Żelazo – niedobór i nadmiar

Istnieje wiele składników odżywczych, bez których życie jest niemożliwe, jednak niewiele z nich jest tak widocznych gołym okiem jak żelazo, które nadaje krwi jej kolor (ciekawostka: krew krabów i im podobnych jest niebieska, gdyż odpowiednikiem ludzkiego żelaza jest w niej miedź). Hemoglobina zawiera żelazo, które wiąże się z tlenem i w służy do jego transportu do wszystkich części ciała, choć to, oczywiście, niejedyne zastosowanie żelaza w naszym organizmie. O tym, jak ważne jest żelazo świadczy fakt, że do życia potrzebują go w zasadzie wszystkie organizmy na Ziemi – bakterie, rośliny, zwierzęta. Ludzki organizm uznaje żelazo za tak ważny element, że nie istnieje mechanizm pozbywania się jego nadmiaru, co może powodować poważne problemy w przypadku braku odpowiedniej regulacji dostarczania żelaza.

Jak napisaliśmy, najważniejszą funkcją żelaza w naszym ciele jest dostarczanie tlenu do komórek, bez niego nie są w stanie przeżyć ani prawidłowo się kształtować. Prawidłowa regulacja poziomu żelaza w organizmie ma jednak także inną funkcję – chroni nas przed infekcjami i pozwala je zwalczać. Żeby żyć, także bakterie potrzebują żelaza, organizm, który prawidłowo steruje poziomem żelaza nie dostarcza im wystarczających jego ilości, przez co muszą zużywać znacznie więcej energii na jego pozyskiwanie, w efekcie rozmnażają się znacznie wolniej, a mechanizmy obronne naszego ciała są w stanie znacznie skuteczniej walczyć z infekcją. Podwyższony poziom żelaza w organizmie jest niebezpieczny, ponieważ znacznie zwiększa ryzyko bakteryjnej infekcji. Opisywany tu mechanizm jest skuteczny w przypadku krótkotrwałych infekcji, jednak kiedy mowa o przewlekłych stanach zapalnych sytuacja się komplikuje, ponieważ w odpowiedzi na taki stan wątroba wytwarza większe ilości hormonu o nazwie hepcydyna, który zmniejsza absorbcję żelaza i w efekcie może prowadzić do anemii na tle zapalnym.

W ciele dorosłego człowieka znajduje się około czterech-pięciu gramów żelaza, z czego połowa w hemoglobinie, reszta zaś jest magazynowana głównie w szpiku kostnym, wątrobie i śledzionie. Kiedy zaczynają się problemy z regulacją poziomu żelaza prowadzącego do jego niedoborów w pierwszej kolejności opróżniane są te właśnie magazyny, dlatego pierwszy etap niedoboru przebiega w zasadzie bezobjawowo. Wchłanianie żelaza to proces o zmiennej intensywności, bowiem od pięciu do trzydziestu pięciu procent żelaza z pożywienia jest wchłaniane przez organizm. Wartości te zależne są przede wszystkim od źródła żelaza, najlepiej wchłaniane jest żelazo pochodzące z pokarmów zwierzęcych, jednak inne czynniki również mają olbrzymie znaczenie: poziom żelaza zmagazynowanego w ciele, ilość produkowanych przez szpik nowych czerwonych krwinek, poziom hemoglobiny w organizmie oraz poziom tlenu we krwi.

Nieodpowiedni poziom żelaza może być wynikiem nadmiaru lub niedoboru tego pierwiastka, biorąc pod uwagę, że ten drugi stan jest spotykany znacznie częściej chciałabym skupić się przede wszystkim na nim, szczególnie, że ostatnio spotkałam się z nim wśród moich znajomych, dlatego temat jest dla mnie zdecydowanie na czasie, ponadto sądzę, że może zainteresować nawet tych, którym temat wydaje się abstrakcyjny, ale ich samopoczucie nie pozwala im myśleć, że wszystko jest w porządku; czasem niedobór żelaza jest prostym wyjaśnieniem problemu, a jego uzupełnienie prostym rozwiązaniem.

