100 mg/dL to poziom pożądany,
2.    od 100 do 129 – poziom podwyższony,
3.    od 130 do 159 – poziom graniczny,
4.    od 160 do 189 – poziom wysoki,
5.    190 i więcej – poziom bardzo wysoki.

Zaburzenia poziomu cholesterolu prowadzić mogą do:

  • miażdżycy,
  • choroby wieńcowej,
  • zawału serca,
  • udaru mózgu,
  • miażdżycy zarostowej kończyn dolnych (objawiającej się chromaniem przestankowym),
  • powstawania kamieni żółciowych.

Obniżać niewłaściwy poziom cholesterolu można na różne sposoby, dietą i farmaceutykami, jednak tej drugiej metody absolutnie nie zamierzamy polecać komukolwiek, nie tylko ze względu na nasz ogólnie niechętny stosunek do leków, ale także dlatego, że coraz częściej wskazuje się na skutki uboczne stosowania statyn (właśnie tych leków), które mogą obejmować:

  • zaburzenia snu,
  • problemy z wątrobą,
  • niewydolność nerek,
  • zaćmę,
  • osłabienie mięśni,
  • cukrzycę typu II,
  • osłabienie odporności,
  • impotencję,
  • utratę pamięci,
  • zwiększenie ryzyka raka.

Problem ze stosowaniem statyn polega nie tylko na niebezpiecznych skutkach ubocznych, ale także na skali ich używania, obecnie 25% Amerykanów i Brytyjczyków powyżej 45 roku życia przyjmuje te leki, a ilość ta systematycznie się zwiększa. Dlatego my promujemy zdecydowanie bardziej naturalne, równie skuteczne, a do tego całkowicie zdrowe metody radzenia sobie z problemem zbyt wysokiego poziomu cholesterolu – i wszystkie one polegają na stosowaniu po prostu odpowiedniej diety, której najważniejsze zasady obejmują:

  • ograniczenie stosowania tłuszczów, szczególnie zwierzęcych,
  • ograniczenie spożywania pokarmów wysokokalorycznych,
  • ograniczenie spożywania pokarmów o dużej zawartości węglowodanów,
  • ograniczenie spożywania pokarmów wysokoprzetworzonych (ze względu na ich skład, w którym dominują tłuszcze, cukier, sól),
  • spożywanie dużych ilości błonnika, który działa jak naturalna miotła i czyści jelita z nadmiaru pożywienia, w tym tłuszczów,
  • spożywanie pokarmów zawierających jak najmniejsze ilości cholesterolu, zatem przede wszystkim dieta roślinna.

Nie będziemy wskazywać konkretnych rozwiązań, na naszym blogu znajdziecie mnóstwo informacji na temat produktów wpływających negatywnie i pozytywnie na poziom cholesterolu, jednak wydaje nam się, że w tych ogólnych zaleceniach można znaleźć zasadniczo wszystkie niezbędne informacje. Istotnie, cholesterol jest bardzo popularnym tematem, kiedy rozmawia się o zdrowiu, jednak,  jak widać, nie bez przyczyny, bo jest również jednym z najważniejszych. Chociaż, jeśli się dobrze zastanowić – czy istnieją tematy nieistotne dla zdrowia? Chyba nie, dlatego poszukiwanie wiedzy w tej dziedzinie nie zakończy się nigdy – a my zamierzamy w tym poszukiwaniu brać czynny udział.

 

Kilka słów o kosmetykach

Od początku istnienia naszego bloga podkreślamy na każdym kroku, w niemal każdym wpisie, że zdrowie to nie tylko zdrowe odżywianie się. Zdrowie to coś znacznie więcej, to coś najważniejszego w życiu – i nie ma w tym słowa przesady, bowiem od zdrowia zależy wszystko inne, powodzenie, szczęście, radość. Wiele rzeczy można kupić, inne przychodzą same, ale zdrowie wymaga wiele pracy, zarówno dla jego osiągnięcia, jak i utrzymania, a jeszcze więcej wysiłku konieczne jest, kiedy musimy je odzyskać.

A tracimy je na wiele sposobów.

