Wapń – gdzie go szukać, jeśli nie w nabiale?

Mleko i wapń wydają się być nierozerwalnie ze sobą związane, jak jin i jang, jak noc i dzień, jednak od dawna wiadomo już, że związek ten należy do rodzaju toksycznych i to w dosłownym znaczeniu, bowiem korzyści związane z wapniem i jego dostarczaniem naszemu organizmowi nie są wystarczające, by równoważyć zagrożenia płynące ze spożywania nabiału w każdej niemal postaci. Pisałam już o niezdrowym wpływie mleka i nabiału wielokrotnie, polecam zamieszczony tu kilka miesięcy temu film na ten temat wszystkim tym, którzy wolą informacje w skondensowanej, konkretnej formie, więc nie będę się specjalnie powtarzać, przypomnę tylko najważniejszą tezę: człowiek nie jest stworzony do spożywania nabiału, szkodzimy naszemu organizmowi karmiąc go mlekiem i jego przetworami.

Dobrze zatem, skoro mleko jest tak złe, skąd brać wapń? Wyobrażam sobie czasem, w jaką panikę wpadłoby mnóstwo osób, gdyby wiedza o szkodliwości nabiału stała się jeszcze bardziej powszechna i nie była zaciemniana przez rozmaite kampanie społeczne przekazujące zakłamany obraz rzeczywistości. Wyobrażam sobie, bowiem doskonale wiem, że wiedza na temat pozyskiwania wapnia z innych produktów niż mleczne jest – delikatnie mówiąc – niewielka, chociaż przecież tak niewiele trzeba, by dowiedzieć się znacznie więcej, może nawet nie w chęci tu problem, tylko w braku świadomości, skoro nie wie się o problemie, to dlaczego miałoby się szukać sposobów jego rozwiązania, dlatego staram się na każdym kroku mówić o szkodliwości nabiału i przekonywać do jego zastąpienia czymś znacznie zdrowszym.

Wapń to metal niezwykle istotny dla naszego życia i zdrowia, nie ulega wątpliwości, że bez niego nasz organizm nie miałby szans funkcjonować prawidłowo, bowiem:

  • wapń wchodzi w skład kości (99% wapnia w organizmie znajduje się właśnie w nich), jest jednym z najważniejszych elementów tworzących zdrowe, mocne kości,
  • bierze udział w przewodzeniu impulsów bioelektrycznych,
  • jest koniecznym elementem zapewnienia prawidłowości procesu skurczu mięśni, w tym mięśnia sercowego,
  • zapewnia właściwe krzepnięcie krwi,
  • przyczynia się do zapewnienia odpowiedniej przepuszczalności błon komórkowych i naczyń włosowatych,
  • bierze udział w procesie wytwarzania enzymów i hormonów.

Wszystkie te cechy sprawiają, że nie może być nawet mowy o niedbaniu o właściwy poziom wapnia w organizmie, jednak, skoro mleko to taki „cudowny” sposób, jak dbać właściwie, tak, by korzyści przewyższały szkody? To proste, poniżej przedstawiamy listę kilkunastu produktów, których zawartość wapnia jest tak wysoka, że mogą stanowić doskonały zamiennik nabiału; warto zauważyć, że część z nich przewyższa mleko pod względem ilości wapnia, a jeśli dodamy do tego inne zalety wymienionych poniżej produktów, otrzymujemy gotową receptę, jak pozbyć się jednego z elementów niesławnej „białej trójki”; pozostałych- cukru i mąki – mam nadzieję, pozbyliście już dawno. Dla przypomnienia, w 100 g mleka krowiego znajduje się około 100-120 mg wapnia, zalecane zaś dzienne spożycie dla dorosłego wynosi około 1000-1500 mg, dla dzieci w zależności od wieku od 200 mg do nawet 1500 w przypadku dzieci w okresie najszybszego wzrastania.

Zawartość w 100 g produktu:

  • melasa z karobu – chleba świętojańskiego –  3150 mg,
  • mak – 1300 mg,
  • surowe ziarno sezamu niełuskanego – 1160 mg,
  • tahini – 426 mg,
  • sardynki w puszce – 350-500 mg,
  • suszone figi – 203 mg,
  • migdały – 250 mg,
  • amarantus – 248 mg,
  • soja – 230 mg,
  • orzechy – do 200 mg,
  • quinoa – 200 mg,
  • szpinak – 200 mg,
  • natka pietruszki – 190 mg,
  • tofu – 150 mg,
  •  jarmuż – 150 mg,
  • morele suszone – 139 mg,
  • czosnek  – 85 mg,
  •  fasola szparagowa  – 65 mg,
  •  brukselka – 60 mg,
  • soczewica – 50 mg,
  • jaja kurze – 50 mg,
  • płatki owsiane – 55 mg.

Mleko to zło – niestety, nie ma w tym grama przesady. Mleko i nabiał to przepis na kłopoty, więc jeśli chcemy zachować zdrowie, jednocześnie dostarczając organizmowi odpowiednie ilości składników odżywczych, nie ma wyjścia, musimy się trochę rozejrzeć, poszukać zamienników mleka (np. z pomocą powyższej listy), zweryfikować nasz jadłospis i nawyki żywieniowe. Gwarantuję Wam, że efekty będą piorunujące, od tych długofalowych, na przykład większej odporności do takich widocznych niemal od razu, na przykład znacznego polepszenia się stanu skóry (zdumiewające, jak zmniejsza się liczba choćby rozmaitych pryszczy i innych paskudztw).Już teraz zdarzają się dermatolodzy, których pierwszym zaleceniem jest odstawienie nabiału. Dlatego po raz kolejny – wapń tak, mleko nie!

