Pasożyty i odrobaczanie

 To, że większość ludzi ma pasożyty, to nie ulega wątpliwości, nawet jeśli to wydaje się niektórym niemożliwe, to tak jest i to jest fakt. Wczoraj kolejna osoba opowiedziała mi o namacalnych, wizualnych efektach kuracji odrobaczającej u swojego syna, kiedy to oznajmił jej, że wyszło z niego coś długiego i białego.  Niestety ludzie do póki nie zobaczą, to nie są przekonani do konieczności odrobaczania się.

        images (4)Często pacjenci pytają jak to jest, że kiedyś nikt nie mówił o odrobaczaniu się, że przecież pasożyty „chyba” są potrzebne?  Kiedyś  wszystko wyglądało inaczej, ludzie jedli co innego, pili co innego, oddychali innym powietrzem. W dzisiejszych czasach człowiek jako element natury ma za dużo obciążeń w postaci nieorganicznej, sztucznej, często wręcz trującej żywności, pije słodzone, sztuczne napoje, nadużywa substancji chemicznych w postaci farmaceutyków, wdycha zatrute powietrze. Organizm ludzki w tych czasach nie jest w stanie poradzić sobie z tymi wszystkimi obciążeniami, ma nieustannie dużo pracy, zmaga się z tym bez przerwy.  Do tego te pasożyty, które przecież objadają nas z tego co najcenniejsze, z wartości odżywczych, a do tego wydalają toksyny, bo przecież tak jak każda żywa istota muszą się wypróżniać. Mając świadomość tego, pozbądź się ich, oczyść się, co odciąży Twój organizm, i będzie on mógł tą energię, którą codziennie marnuje na walkę z pasożytami spożytkować na walkę z innymi patogenami, bo przecież są jeszcze wirusy, bakterie, grzyby itd., które są przyczyną wielu jednostek chorobowych.

Bardzo skuteczną i naturalną metodą odrobaczania dzieci i nie tylko dzieci jest podanie własnoręcznie zrobionej mikstury z czosnku i soku z ogórków kiszonych. Mikstura działa na wszelkie pasożyty, glisty ludzkie, tasiemce, owsiki.  Jak to się przyrządza:

10 główek czosnku oczywiście polskiego obrać i posiekać, zalać to wodą z ogórków kiszonych (nie kwaszonych) tak aby były 2 cm soku na powierzchni. Tak przyrządzoną miksturę odstawiamy na 10 dni w ciemne miejsce zakręcając słoik.

Dawkowanie:

  • Dzieci powinny pić 5 ml na noc
  • Dorośli 10 ml na noc

Po około dwóch tygodniach powinny być efekty w postaci robali w kale. Niestety dzisiejsze toalety bez półki utrudniają nam dostrzeżenie intruza ale chyba nie wszyscy muszą i chcą to oglądać 😉

Powodzenie i efektywnego oczyszczania z robali.

VegaNatura – Pasożyty i objawy

Po dłuższej przerwie wracam z naszym blogiem, który, jak łatwo zauważyć, przeszedł spore zmiany. Nie tylko szata graficzna zmieniła się znacznie, funkcjonujemy także pod nowym adresem blog.vegantura.pl – a to wszystko z powodu przejścia na kolejny etap w propagowaniu i ochronie zdrowia i zdrowego stylu życia.
Rozpoczynam działalność na rynku diagnostyki i leczenia – co kończy moją przygodę z Naturalną Spiżarnią; trochę szkoda, ale, niestety, nie jestem w stanie godzić obu tych spraw. Dlatego Naturalna Spiżarnia trafi w dobre ręce, a ja będę mogła poświęcić się temu, co fascynuje mnie już od dawna, pomaganiu osobom, które tej pomocy potrzebują, chcą – a tradycyjna medycyna nie oferuje im zbyt wiele lub sami nie bardzo ufają w potęgę przemysłu farmaceutycznego.
Zajmować się będę diagnozowaniem za pomocą metody Vega Test i oczyszczaniem organizmu również przy jej użyciu. Przekonałam się sama na swoim przykładzie, na przykładzie moich bliskich i znajomych o jej skuteczności zarówno w zakresie ustalania tego, co dzieje się nie tak w organizmie, jak i w zakresie efektywnego rozwiązywania problemów poprzez usuwanie ich przyczyn.
O samej metodzie poczytać można więcej na stronie www.veganatura.pl i w dziesiątkach innych miejsc w internecie, zapewne jest ona dobrze znana niektórym z moich czytelników, innych powinna zainteresować – bo jest naprawdę doskonałym narzędziem, dzięki któremu jeszcze łatwiej dbać o zdrowie. Każdego dnia słyszę od osób, którym pomogłam o tym, że są zdumione skutecznością nieszkodliwego, absolutnie bezbolesnego i nieinwazyjnego seansu z Vega Test, skutecznością i szybkością, z jaką zadziałał. Kilka, kilkanaście godzin temu bolało, bolało od dawna – a teraz nie boli? Jak to?
Właśnie tak. Właśnie tak prosto, bez pobierania krwi, bez prześwietleń, bez wizyt u specjalistów i w laboratoriach, bez ubocznych skutków leków, bez zabiegów operacyjnych. Właśnie tak prosto. Godzina, dwie, jedno spotkanie lub najwyżej kilka i problemy stają się wspomnieniem. Kiedy jeszcze do tego stosujemy odpowiednią dietę, świadomą i rozsądną, istnieje duża szansa, że problemy staną się wyłącznie czymś z przeszłości, o czym dawno zapomnieliśmy i do czego nie ma sensu wracać.
O tym, czym się zajmuję, o tym, co udaje się dzięki tej metodzie wyleczyć i zdiagnozować będę pisać w kolejnych wpisach. Dziś chciałam przedstawić tylko kilku nieproszonych gości, którzy lubią znaleźć sobie miejsce w naszych organizmach i nie chcą ich opuścić, a których można skutecznie namierzyć i pozbyć się za pomocą Vega Test.