Najczęstszymi przyczynami niedoboru żelaza są:

  • niewłaściwa dieta, o co w dzisiejszych czasach nie tylko nietrudno, ale nawet śmiało można założyć, że w zdecydowanej większości to właśnie główny winowajca, uboga w żelazo lub bogata w składniki zmniejszające absorbcję żelaza, na przykład wapń, kwas fitowy, taniny,
  • zwiększone zapotrzebowanie na żelazo, którego nie można zaspokoić aktualną dietą,
  • zwiększona utrata żelaza, zwykle spowodowana utratą krwi,
  • przewlekły stan zapalny, o którym pisaliśmy wcześniej i związana z tym nadprodukcja hepcydyny,
  • niezdolność do absorpcji żelaza z powodu uszkodzenia jelit w wyniku np. chorób (choroba Crohna, celiakia).

Jak rozpoznać niedobór żelaza? W pierwszej fazie, w której wykorzystywane są rezerwy, objawy praktycznie nie występują lub są znikome, w dodatku mają niespecyficzny charakter. Kiedy jednak zaburzenie to przechodzi do fazy „aktywnej” łatwo zauważyć, że coś jest nie tak, ponieważ zaczynają się objawy takie, jak:

  • stałe uczucie zmęczenia,
  • otępienie,
  • bladość,
  • wypadanie włosów,
  • drażliwość,
  • skurcze mięśni,
  • osłabienie,
  • łamliwe paznokcie,
  • spaczony apetyt (na rzeczy, które zwykle nie są zaliczane do pokarmów),
  • pieczenie i ból języka,
  • zajady w kącikach ust,
  • szorstka skóra,
  • osłabienie odporności,
  • zespół niespokojnych nóg,
  • anemia (niedokrwistość).

W większości przypadków wystarczy zwykła zmiana diety, jednak warto wcześniej zapoznać się z tabelą zawartości żelaza w rozmaitych produktach, do tego należy brać pod uwagę wspominaną wcześniej różnicę we wchłanianiu się żelaza w zależności od rodzaju produktu. Pamiętacie z dzieciństwa, jak mówiono Wam, że szpinak równa się żelazo? Mit funkcjonował i dalej ma się świetnie, tymczasem jest mnóstwo produktów, które mają w sobie żelaza znacznie więcej, w dodatku wartość wchłaniania ze szpinaku wynosi raptem 1%, tymczasem z mięsa nawet ponad 20, z ryb zaś około 10 (lista umieszczona poniżej to zawartość podana w mg na 100g produktu). Do tego pamiętać należy, że herbata (taniny!) ogranicza wchłanianie żelaza nawet o 70%, kawa o 40%, o takich oczywistościach, jak odstawienie szkodliwych produktów nie musimy chyba nawet wspominać.

  • kminek – 67
  • śledziona wołowa – 45
  • kurkuma – 41
  • cząber – 38
  • anyż – 37
  • wątroba wieprzowa – 23
  • papryka – 21
  • płuca wieprzowe – 19
  • soja – 16
  • sezam – 15
  • wątroba kurza – 13
  • pestki dyni – 13
  • otręby pszenne – 11
  • fasola – 10
  • serca kurze – 9
  • płuca wołowe – 8
  • soczewica – 8
  • amarantus – 8
  • pestki słonecznika – 7
  • orzechy nerkowca – 7
  • siemię lniane – 6
  • pietruszka – 6
  • ciecierzyca – 6
  • razowa mąka żytnia – 5
  • groch – 5
  • kasza jaglana – 5
  • szpinak – 4
  • orkisz – 4
  • jajko gotowane – 2.