  • Zła dieta, która nierzadko jest wyłącznie efektem nieświadomości, ale często wynika z lenistwa i braku odpowiedzialności.
  • Zanieczyszczenie środowiska, na które wpływ mamy najmniejszy, ale nie jesteśmy przecież zupełnie go pozbawieni.
  • Brak ruchu, siedzący tryb życia, zarówno w pracy, jak i w domu, godziny spędzane przed komputerem, przed telewizorem, co najgorsze, uczone są tego dzieci, które sadzane są często przed ekranem po to, żeby rodzice mogli zająć się swoimi domowymi obowiązkami lub wyłącznie dlatego, że rodzice chcą mieć trochę pozornego spokoju.
  • Stres, będący efektem nieumiejętności radzenia sobie ze współczesnym tempem życia, z ilością i wagą wyzwań, które świat stawia na naszej drodze.
  • Szkodliwe substancje, które dostarczamy naszemu organizmowi poza żywnością – w środkach czystości i w kosmetykach.

Dziś chcielibyśmy Wam opowiedzieć trochę o tym, czego producenci kosmetyków potrafią do nich dodawać, o substancjach nierzadko tak szkodliwych, że trudno uwierzyć, że znajdują się w produktach stosowanych codziennie i z założenia mających przyczyniać się do lepszego samopoczucia przez „poprawianie” naszego wyglądu. I znów musimy przypomnieć w tym miejscu podstawową zasadę – czytajcie etykiety. Zawsze. Niektóre kosmetyki reklamowane są jako „naturalne” i lista ich składników robi takie wrażenie, dopóki nie znajdziemy na niej informacji, na przykład, że te wszystkie naturalne i zdrowe składniki wymieszane są z bazą będącą odpadem procesu chemicznej obróbki ropy naftowej.

Co zatem możemy znaleźć w kosmetykach? Oto kilka przykładów:

  • Politlenek etylenu (glikol polietylenowy, PEG) oraz glikol polipropylenowy (PPG) – uznawane same w sobie za nieszkodliwe, jednak warto zwrócić uwagę, że do ich produkcji używane są środki i substancje toksyczne, których nie znajdziemy na liście składników, bowiem nie są nimi, są tylko (?) zanieczyszczeniami, wśród nich zaś warto zwrócić uwagę na 1,4-dioksan (związek z grupy eterów), środek drażniący układ oddechowy i oczy, w dużych ilościach niszczący system nerwowy, wątrobę, nerki, jest także uznawany za środek rakotwórczy; także tlenek etylenu, używany w procesie wytwarzania glikoli ma właściwości drażniące, uczulające oraz narkotyczne, należy także do substancji najbardziej rakotwórczych (przez Międzynarodową Agencję Badania Raka zaliczony do grupy 1).
  • Olej mineralny (petrolatum, olej parafinowy) do niedawna uważany za doskonałą i bezpieczną bazę dla maści i kosmetyków, jednak ostatnie badania dowodzą, że zanieczyszczenia przedostające się do niego w procesie produkcji mogą powodować raka (np. wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne o wyjątkowych właściwościach kancerogennych).
  • Przeciwutleniacze BHA i BHT, o których pisaliśmy przy okazji omawiania „zalet” gumy do żucia, przypomnijmy zatem, że są zakazane w Zjednoczonym Królestwie, Japonii i wielu innych krajach, w wielu badaniach wskazywany jest ich wpływ rakotwórczy, właściwości toksyczne, szczególnie groźne dla wątroby i nerek. W kosmetykach spotkamy je głównie w szminkach i pomadkach do ust.
  • Barwniki smołowe – smoła pogazowa jest uważana za substancję rakotwórczą, barwniki z niej uzyskiwane mogą być zanieczyszczone metalami ciężkimi oraz solami aluminium, wszystkie one mogą być rakotwórcze. Część barwników nie jest dopuszczona do produkcji żywności, tymczasem znajdują zastosowanie w kosmetykach, które mogą zostać połknięte (np. szminka).
  • p-Fenylenodiamina stosowana przede wszystkim w farbach do włosów, ale także w tatuażach z henny, jest bardzo silnym alergenem, w większości przypadków reakcje alergiczne ograniczają się do skóry, choć mogą przybierać poważne formy (np. owrzodzenia), u osób wyjątkowo uczulonych jej użycie może prowadzić duszności, a nawet do śmierci.
  • Dietanolamina może podrażniać skórę, błony śluzowe, jest toksyczna dla układu pokarmowego, nerek, wątroby, układu nerwowego.
  • Ftalan dibutylu (DBP) jest zakazany na terenie Unii Europejskiej, jednak kosmetyki (i zabawki) z niepewnych źródeł (np. podróbki znanych marek) mogą go zawierać. Używany w lakierach do paznokci zapobiegał ich pękaniu. Inne ftalaty mogą znajdować się w kosmetykach jako składniki zapachów, jednak z powodu uwarunkowań prawnych (tajemnica handlowa) nie będą znajdować się na liście składników. Szkodliwy wpływ DBP obejmuje między innymi upośledzenie płodności, zmiany w prostacie, zaburzenia hormonalne.
  • Parabeny (nipaginy) to najczęściej stosowane w kosmetykach (choć można je także bez problemu znaleźć w żywności) substancje konserwujące – jednak trudno je odnaleźć po tej nazwie, ukrywają się bowiem pod nazwami takimi jak methylparabem, butyloparaben, benzyloparaben i wieloma innymi). Ich szkodliwość najczęściej polega na wywoływaniu reakcji alergicznych, jednak coraz częściej wskazuje się na ich znacznie poważniejszy wpływ na zdrowie, którym może być powodowanie raka piersi, badania naukowe przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazały, że 60% guzów piersi umiejscowione jest w części piersi znajdującej się najbliżej pach, oraz że parabeny znajdowane w tych guzach noszą znamiona wskazujące, że pochodzą z substancji nakładanych na skórę. Parabeny mogą również zaburzać gospodarkę hormonalną, w połączeniu ze słońcem przyspieszają starzenie się skóry.
  • Urotropina, DMDM hydantoina i inne konserwanty uwalniające formaldehydy mogą powodować reakcje alergiczne, ponadto formaldehydy są znanymi kancerogenem, a wchłanianie ich może być przyspieszone z powodu ulatniania się ich z kosmetyków.
  • Siloksany – niektóre z nich powodują zaburzenia hormonalne, mogą prowadzić do powstawania nowotworów układu moczowego oraz upośledzać funkcje rozrodcze, mogą osłabiać układ odpornościowy oraz zakłócać działanie neuroprzekaźników.
  • Triklosan, jeden z fenoli, stosowany bardzo powszechnie jako środek aseptyczny, grzybobójczy i bakteriostatyczny, używany jest w pastach do zębów, mydłach, dezodorantach, płynach do płukania ust. Może przenikać przez skórę i zakłócać gospodarkę hormonalną, podrażniać skórę i oczy, ma skłonności do kumulowania się w żywych organizmach, przy długotrwałym stosowaniu może przyczyniać się do powstawania bakterii odpornych na antybiotyki. Kanadyjskie Stowarzyszenie Medyczne wezwało rząd tego kraju do wprowadzenia całkowitego zakazu produkcji środków przeciwbakteryjnych zawierających triklosan.

To nie wszystkie szkodliwe chemikalia, jakie możemy znaleźć w kosmetykach, tak, jak napisaliśmy, na przykład zapachy stanowią tajemnicę handlową, więc ich skład nie jest ujawniany i nawet jeśli 99% składników używanych do ich produkcji jest nieszkodliwych i wszechstronnie  przebadanych, to ten 1% pozostawia wystarczająco duży margines, by móc się zastanawiać nad ich wpływem na nasze zdrowie.