glista

Glista ludzka (Ascaris lumbricoides)

Glista to jeden z najbardziej rozpowszechnionych pasożytów, według szacunków zarażonych jest nim nawet dwa miliardy ludzi, w niektórych rejonach świata 90% populacji nosi w sobie glistę ludzką. Pasożyt ten powoduje chorobę o nazwie glistnica, która odpowiedzialna jest na świecie za kilkadziesiąt tysięcy zgonów rocznie w wyniku powiązanych z nią powikłań, szczególnie wśród dzieci, najbardziej narażonych na infekcję.
Zakażenie odbywa się poprzez połknięcie zapłodnionego jaja glisty, następnie larwa przedostaje się do krwiobiegu, do wątroby i serca oraz do pęcherzyków płucnych, w których przechodzi kolejny etap rozwoju. Po trzech tygodniach larwy przenoszą się do górnych dróg oddechowych, są wykasływane i ponownie połykane, powracają do jelita cienkiego, w których dorastają do postaci dojrzałej i osiągają nawet pół metra długości.
Dojrzała samica jest w stanie wyprodukować dwieście tysięcy jaj rocznie, stają się one zakaźne po spędzeniu dwóch tygodni w ziemi po wydaleniu z organizmu nosiciela. Jaja glisty mogą przetrwać w ziemi nawet powyżej dziesięciu lat, posiadają bowiem ochronną warstwę lipidową, która chroni je nawet przed chemicznymi środkami ochrony roślin.

Możliwe objawy

Zakażenie glistą często przebiega bezobjawowo, szczególnie w początkowej fazie. W przypadku długotrwałych infekcji lub obecności dużych ilości pasożytów w organizmie pojawiają się trudności w oddychaniu, krwawy śluz, kaszel, gorączka, uczucie dyskomfortu i bólu w jamie brzusznej, biegunki, także krwawe, dochodzi do powiększenia wątroby i śledziony oraz może nastąpić zapalenie płuc. Często nieustanny nocny lub poranny kaszel dzieci jest spowodowany właśnie obecnością glisty ludzkiej.

Motylica wątrobowa

Motylica wątrobowa (Fasciola hepatica)

Przywra jest jednym z najczęściej atakujących organizm człowieka, a szczególnie wątrobę i przewody żółciowe pasożytów. Może osiągać nawet pięć centymetrów długości i centymetr szerokości, należy zatem do grupy większych pasożytów. Przywry są obojnakami, mogą się zatem swobodnie rozmnażać w organizmie nosiciela.
Najczęstszym źródłem zakażenia jest zanieczyszczona woda lub rośliny wodne, z których larwy po opuszczeniu ciał nosicieli pierwotnych (zwykle ślimaków wodnych) przedostają się do organizmu nosicieli ostatecznych (ssaki, w tym człowiek). Poprzez sieć naczyń krwionośnych przedostają się z przewodu pokarmowego do wątroby.