Do naszej listy wybraliśmy produkty nie tylko bogate w żelazo, ale do tego ogólnie zdrowe i smaczne (wiem, wiem, kwestia gustu). Jak widać, leczenie z niedoboru żelaza może odbywać się w sposób nieinwazyjny, do tego przyjemny – nie polecamy bowiem samodzielnej suplementacji preparatami z żelazem, można je tylko pod ścisłą kontrolą lekarza i łatwo przesadzić. To, co polecamy, to badanie poziomu żelaza przy okazji wizyty w laboratorium, test daje jasną i szybką odpowiedź, czy wszystko jest w porządku i czy to właśnie poziom żelaza jest przyczyną naszego złego samopoczucia. Oczywiście, polecamy również lekturę naszego bloga i innych, podobnych stron, by móc odżywiać się lepiej niż do tej pory i by lista zmartwień w życiu skróciła się przynajmniej o te wynikające ze złej diety.

Siemię lniane

Trudno sobie wyobrazić medycynę naturalną bez siemienia lnianego, od dzieciństwa słyszeliśmy o nim od naszych matek, dlatego warto nieco odświeżyć sobie pamięć i pokrótce opisać, dlaczego jest ono tak ważne i niezbędne.

Nasiona lnu zwyczajnego, bo tym jest siemię lniane (nazwa powszechnie stosowana odnosi się do postaci stosowanej w ziołolecznictwie) nie wymagają opisu, jeśli idzie o ich wygląd, każdy je widział, każdy wie, jak wyglądają, warto tylko zwrócić uwagę na ich właściwości higroskopijne, po zalaniu wodą zwiększają objętość kilkukrotnie, jednocześnie wydzielając mnóstwo śluzu.

W 100 gramach siemienia znajdziemy:

  • 42 g tłuszczów (w tym 36,5 g nienasyconych kwasów tłuszczowych),
  • 27 g błonnika,
  • 18 g białek o bardzo korzystnym zestawie aminokwasów,
  • 1,6 mg witaminy B1 (126% dziennego rekomendowanego spożycia),
  • 0,473 mg witaminy B6 (36% GDA),
  • 392 mg magnezu (106% GDA),
  • 255 mg wapnia,
  • 5,73 mg żelaza (46% GDA),
  • 4,34 mg cynku (43% GDA,
  • oraz witaminę E, lecytynę, flawonoidy i fitoestrogeny.

Już sam skład daje jasno do zrozumienia, że mamy do czynienia z niezwykłymi nasionami, które mogą zastąpić wiele leków i suplementów diety reklamowanych w telewizji jako cudowne panacea na problemy z układem pokarmowym (i nie tylko!), bowiem siemię lniane:

  • pomaga w przypadkach wrzodów i nieżytów żołądka i dwunastnicy, łagodzi objawy nadkwasoty,
  • działa doskonale na jelita, polepszając ich pracę, likwidując wzdęcia, zaparcia i powstrzymując biegunki,
  • obniża poziom złego cholesterolu w organizmie,
  • ze względu na zawartość przeciwutleniaczy jest polecane i stosowane w profilaktyce nowotworowej, ale także w leczeniu raka,
  • poprawia stan śluzówki gardła (zwiększa jej wilgotność), pomagając przy jego nieżytach, ale stosowane jest również przez osoby używające gardła do pracy (np. przez śpiewaków operowych),
  • łagodzi objawy menopauzy,
  • pomaga na problemy skórne dzięki przywracaniu równowagi w organizmie,
  • może pomagać na problemy z bezsennością.

Siemię można jeść w całości lub zmielone, w postaci surowych nasion, prażonych, naparu, kisielu, mączki, jedną z jego zalet jest niemal zupełny brak smaku, więc można dodawać je do wielu innych potraw bez obawy, na przykład do chleba, płatków śniadaniowych, sałatek. Nie należy z nim przesadzać, albowiem jest dość mocno kaloryczne i należy pamiętać, żeby zawsze zwracać uwagę na datę przydatności do spożycia, ponieważ duża zawartość tłuszczów skraca czas przechowywania siemienia.

Niepozorne błękitne kwiatki skrywają w sobie wielką moc leczenia, zapobiegania i sprawiania, że nasze życie może być lepsze. Codziennie zachwycamy się naturą, tym, że możemy w niej znaleźć odpowiedź na każdy problem – i w tym przypadku jest nie inaczej. Będziemy kontynuować poszukiwania i damy Wam znać o wynikach!