Dlatego warto zwrócić uwagę na to, czego używamy do pielęgnacji ciała, jakie środki upiększające stosujemy na co dzień. Możemy to robić zarówno poprzez świadome korzystanie z nich, poznanie ich składu, odnajdywanie tych, które szkodliwych substancji zawierają jak najmniej lub wcale – oraz korzystanie z kosmetyków naturalnych, ekologicznych, takie, jakie postanowiliśmy niedawno wprowadzić do oferty naszego sklepu w większych ilościach. Chcemy, by było ich jeszcze więcej, chcemy oferować szeroką alternatywę dla niemal każdego rodzaju kosmetyków, ponieważ uważamy, że tak, jak zdrowo może oznaczać smacznie, tak samo zdrowo może oznaczać pięknie. Zresztą, zdrowie jest piękne, po prostu!

 

Czym jest toksemia

Pisaliśmy już kiedyś o pasożytach, o tym, jak groźne są dla naszego zdrowia, nie tylko ze względu na samo ich działania na nasz organizm, ale także dlatego, że większość ludzi nie ma zielonego pojęcia o ich istnieniu, o tym, że w ich ciele odbywa się dramatyczna walka między najeźdźcami a układem odpornościowym. Walka, którą organizm, osłabiony złą dietą, wynikającą z nieświadomości i braku samozaparcia, przegrywa na każdym froncie, walka, w której musimy wesprzeć samych siebie, odrzucić dziesiątki czasem lat koncepcji wtłaczanych nam do głowy przez klasyczną medycynę i na poważnie zajrzeć w głąb siebie, by poznać wroga i nauczyć się go likwidować.

Na szczęście nawet poważny stan, kiedy pasożyty panoszą się po naszym ciele w sposób praktycznie niekontrolowany można opanować – jednak warto mieć na uwadze, że wtedy od początku do końca procesu oczyszczania, do momentu, kiedy będziemy mogli ogłosić sukces minąć mogą nawet lata. Ten poważny stan, o którym piszemy, to toksemia, będąca jednocześnie objawem i przyczyną.

Objawem – ponieważ wynika z nadmiernej ilości toksycznych substancji, z którymi organizm nie potrafi sobie poradzić, czy to ze względu na ich ilość, przekraczającą możliwości układów wydalniczych, czy też ze względu na upośledzenie tych układów, wynikające z osłabienia organizmu. Ze względu na źródło pochodzenia toksyn możemy podzielić je na endo- i egzotoksyny. Te pierwsze pochodzą od nas samych, zaliczają się do nich produkty przemiany materii, które w normalnych warunkach absolutnie nie mogłyby być problemem, ale w organizmie niepracującym właściwie zaczynają gromadzić się w dużych ilościach, w skład tej grupy wchodzą także komórki martwe i uszkodzone, martwe pozostają w naszym organizmie, choć powinny go opuścić, uszkodzone zaś nie tylko szkodzą swoją obecnością, ale namnażają się, rozrastają, mogą powodować powstawanie niezłośliwych, ale także niepożądanych nowotworów (guzków, cyst, polipów). Toxic-LeadersEgzotoksyny pochodzą z zewnątrz nas i także nie stanowią jednolitej grupy, zaliczają się do nich bowiem zarówno szkodliwe substancje, które docierają do organizmu np. w wyniku oddychania, jedzenia lub przez skórę (z zanieczyszczonego środowiska, z leków, z chemii w pożywieniu) oraz te, które są efektem bytowania w naszym ciele pasożytów (przede wszystkich grzybów i bakterii), które nie tylko zakłócają pracę organów, ale same wytwarzają olbrzymie ilości toksyn w wyniku procesów metabolicznych.

Przyczyną – ponieważ z powodu toksemii, z powodu olbrzymiego nagromadzenia w nas wszelkich szkodliwych substancji organizm zaczyna powoli odmawiać posłuszeństwa. Znacie to uczucie słabości, permanentnego zmęczenia, braku ochoty do życia? Klasyczna medycyna odpowiada na nie dziesiątkami tabletek, które ograniczają takie objawy, czasem nawet dość skutecznie, choć zawsze na krótki czas – a jednocześnie pogłębiają problem, ponieważ przyczyniają się skutecznie do zwiększenia stanu toksemii, zwiększając ilość toksycznych substancji w naszym organizmie. Do najczęstszych objawów należą:

  • złe samopoczucie,
  • utrata energii i związany z tym zespół przewlekłego zmęczenia,
  • nadmierna potliwość,
  • bóle głowy,
  • rozdrażnienie,
  • zaburzenia snu i symptomy pozornie nie powiązane ze sobą (bóle stawów, bóle wątroby, zaburzenia żołądkowo – jelitowe, pojawienie się skłonności do infekcji).