Możliwe objawy

Pierwszymi objawami infekcji są zaburzenia trawienia i wydzielania żółci, kiedy pasożyt wnika w głąb wątroby, jednocześnie uszkadzając jej strukturę, dochodzi do ostrego zapalenia urazowego wątroby. W miarę rozwoju pasożyta tkanka wątroby ulega bliznowaceniu, upośledzając tym samym czynność tego organu.
Dorosłe osobniki przenoszą się następnie do przewodów żółciowych, powodując zapalenie tychże lub ich ścianek z powodu odkładania się w nich jaj, odchodów i obumarłych tkanek przywry. Efektem tych zmian może stać się marskość wątroby na tle motyliczym oraz zanikanie miąższu wątroby, prowadzące nawet do śmierci nosiciela.

przywra chińska

Przywra Chińska (Clonorchis sinensis)

Przywra bytująca w wątrobie. Do zakażenia człowieka dochodzi przez spożycie niedogotowanego mięsa ryb słodkowodnych, przez konsumpcję sushi, solonych, wędzonych, marynowanych ryb. Wraz z zakażoną żywnością cysty przedostają się do dwunastnicy a następnie przewodów żółciowych gdzie później przebywają. Dojrzewanie trwa ok. 1 miesiąca. Żywicielami mogą być również psy i koty. Przywry te żyją nawet do 30 lat.

Możliwe objawy

Bóle w obrębie woreczka żółciowego lub wątroby, bóle w okolicach prawego łuku żebrowego, w prawym nadbrzuszu i podbrzuszu, ból w obrębie pleców sugerujący ból prawej nerki, bezsenność, ból głowy, zmęczenie, reakcje alergiczne związane z toksynami wydzielanymi przez przywry.

Przywra chińska wywołuje klonorchozę, prowadzi do zaburzeń produkcji żółci, reakcji zapalne dróg żółciowych, zatorów w przewodach żółciowych. Ostatecznie może być przyczyną kamicy nerkowej i włóknienia wątroby oraz raka.

przywra kocia opistorchis felineus

Przywra kocia (Opisthorchis felineus)

Przywra ta jest pasożytem spotykanym w organizmach ludzi, psów i kotów. Może mierzyć 1,5 centymetra i po znalezieniu nosiciela ostatecznego bytować w wątrobie, woreczku żółciowym i trzustce zakażonego organizmu. Nazwa pochodzi od faktu, że pierwsze przypadku zarażenia tą przywrą odkryto właśnie w wątrobach kotów.
Najczęstszą drogą zakażenia jest zjedzenie zarażonych ryb w postaci surowej lub nieodpowiednio przygotowanej (w niektórych regionach zakażone są, według szacunków, miliony ludzi). Przywry pierwotnie rozwijają się w ciałach wodnych ślimaków, by po ich opuszczeniu znaleźć się w rybach, by ostatecznie trafić do organizmu człowieka.

Możliwe objawy

Objawy, co charakterystyczne przy zakażeniach pasożytami, mogą być nietypowe i przypominać zwykłą infekcję wirusową lub bakteryjną. Około dwóch tygodni po wniknięciu przywry do organizmu człowieka następuje zakażenie przewodów żółciowych, pojawić się może gorączka, ogólne złe samopoczucie, wysypka oraz problemy trawienne.
Długotrwałe, nieleczone zakażenie może doprowadzić do anemii, powiększenia lub uszkodzenia wątroby, a nawet jej marskości lub zapalenia miąższu wątrobowego. Nieleczona infekcja może być także przyczyną uszkodzenia trzustki, zapalenia przewodów żółciowych, zapalenia pęcherzyka żółciowego, a nawet raka dróg żółciowych.

włosień kręty

 

 

 

 

 

 

Włosień kręty (Trichinella spiralis)

Włosień należy do grupy nicieni i jest jednym z najgroźniejszych pasożytów występujących u ludzi. Ma długość 1,4 – 4 mm. Wywołuje bardzo ciężką chorobę włośnicę. Włośnicą zarażamy się jedząc niedogotowane bądź surowe mięso, w którym znajdują się larwy włośnia. W jelitach larwy opuszczają osłonki i zagnieżdżają się w ściance dojrzewając przez 4-5 dni a następnie przeobrażają się w dorosłe osobniki. Każda sami ca pozostawia 1500 larw uwalniając je bezpośrednio do naczyń limfatycznych. Larwy rozprowadzane są ze strumieniem limfy do wszystkich narządów i ostatecznie osiadają w mięśniach poprzecznie-prążkowanych, otorbiają się i pozostają tam w uśpieniu przez długie miesiące.