 

 

 

Wszystko zaczyna się w jelitach

Organizm jest skomplikowanym mechanizmem, w którym jedna część, funkcjonująca źle lub po prostu trochę gorzej, może sprawić, że całość zacznie szwankować w stopniu wystarczającym, by komfort życia pogorszył się znacznie – lub nawet doprowadzić do poważnej choroby. A jedną z najważniejszych części organizmu są jelita, na co dzień tak często ignorowane i wspominane jedynie, kiedy zaczynają się problemy, dające objawy niestrawności i podobnych stanów. Tymczasem jelita są znacznie ważniejsze niż wydaje nam się na pierwszy rzut oka. 

Wyobraźmy sobie taką sytuację – jeśli weźmiesz lejek i wlejesz do niego wodę, przeleci przez niego i nie pozostawi nawet śladu – lejek spełni swoje zadanie, wszystko będzie tak, jak powinno. Kiedy przez lejek zaczniesz przelewać inne rzeczy, sypkie, lepkie, bardziej stałe niż woda – do pewnego momentu także, choć z problemami, lejek będzie nadawał się do tej pracy. Ale w końcu przychodzi chwila, kiedy lejek przestaje być użyteczny, ponieważ okazuje się, że otwór w nim został zatkany całkowicie lub do tego stopnia, że niemal nie spełnia swojej funkcji, a kiedy jest elementem większej, skomplikowanej całości, wtedy oczywistym jest, że i ta całość przestaje działać tak, jak powinna. 

Znów posługujemy się analogią, ale chyba najtrafniejszą, kiedy chcemy pisać o jelitach, ich funkcjach i o tym, jak nieprawidłowe (i prawidłowe) ich działanie wpływa na nasz cały organizm, na wszystkiego jego części bez wyjątku. Wydawałoby się dość oczywiste, że problem z jelitami manifestować się będzie przez to, co zwykliśmy postrzegać jako zaburzenia gastryczne, wzdęcia, biegunki, zatwardzenia i inne, dość podobne zaburzenia, tymczasem nic bardziej błędnego. Jelita są układem paliwowym organizmu, to tutaj następuje przetwarzanie pożywienia na energię, to stąd wszystko to, co jemy przechodzi dalej – ale kiedy jelita działają nieprawidłowo, nie tylko to, co ważne i potrzebne przedostaje się w głąb naszego ciała, także wszystko to, czego chcielibyśmy uniknąć i przed czym nasze jelita powinny nas bronić. 

Jelita są miejscem, w którym to, co zjemy staje się energią, ale są także jedną z najważniejszych linii obrony organizmu, ponieważ spełniają funkcję filtra, zapory, która chroni przed pasożytami, zarazkami, toksynami. To, co powinno być wchłaniane – jest, to, co powinno zostać wydalone z organizmu – przechodzi dalej. I tutaj wracamy do naszej analogii – ponieważ kiedy lejek jest w stanie takim, jak powinien, działa właściwie, selekcja odbywa się bez przerwy, śmieci zostają wyrzucone, reszta trafia na swoje miejsce. Kiedy lejek jest zatkany lub jego funkcjonowanie jest poważnie zaburzone, zaczynają w jelitach odkładać się rzeczy groźne, rzeczy szkodliwe, rzeczy tak obrzydliwe, że nie chcielibyśmy ich nawet oglądać, tymczasem poprzez niewłaściwe odżywanie, poprzez nieprzejmowanie się tym, co jemy sami sobie robimy krzywdę, doprowadzając nasze jelita do tego stanu. 

Jak? Weźmy pod uwagę jeden z aspektów – w jelitach żyją różne organizmy, bakterie, grzyby, dopóki odbywa się to w równowadze właściwej zdrowemu ciału, wszystko działa poprawnie. Kiedy zaczynamy zakłócać tę równowagę, zmieniają się proporcje, organizmy szkodliwe, do tej pory trzymane w ryzach przez tę równowagę zaczynają mnożyć się ponad miarę i przejmują kontrolę, pojawia się też coraz więcej szkodliwych wpływów z zewnątrz, ponieważ jelita nie bronią nas już przed nimi. Najczęstszym winowajcą takiego stanu jest cukier – nie tylko w nadmiarze, cukier w ogóle jest szkodliwy z założenia, puste kalorie, próchnica, uzależnienie od słodyczy, do tego właśnie cukier stanowi idealną pożywkę dla bakterii i grzybów. A przecież kto z nas nie lubi posłodzić sobie kawy? Kto nie lubi przegryźć od czasu do czasu cukierka lub innej słodkości? 