Pisaliśmy już o tym, że kiedy lekarze nie wiedzą, co nam jest, kiedy objawy nie są wystarczające specyficzne, by mogli z czystym sumieniem postawić diagnozę zgodną ze swoją wiedzą medyczną zaczynają eksperymentować, z kolejnymi badaniami, z kolejnymi lekami, w nadziei, że któryś w końcu podziała i będą mogli obwieścić sukces. Jednak praktycznie żaden z nich nie zadaje sobie trudu, by dotrzeć do pierwotnej przyczyny, by zająć się tym, by nasz organizm mógł poradzić sobie sam, bez konieczności obciążania go kolejnymi i kolejnymi dawkami leków, zupełnie w większości przypadków niepotrzebnych. Żaden z nich nie próbuje nawet rozważać zanieczyszczenia organizmu jako przyczyny, tym samym nie ma mowy o oczyszczaniu jako próbie rozwiązania problemu.

Najgorsze, że klasyczna medycyna robi wszystko, żeby ośmieszać i dyskredytować wszystkich, którzy mają odwagę i śmiałość, by próbować innych metod, nieinwazyjnych, nieobciążonych ryzykiem powikłań i skutków ubocznych, rozwiązań prostych z natury i oczywistych dla tych, którzy mają w sobie wolę, by wydostać się z głęboko zakorzenionych schematów. Istnieją, na przykład, możliwości wykorzystania diagnostyki nieliniowej, która pozwala z bardzo dużą skutecznością określić nie tylko jakie organy, które części ciała nie funkcjonują właściwie, ale także wskazać bezpośrednich sprawców. Dla przykładu, poniżej wyniki badań pewnej osoby, która nie wykazywała specjalnej troski o stan własnego organizmu – ale nie zaniedbywała go bardziej niż przeciętny Polak; jej dieta i nawyki żywieniowe były typowe dla naszego kraju, styl życia także nie odbiegał od średniej. Do przebadania się skłoniły ją doskonałe wyniki badań przeprowadzonych w klasycznych laboratoriach i za pomocą klasycznych urządzeń diagnostycznych, które nie wykazały dokładnie niczego, pozostawiając wszystkie problemy ze zdrowiem włącznie z bólem, przygnębieniem, apatią całkowicie bez odpowiedzi. Oto, co wykazała diagnostyka vega test.

1) infekcja narządowa, której przyczynami były:

  • grzyb pędzlak,
  • kropidlak,
  • gronkowiec złocisty,
  • paciorkowiec,
  • toxoplasma gondii,
  • mycoplasma hominis,
  • rzęsistek policzkowy,

2) polipy żołądka,
3) dysbakterioza jelitowa,
4) zakażenie wątroby przywrą kocią,
5) zarostowe zapalenie naczyń krwionośnych,
6) osteopenia.

Zalecenia dotyczące kuracji nie obejmowały bynajmniej listy leków długiej niczym książka telefoniczna, bynajmniej, zalecenia dotyczyły zastosowania odpowiedniej diety, wyłączenia z niej określonych produktów, które sprzyjają toksemii poprzez bycie doskonałym pożywieniem dla pasożytów oraz mających właściwości śluzotwórcze oraz włączenia do niej tego, co w przypadku tak zanieczyszczonego organizmu konieczne, by wspomagać te naturalne procesy, które w innych warunkach nie dopuściłyby w ogóle do wystąpienia problemu toksemii, która jest efektem braku równowagi – ilość toksyn dostających się do organizmu i tworzących się w nim powinna być dokładnie równa ilości toksyn wydalanych. Elementem ważnym w kuracji tej toksemii było także zastosowanie naturalnych suplementów, które przyczyniły się przede wszystkim do walki z pasożytami i oczyszczenia organizmu oraz przywracania równowagi w jelitach.