Możliwe objawy

Włośnie osłabiają ciało, może wystąpić wysoka gorączka z dreszczami, bóle mięśni, miejscowe wysypki w wyniku migracji larw włosieni w organizmie, skurcze mięśni, ogólne osłabienie organizmu, stany zapalne węzłów chłonnych, obrzęki twarzy, stany podobne do grypy.

Wegorek jelitowy

Węgorek jelitowy (Strongyloides stercoralis)

Jest to drobny nitkowaty pasożyt, samica osiąga długość 2,2 mm i szerokość 0,03 – 0,07 mm. Robaki te pasożytują w dwunastnicy, w górnych odcinkach jelita cienkiego, czasem w jelicie grubym. Samica składa dziennie ok. 50 jajeczek z ukształtowanymi larwami. Do zarażenia dochodzi przez skórę oraz usta. Zanim staną się dojrzałymi płciowo pasożytami migrują po układzie krwionośnym skąd przedostają się do serca, następnie do płuc, tchawicy, gardła, gdzie zostaje połknięta i przez przełyk, żołądek przechodzą do jelita cienkiego. Poszczególnym etapom wędrówki larwy towarzyszą objawy chorobowe. Zarażenie powoduje chorobę zwaną węgorzycą.

Możliwe objawy

Wczesne zarażenie objawia się nieokreślonymi bólami w całym ciele, przy zagnieżdżeniu larw w płucach chorobami narządów oddychania – zapalenie płuc, tchawicy, oskrzeli. Jeśli larwy wybiorą jako miejsce bytowania jelita występują bóle brzucha, niestrawność, brak apetytu, drażliwość. Larwy mogą zagnieździć się również w pęcherzyku żółciowym, sercu, czy nawet mózgu.

 włosogłówka

Włosogłówka (trichuris trichiura)

Włosogłówka należy do grupy nicieni, bytuje w wyrostku robaczkowy, rzadziej w jelicie grubym. Swoją głową przytwierdza się do ścianki jelita ślepego, żywi się głównie krwią. Ma długość 3-5 cm, samica włosogłówki składa codziennie 3500 jejeczek dziennie i żyje ok. 5 lat. Włosogłówką można się zarazić przez wypicie brudnej wody, w której znajdują się jaja, bądź przez zjedzenie brudnych warzyw lub owoców.

Możliwe objawy

Przy zarażeniu występują nudności, wymioty i bóle głowy, dochodzi do nieżytu okrężnicy, zapalenia wyrostka robaczkowego, anemii. Często na uszkodzonych odcinkach jelita powstają cysty, polipy i guzy.

Błonnik, do czego jest potrzebny?

Wysokoprzetworzona żywność ma same wady – przynajmniej z punktu widzenia zdrowia, bo wiadomo,  że z powodów ekonomicznych jest i będzie produkowana i spożywana na skalę masową, łatwiej i taniej jest bowiem wziąć byle co, dołożyć polepszaczy, konserwantów, wzmacniaczy, wsadzić do efektownego (oczywiście, plastykowego, tu też decyduje rachunek kosztów) opakowania i sprzedawać w milionach sztuk/kilogramów niż produkować żywność, która prezentuje sobą jakieś wartości odżywcze poza dostarczaniem człowiekowi wrażenia pełnego brzucha. Smutne to, niestety, ale prawdziwe, olbrzymia większość społeczeństwa przedkłada taką łatwą dostępną „żywność”  nad lepsze jej rodzaje nie tylko ze względu na portfel przeciętnego Kowalskiego, ale także z powodu właśnie tej łatwej dostępności – i lenistwa kupującego, który nie ma ochoty ani zagłębiać się w istotę problemu ani „marnować czasu” na poszukiwanie lepszej alternatywy. I z powodu właśnie tej wszechobecności tandety w jedzeniu jesteśmy ofiarami deficytów składników odżywczych i innych wartościowych elementów, nie dostarczamy organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje do życia pełną piersią, więc nic dziwnego, że choroby z każdym rokiem stają się coraz powszechniejsze – a przecież wszystkie te „cuda” współczesnej medycyny, opowieściami o których jesteśmy karmieni z każdej strony powinny sprawić, że choroby powinny być już tylko wspomnieniem. Widocznie jednak sama medycyna to trochę za mało, o czym zawsze zapominają wspomnieć lekarze zapisujący swoim pacjentom kolejny „wspaniały” lek, antybiotyk czy nie, ale ani słowem nawet nie mówiący o potrzebnie zmiany trybu życia, a przede wszystkim odżywiania, by jakiekolwiek leczenie było skuteczne. Zapewne dlatego, że wtedy ich zawód mógłby stać się przeżytkiem, a nikt nie będzie podcinał gałęzi, na której siedzi, więc wolą oferować rozwiązania jednorazowe, wiedząc doskonale, że pacjent, który nie zacznie dbać o siebie prędzej czy później i tak do nich wróci.