Ale nie tylko cukier, mimo że jest tak oczywistym sprawcą problemów, szkodzi tak mocno – bynajmniej, lista złoczyńców jest długa, z tych, którzy często (zbyt często!) goszczą w naszych domach warto wymienić pszenną, wysokoprzetoworzoną mąkę, która oprócz tego, że nie ma w sobie żadnych niemal wartości odżywczych to jeszcze zatyka jelita, powoduje ich niedrożność i przyczynia się zarówno sama do powstawania problemów, jak i sprzyja innym czynnikom atakującym nasz układ pokarmowy. Chemia zawarta w większości powszechnie dostępnych na rynku produktów żywnościowych, szczególnie tych najbardziej sztucznych, z założenia jakby niemających nic wspólnego z naturą. I leki, nie wolno nigdy zapominać o lekach! Każdemu wiadomo, że wszystkie leki mają jakieś skutki uboczne, niektóre większe, niektóre mniejsze, ale nawet te teoretycznie najbezpieczniejsze nie pozostają bez wpływu na organizm! Stosowane na masową skalę antybiotyki, będące w opinii wielu cudownym lekiem na każdą dolegliwość – dziś powoli wzrasta świadomość, czym naprawdę są, obliczonym na krótkotrwały efekt uderzeniem w organizm, które usuwa objawy, ale nie leczy przyczyn, a potem pozostawia po sobie spustoszoną ziemię, na której powstają idealne warunki do hodowli pasożytów, szkodliwych bakterii, a przede wszystkim grzybów, bo czym, jak nie pochodnymi pleśni i innych grzybów są antybiotyki? Warto zastanowić się, dlaczego na przykład dzieci karmione wręcz antybiotykami chorują niemal bez przerwy i zwykle dość mocno, podczas gdy te leczone bardziej tradycyjnymi metodami zadziej i z reguły kończy się na trzydniowym katarze? Dlaczego ludzie już dziś dojrzali tak często skarżą się na dolegliwości wątroby i nie tylko? Dlaczego za każdym razem, kiedy bierzemy antybiotyki, musimy chronić się przed nimi samymi za pomocą leków osłonowych? Dlatego, że są takie bezpieczne? Czy dlatego, że są tym, co Amerykanie nazywają „overkill”, czyli użyciem przesadnych, niewspółmiernych do okoliczności środków? To trochę tak, jakby zamiast packi na muchy użyć karabinu, zadziałać pewnie zadziała, ale co narobi szkód przy okazji! 

Niby śmieszne, ale wcale nie, jeśli się zastanowić, jak często bezmyślnie robimy sobie sami krzywdę, przynajmniej dopóki nie uświadomimy sobie tego. Coraz więcej jest dowodów na to, że w jelitach zaczyna się zdrowie i zaczynają się kłopoty, coraz więcej dowodów na to, że mnóstwo chorób, z którymi nie radzi sobie medycyna, mających tysiące różniących się od siebie objawów i teoretycznie będących czymś zupełnie ze sobą niepowiązanym jest w gruncie rzeczy manifestacją jednego schorzenia – zespołu nieszczelnego jelita. Warto o tym pomyśleć, kiedy znów będziemy ze zdumieniem przyglądać się, jak dopada nas kolejna infekcja, kiedy znów lekarze kręcą głowami, nie umiejąc powiedzieć, co nam dolega, warto o tym pomyśleć, kiedy tzw. tradycyjna medycyna rozłoży ręce lub zaproponuje nam najnowsze osiągnięcie, cudowny lek, kolejny antybiotyk!