W jednym z pierwszych wpisów na blogu pisaliśmy o tym, że wszystko zaczyna się w jelitach – i dokładnie tam najczęściej zaczyna się problem z toksemią. Niezwykle wrażliwe ścianki układu pokarmowego są szczególnie podatne na uszkodzenia wynikające z niewłaściwej równowagi w organizmie oraz ze złej diety, szczególnie tej zawierającej mnóstwo konserwantów i innych chemikaliów, które w dzisiejszych czasach uchodzą za niezbędne elementy żywności. Dlatego też, kiedy ta delikatna struktura jelit zostaje naruszona otwierają się szerokie drzwi dla wszelkiego rodzaju toksyn, które w niekontrolowany sposób zaczynają docierać do wszystkich zakątków organizmu razem z krwią i odkładać się w organach. Do tego dodajmy powstające w wyniku zalegania niestrawionego pokarmu w jelitach złogi, stające się od razu naturalnymi wylęgarniami pasożytów i fabrykami toksyn i mamy piękny obraz tego, jak w banalny sposób sami doprowadzamy swój organizm do tak złego stanu. I nie tylko swój – toksemia bowiem może zostać w prosty sposób przekazana z organizmu matki do organizmu dziecka, kiedy rozwija się ono w jej łonie, tym samym rodzi się ono już z zachwianą równowagą i z koniecznością walki o zdrowie od pierwszych dni życia, zdrowy organizm noworodka doskonale poradziłby sobie z toksynami, organizm skażony podobnie jak organizm matki nie ma na to szans.

Pisaliśmy o pasożytach, pisaliśmy o grzybach, pisaliśmy i pisać będziemy o tym, co sprzyja powstawaniu problemów i jak sobie z nimi radzić, a przede wszystkim jak im zapobiegać, bo profilaktyka jest najłatwiejsza i najbardziej skuteczna, dlatego w tym wpisie nie będziemy zajmować się szczegółowo tym tematem, odsyłamy Was jedynie do poprzednich wpisów. Chcemy tylko przypomnieć, że zaniedbania w dziedzinie dbania o organizm, wynikające z zanieczyszczenia leczy się latami i nie ma cudownych środków, które pomogą na wszystko od razu, nie ma magicznych tabletek (których nie brakuje przecież w tradycyjnej medycynie), po których poczujemy się lepiej i będziemy mogli zapomnieć o wewnętrznym śmietniku, który zafundowaliśmy sami sobie. Nie, czeka nas długa i czasem dość nużąca praca. Jednak na jej końcu jest lepsze, o wiele lepsze życie, życie pełne energii.

Witamina B2

W naszym cyklu dotyczącym witamin zajmiemy się dziś kolejną przedstawicielką grupy B – witaminą B2, która, podobnie jak jej wszystkie siostry spełnia niezwykle ważne funkcje w naszym organizmie. B2 znana jest także pod nazwą ryboflawina i uważana za jedną z najważniejszych z wszystkich witamin B, aczkolwiek warto pamiętać, że bardzo wrażliwą na światło, wystawienie produktów zawierających ją na bezpośrednie działanie światła słonecznego powoduje, że zniszczeniu ulec może nawet 70% witaminy. Czy tak jest istotnie, czy rzeczywiście jest B2 jedną z najważniejszych w rodzinie, spróbujemy odpowiedzieć w naszym wpisie:

  • ryboflawina wchodzi w skład nukleotydów, podstawowych elementów, z których z kolei powstaje nasze DNA i RNA,
  • jest składnikiem koenzymów, odpowiedzialnych za wiele ważnych funkcji zachodzących w naszym organizmie,
  • uczestniczy w procesach metabolicznych tłuszczów, białek, węglowodanów,
  • podobnie jak witamina A jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania narządu wzroku, odpowiada za prawidłowy przebieg reakcji biochemicznych w siatkówce, przekształca zbyt krótkie fale światła na takie, które są widoczne dla naszych oczu,
  • współpraca z witaminą A zapewnia również, że w naszym organizmie możliwe jest prawidłowe tworzenie się i funkcjonowanie błoń śluzowych (w drogach oddechowych, w przewodzie pokarmowym),
  • odpowiedzialna jest za dobry stan skóry i nabłonka naczyń krwionośnych,
  • niezbędna jest do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego, odpowiada za regulację prawidłowego działania przekaźników nerwowych, co zapobiega depresji i innym zaburzeniom nastroju,
  • konieczna jest do produkcji energii, do zapewnienia właściwego wzrostu komórek, wpływa w ogromnym stopniu na odporność organizmu,
  • bierze udział w wytwarzaniu czerwonych krwinek i hormonów, sprzyja gojeniu się ran poprzez stymulację procesu namnażania się komórek,
  • jest niezwykle ważna w procesie przetwarzania i przyswajania pozostałych witamin z grupy B,
  • jej właściwe dostarczanie organizmowi jest niezwykle ważne podczas ciąży, jej niedobór może spowodować bowiem żółtaczkę noworodków.

Choroba ta to jednak nie jedyny objaw niedoboru witaminy B, niedoboru, który dotyka w największym stopniu dzieci i osoby starsze, kobiety ciężarne, ale także osoby nadużywające alkoholu lub cierpiące na cukrzycę. Powinniśmy zastanowić się nad tym, czy w naszym organizmie posiadamy odpowiednio dużo witaminy B, kiedy zaczynamy zauważać któryś z punktów z poniższej listy:

  • zaburzenia wzroku, nadwrażliwość na światło jest jednym z najbardziej widocznych (nomen omen!) i oczywistych objawów,
  • niedowidzenie o zmierzchu (kurza ślepota),
  • kolejny problem ze wzrokiem, mający związek z brakiem ryboflawiny, to zaćma, odpowiedni poziom witaminy B2 chroni przed jej występowaniem,
  • chroniczne zmęczenie, apatia, ospałość, problemy z koncentracją, brak odporności na stres, depresja – to także objawy niedoboru, tak samo jak uciążliwe migreny,
  • zmiany na skórze, łuszczenie się jej, suchość, świąd, przetłuszczanie się, łamliwość włosów i paznokci
  • zaburzenia w obrębie jamy ustnej, przebarwienia języka, pieczenie warg i wnętrza jamy ustnej, zajady,
  • anemia, zawroty głowy, bezsenność, kurcze mięśni, ich drżenie.

W zbilansowanej diecie, nie opartej na zubożonym, wysokoprzetworzonym pożywieniu, którego, niestety, najwięcej w dzisiejszych czasach, niedobór witaminy B nie ma prawa występować, jednak wiemy doskonale, co trafia przede wszystkim na stoły. Warto zatem wiedzieć, skąd czerpać ją najlepiej i w największych ilościach – z pominięciem nabiału, który często wskazywany jest jako optymalne źródło ryboflawiny, jednak my już wiemy, że tzw. zalety nabiału nikną pod jego licznymi wadami, przede wszystkimi tymi związanymi z zanieczyszczeniem organizmu:

  • wątroba wołowa, nerki wieprzowe,
  • cielęcina, indyk, kurczak,
  • kasza jaglana, suszone śliwki, morele,
  • świeża makrela i łosoś, flądra, morszczuk i inne ryby morskie,
  • chleb żytni razowy, płatki owsiane, makaron żytni,
  • jaja, szpinak, fasola szparagowa, soczewica, groch, kapusta włoska
  • migdały, sezam, pestki słonecznika i dyni, orzechy pistacjowe, daktyle, figi.

Po tygodniu upałów, które – choć piękne i wreszcie udowodniły, że lato przyszło naprawdę – obciążały nasze organizmy nadchodzi czas pogody nieco bardziej neutralnej, idealnej do tego, by dbać o zdrowie na wiele sposobów, nie tylko odpowiednią dietą, także ruchem. Mamy cichą nadzieję, że nasze wpisy, także ten, przyczyniają się do tego, że chociaż w niewielkim stopniu pomagamy Wam w tym dbaniu.