Ale wróćmy do zasadniczego tematu, nawet jeśli wcale nie odeszliśmy od niego zbyt daleko, bowiem ta dygresja miała na celu bardziej wykazanie, że „bardzo łatwo” zwykle znaczy „gorzej” i tak jest też w przypadku wysokoprzetworzonego pożywienia, w którym jednym z najważniejszych problemów jest brak odpowiedniej ilości błonnika. Błonnik, czyli włókno pokarmowe, to nie ulegający trawieniu w układzie pokarmowym człowieka związek różnych substancji (kilka z nich wymienionych zostało poniżej), wchodzący w skład struktury komórkowej roślin. Wydawać by się mogło, że coś, czego nasz układ pokarmowy nie trawi jest tylko wypełniaczem – i przez wiele lat dokładnie tak traktowano błonnik, tymczasem okazało się, że pełni on niesamowicie ważną rolę w procesie odżywiania i w dodatku dzieli się na kilka grup i podgrup, nie jest substancją nudną i zawsze taką samą:

  • błonnik rozpuszczalny w wodzie (np. pektyny, gumy, śluzy roślinne),
  • błonnik nierozpuszczalny w wodzie (np.celuloza, lignina, krzemionka).

A oto funkcje, jakie pełni w naszym organizmie:

  • rozpuszczalny – wraz z wodą tworzy żelowatą substancję, która chroni układ pokarmowy poprzez wyścielanie jego ścianek warstwą zapobiegającą drażnieniu ich przez trawiony pokarm, a także zapobiega odkładaniu się jego nadmiaru w układzie pokarmowym, tym pozbawiając pożywienia pasożyty – a jakie to ważne, pisaliśmy wielokrotnie i za każdym razem będziemy podkreślać, że odporność zaczyna się w jelitach,
  • kolejne niezwykle istotne funkcje błonnika to regulacja procesu wchłaniania cholesterolu, trójglicerydów oraz cukru, a jak ważna jest taka regulacja nie musimy nikomu, a już szczególnie czytelnikom naszego blogu mówić,
  • badania naukowe wykazały, że dieta bogata w błonnik jest niezwykle pomocna dla osób z wysokim ciśnieniem krwi, ponieważ zawarte w nim substancje wpływają na znaczące obniżenie ciśnienia zarówno skurczowego, jak i rozkurczowego,
  • udowodniono także, że spożywanie odpowiednio wysokiej ilości błonnika zmniejsza ryzyko zachorowania na różnego rodzaju nowotwory, w niektórych przypadkach nawet o połowę,
  • błonnik rozpuszczalny tworzy w jelitach odpowiednio środowisko do bytowania i rozwoju pożytecznych bakterii (jest naturalnym prebiotykiem),
  • dzięki zwiększaniu objętości przynosi uczucie sytości, w dodatku utrzymujące się dłużej, co w połączeniu z regulacją procesu wchłaniania cukru daje rewelacyjne rezultaty w dziedzinie utrzymywania/uzyskiwania odpowiedniej wagi,
  • jest także błonnik naturalną gąbką, która pochłania, a następnie usuwa z organizmu wszelkiego rodzaju zanieczyszczenia i toksyny, w tym także metale ciężkie,
  • tworzona na ściankach jelit warstwa ochronna jest jednocześnie odpowiedzialna za ułatwienie wypróżnienia, wzmacnia bowiem poślizg, zaś błonnik sprawia, że sam stolec również ma odpowiednio wilgotną postać i łatwiej przemieszcza się w jelitach, stanowi także błonnik doskonały wypełniacz, który nadaje stolcowi odpowiednią objętość i masę, prowokując właściwe odruchy organizmu i prowadząc do regularnych wypróżnień
  • jest jak naturalna szczotka, która wymiata z jelit wszelkiego rodzaju odkładające się w nich zanieczyszczenia,
  • błonnik nierozpuszczalny stanowi ważny element zapewniania odpowiedniej pracy jelit, dzięki swojej zwartej konsystencji drażni ścianki jelit i prowokuje właściwą perystaltykę.

Źródłem błonnika mogą być rośliny (błonnik pokarmowy) oraz odpowiednie suplementy (błonnik funkcjonalny), w których mamy do czynienia z błonnikiem wyizolowanym z roślin lub zwierząt (np. z pancerzyków niektórych owadów). Oczywiście, preferujemy ten pierwszy sposób pozyskiwania błonnika, nie tylko jest bowiem naturalny, ale także dzięki temu podlega jakby samoregulacji, która sprawia, że łatwiej zachowywać odpowiednie dawki. Nie ma nawet potrzeby dodawać, że ten sposób ma także zalety kulinarne, bowiem trudno w przypadku suplementów mówić o smaku! Oczywiście, istnieją także naturalne i bardzo łatwe (w odróżnieniu od tych opisywanych na początku, tym razem „bardzo łatwe” oznacza „bardzo zdrowe”) sposoby, na przykład poranna dawka błonnika w postaci szklanki ciepłej wody z nasionami babki płesznik. Ten ostatni sposób stosuję osobiście i gwarantuję, że daje bardzo zadowalające efekty!

Skąd zaś błonnik w pożywieniu?:

  • z każdego warzywa, jednak w surowych, a najlepiej jedzonych ze skórką znajdziemy go najwięcej,
  • z roślin strączkowych, które w tabeli zawartości błonnika biją zdecydowaną większość innych produktów na głowę,
  • z owoców, tak samo jak w przypadku warzyw, jedzonych ze skórką, ale warto zauważyć, że suszone owoce mają błonnika jeszcze więcej,
  • z otrębów i płatków ze wszystkich zbóż, z mąki razowej i jej przetworów, z kaszy jęczmiennej i gryczanej,
  • z rozmaitych orzechów – migdałów, laskowych, ziemnych, z kokosa,
  • z pestek – słonecznika, dyni.

Zdrowie to równowaga, to zrównoważona dieta – ale także dbałość o inne funkcje organizmu, w tym o wydalanie, będącą najprostszą i najbardziej naturalną metodą na oczyszczanie naszego ciała. Organizm zatruwany współczesną, wysokoprzetworzoną żywnością nie jest w stanie sam sobie za pomocą tej metody poradzić, nawet organizm, o który dbamy, też czasem potrzebuje pomocy w prawidłowym funkcjonowaniu, dlatego dbałość o odpowiedni poziom błonnika powinna być jednym z podstawowych kryteriów przy tworzeniu prawidłowej diety.

I taka uwaga na koniec – moja początkowa dygresja nie odnosi się wyłącznie do pożywienia dla ludzi – taki przyziemny temat, jak psie kupy, zauważyliście, że nie ma już praktycznie białych kup, których pełno było kiedyś, za naszego dzieciństwa? Nie ma w tym nic dobrego, psy także cierpią z powodu niedoborów, biały kolor odchodów wynikał z ilości wapnia (głównie pochodzącego z gryzionych przez psy kości), obecnie tzw. pełnowartościowe karmy mają za zadanie dostarczać zwierzakom wszystkich niezbędnych składników. I wszystko pięknie, tylko czy nikogo nie zastanawia, dlaczego pies karmiony tą „wspaniałą” karmą i tak wypnie się na nią, jeśli tylko dostanie zwyczajną kość?

Czym jest toksemia

Pisaliśmy już kiedyś o pasożytach, o tym, jak groźne są dla naszego zdrowia, nie tylko ze względu na samo ich działania na nasz organizm, ale także dlatego, że większość ludzi nie ma zielonego pojęcia o ich istnieniu, o tym, że w ich ciele odbywa się dramatyczna walka między najeźdźcami a układem odpornościowym. Walka, którą organizm, osłabiony złą dietą, wynikającą z nieświadomości i braku samozaparcia, przegrywa na każdym froncie, walka, w której musimy wesprzeć samych siebie, odrzucić dziesiątki czasem lat koncepcji wtłaczanych nam do głowy przez klasyczną medycynę i na poważnie zajrzeć w głąb siebie, by poznać wroga i nauczyć się go likwidować.

Na szczęście nawet poważny stan, kiedy pasożyty panoszą się po naszym ciele w sposób praktycznie niekontrolowany można opanować – jednak warto mieć na uwadze, że wtedy od początku do końca procesu oczyszczania, do momentu, kiedy będziemy mogli ogłosić sukces minąć mogą nawet lata. Ten poważny stan, o którym piszemy, to toksemia, będąca jednocześnie objawem i przyczyną.

Objawem – ponieważ wynika z nadmiernej ilości toksycznych substancji, z którymi organizm nie potrafi sobie poradzić, czy to ze względu na ich ilość, przekraczającą możliwości układów wydalniczych, czy też ze względu na upośledzenie tych układów, wynikające z osłabienia organizmu. Ze względu na źródło pochodzenia toksyn możemy podzielić je na endo- i egzotoksyny. Te pierwsze pochodzą od nas samych, zaliczają się do nich produkty przemiany materii, które w normalnych warunkach absolutnie nie mogłyby być problemem, ale w organizmie niepracującym właściwie zaczynają gromadzić się w dużych ilościach, w skład tej grupy wchodzą także komórki martwe i uszkodzone, martwe pozostają w naszym organizmie, choć powinny go opuścić, uszkodzone zaś nie tylko szkodzą swoją obecnością, ale namnażają się, rozrastają, mogą powodować powstawanie niezłośliwych, ale także niepożądanych nowotworów (guzków, cyst, polipów). Toxic-LeadersEgzotoksyny pochodzą z zewnątrz nas i także nie stanowią jednolitej grupy, zaliczają się do nich bowiem zarówno szkodliwe substancje, które docierają do organizmu np. w wyniku oddychania, jedzenia lub przez skórę (z zanieczyszczonego środowiska, z leków, z chemii w pożywieniu) oraz te, które są efektem bytowania w naszym ciele pasożytów (przede wszystkich grzybów i bakterii), które nie tylko zakłócają pracę organów, ale same wytwarzają olbrzymie ilości toksyn w wyniku procesów metabolicznych.

Przyczyną – ponieważ z powodu toksemii, z powodu olbrzymiego nagromadzenia w nas wszelkich szkodliwych substancji organizm zaczyna powoli odmawiać posłuszeństwa. Znacie to uczucie słabości, permanentnego zmęczenia, braku ochoty do życia? Klasyczna medycyna odpowiada na nie dziesiątkami tabletek, które ograniczają takie objawy, czasem nawet dość skutecznie, choć zawsze na krótki czas – a jednocześnie pogłębiają problem, ponieważ przyczyniają się skutecznie do zwiększenia stanu toksemii, zwiększając ilość toksycznych substancji w naszym organizmie. Do najczęstszych objawów należą:

  • złe samopoczucie,
  • utrata energii i związany z tym zespół przewlekłego zmęczenia,
  • nadmierna potliwość,
  • bóle głowy,
  • rozdrażnienie,
  • zaburzenia snu i symptomy pozornie nie powiązane ze sobą (bóle stawów, bóle wątroby, zaburzenia żołądkowo – jelitowe, pojawienie się skłonności do infekcji).

Pisaliśmy już o tym, że kiedy lekarze nie wiedzą, co nam jest, kiedy objawy nie są wystarczające specyficzne, by mogli z czystym sumieniem postawić diagnozę zgodną ze swoją wiedzą medyczną zaczynają eksperymentować, z kolejnymi badaniami, z kolejnymi lekami, w nadziei, że któryś w końcu podziała i będą mogli obwieścić sukces. Jednak praktycznie żaden z nich nie zadaje sobie trudu, by dotrzeć do pierwotnej przyczyny, by zająć się tym, by nasz organizm mógł poradzić sobie sam, bez konieczności obciążania go kolejnymi i kolejnymi dawkami leków, zupełnie w większości przypadków niepotrzebnych. Żaden z nich nie próbuje nawet rozważać zanieczyszczenia organizmu jako przyczyny, tym samym nie ma mowy o oczyszczaniu jako próbie rozwiązania problemu.

Najgorsze, że klasyczna medycyna robi wszystko, żeby ośmieszać i dyskredytować wszystkich, którzy mają odwagę i śmiałość, by próbować innych metod, nieinwazyjnych, nieobciążonych ryzykiem powikłań i skutków ubocznych, rozwiązań prostych z natury i oczywistych dla tych, którzy mają w sobie wolę, by wydostać się z głęboko zakorzenionych schematów. Istnieją, na przykład, możliwości wykorzystania diagnostyki nieliniowej, która pozwala z bardzo dużą skutecznością określić nie tylko jakie organy, które części ciała nie funkcjonują właściwie, ale także wskazać bezpośrednich sprawców. Dla przykładu, poniżej wyniki badań pewnej osoby, która nie wykazywała specjalnej troski o stan własnego organizmu – ale nie zaniedbywała go bardziej niż przeciętny Polak; jej dieta i nawyki żywieniowe były typowe dla naszego kraju, styl życia także nie odbiegał od średniej. Do przebadania się skłoniły ją doskonałe wyniki badań przeprowadzonych w klasycznych laboratoriach i za pomocą klasycznych urządzeń diagnostycznych, które nie wykazały dokładnie niczego, pozostawiając wszystkie problemy ze zdrowiem włącznie z bólem, przygnębieniem, apatią całkowicie bez odpowiedzi. Oto, co wykazała diagnostyka vega test.

1) infekcja narządowa, której przyczynami były:

  • grzyb pędzlak,
  • kropidlak,
  • gronkowiec złocisty,
  • paciorkowiec,
  • toxoplasma gondii,
  • mycoplasma hominis,
  • rzęsistek policzkowy,

2) polipy żołądka,
3) dysbakterioza jelitowa,
4) zakażenie wątroby przywrą kocią,
5) zarostowe zapalenie naczyń krwionośnych,
6) osteopenia.

Zalecenia dotyczące kuracji nie obejmowały bynajmniej listy leków długiej niczym książka telefoniczna, bynajmniej, zalecenia dotyczyły zastosowania odpowiedniej diety, wyłączenia z niej określonych produktów, które sprzyjają toksemii poprzez bycie doskonałym pożywieniem dla pasożytów oraz mających właściwości śluzotwórcze oraz włączenia do niej tego, co w przypadku tak zanieczyszczonego organizmu konieczne, by wspomagać te naturalne procesy, które w innych warunkach nie dopuściłyby w ogóle do wystąpienia problemu toksemii, która jest efektem braku równowagi – ilość toksyn dostających się do organizmu i tworzących się w nim powinna być dokładnie równa ilości toksyn wydalanych. Elementem ważnym w kuracji tej toksemii było także zastosowanie naturalnych suplementów, które przyczyniły się przede wszystkim do walki z pasożytami i oczyszczenia organizmu oraz przywracania równowagi w jelitach.

W jednym z pierwszych wpisów na blogu pisaliśmy o tym, że wszystko zaczyna się w jelitach – i dokładnie tam najczęściej zaczyna się problem z toksemią. Niezwykle wrażliwe ścianki układu pokarmowego są szczególnie podatne na uszkodzenia wynikające z niewłaściwej równowagi w organizmie oraz ze złej diety, szczególnie tej zawierającej mnóstwo konserwantów i innych chemikaliów, które w dzisiejszych czasach uchodzą za niezbędne elementy żywności. Dlatego też, kiedy ta delikatna struktura jelit zostaje naruszona otwierają się szerokie drzwi dla wszelkiego rodzaju toksyn, które w niekontrolowany sposób zaczynają docierać do wszystkich zakątków organizmu razem z krwią i odkładać się w organach. Do tego dodajmy powstające w wyniku zalegania niestrawionego pokarmu w jelitach złogi, stające się od razu naturalnymi wylęgarniami pasożytów i fabrykami toksyn i mamy piękny obraz tego, jak w banalny sposób sami doprowadzamy swój organizm do tak złego stanu. I nie tylko swój – toksemia bowiem może zostać w prosty sposób przekazana z organizmu matki do organizmu dziecka, kiedy rozwija się ono w jej łonie, tym samym rodzi się ono już z zachwianą równowagą i z koniecznością walki o zdrowie od pierwszych dni życia, zdrowy organizm noworodka doskonale poradziłby sobie z toksynami, organizm skażony podobnie jak organizm matki nie ma na to szans.

Pisaliśmy o pasożytach, pisaliśmy o grzybach, pisaliśmy i pisać będziemy o tym, co sprzyja powstawaniu problemów i jak sobie z nimi radzić, a przede wszystkim jak im zapobiegać, bo profilaktyka jest najłatwiejsza i najbardziej skuteczna, dlatego w tym wpisie nie będziemy zajmować się szczegółowo tym tematem, odsyłamy Was jedynie do poprzednich wpisów. Chcemy tylko przypomnieć, że zaniedbania w dziedzinie dbania o organizm, wynikające z zanieczyszczenia leczy się latami i nie ma cudownych środków, które pomogą na wszystko od razu, nie ma magicznych tabletek (których nie brakuje przecież w tradycyjnej medycynie), po których poczujemy się lepiej i będziemy mogli zapomnieć o wewnętrznym śmietniku, który zafundowaliśmy sami sobie. Nie, czeka nas długa i czasem dość nużąca praca. Jednak na jej końcu jest lepsze, o wiele lepsze życie, życie pełne energii.