Wodorosty, zdrowie z morza

Dziś kończymy naszą tygodniową podróż po różnych zakątkach świata w poszukiwaniu skarbów ukrytych w naturze – a zakończymy ją w Azji, w której wodorosty stanowią jedno z podstawowych dań od tysięcy lat i to nie tylko z powodu niewątpliwych walorów smakowych, ale również z powodu bogactwa składników odżywczych, jakimi się charakteryzują te morskie rośliny. Nie przez przypadek w krajach, w których wodorosty goszczą na stołach najczęściej można znaleźć najwięcej osób długowiecznych – w Japonii, Korei, Chinach, Wietnamie.

Najwięcej jest w nich wapnia, niektóre odmiany mają go nawet dziesięciokrotnie więcej niż mleko i jest to kolejny przypadek, kiedy mit o tym, że mleko jest najlepszym źródłem wapnia upada sam, bez żadnej pomocy! Tak samo jest z żelazem, bowiem w wodorostach znajdziemy go nawet ośmiokrotnie więcej niż w choćby wołowinie. Wodorosty to także mnóstwo jodu, miedzi, cynku, fosforu, magnezu oraz szeroka gama witamin, A, B, C, K, PP.

To wszystko, w połączeniu z olbrzymią zawartością bardzo łatwo przyswajalnego białka sprawia, że wodorosty nie tylko mogą, ale powinny stać się ważnym elementem diety każdego z nas, szczególnie, że nie trzeba ich dużo, by naprawdę pomóc swojemu organizmowi w osiąganiu naprawdę znakomitej formy.

Wodorosty w chińskiej medycynie naturalnej uważane są za produkty z rodziny „chłodzących” organizm, przekształcają śluz patologiczny wynikający z nadmiernego „ogrzania” (z powodu stosowania diety zawierającej produkty „ogrzewające”). Dziś wiadomo, że wspomagają w znaczący sposób pracę jelit i pomagają oczyścić organizm z toksyn, sprzyjają także odchudzaniu, szczególnie poprzez regulację gospodarki wodnej organizmu.

Znakomicie działają również na nerki oraz tarczycę, szczególnie poprzez wspieranie procesu wchłaniania jodu przez organizm. Wzmacniają układ odpornościowy, działają przeciwzakrzepowo, regulują poziom złego cholesterolu, codziennie spożywanie wodorostów poprawia koncentrację, polepsza pamięć, a nawet wpływa korzystnie na wzrok!

Ich poszczególne odmiany mogą działać mocniej w niektórych obszarach, na przykład:

  • kombu  przydatne są przy leczeniu chorób płuc, artretyzmu, układu krążenia, wzmacnianiu odporności,
  • nori są najbardziej lekko strawne ze wszystkich odmian oraz zawierają najwięcej białka, obniżają poziom złego cholesterolu, dobrze działają na skórę i włosy,
  • arame przydadzą się w leczeniu problemów kobiecych, w stanach zapalnych jamy ustnej, mają też największą zawartość żelaza i wapnia,
  • spirulina uznawana jest na doskonały przeciwutleniacz, pomagający przy przeciągających się infekcjach oraz działający przeciwrakowo, działa krwiogennie i oczyszczająco.

Przygotowanie wodorostów jest banalnie proste, polega najczęściej na wrzuceniu suszonych do wrzątku i krótkie zagotowanie, w ten nieskomplikowany sposób uzyskujemy doskonały i bardzo smaczny dodatek do wszelkiego rodzaju dań.

Wracamy do domu z dalekich podróży, w czasie których przekonaliśmy się o bogactwie natury i o tym, jak wiele sekretów czeka na odkrycie – lub ponowne odkrycie przez nas. W Polsce, a nawet w naszej najbliższej okolicy również ich nie brakuje, szukaniem ich zajmiemy się na naszym blogu na pewno!

Kłamstwa i reklamy

W telewizji reklamy, w reklamach bełkot – do tego bełkot szkodliwy, bo co można powiedzieć innego o reklamie, w której chwalą niską zawartość cukru w porcji płatków – zaledwie (!) 8 gramów! Zaledwie… Policzmy, łyżeczka cukru to 4-5 gramów, więc w porcji (kolejny chwyt reklamowy, ile to porcja? Sądząc z wizualnej strony reklamy, miseczka, więc raczej nie za dużo) mamy dwie łyżeczki, już nie brzmi tak zdrowo, prawda? Jogurt sposobem na mocne kości – niekoniecznie, co z tego, że zawiera „mnóstwo” wapnia (są zdrowe produkty, które zawierają go znacznie więcej, migdały, karob, sezam, figi), skoro cukru jest w nim jeszcze więcej niż w płatkach – niemal 13 gramów w 100 gramach jogurtu! To jak 6 łyżeczek cukru w szklance herbaty, przecież mdli na samą myśl, a tymczasem podajemy dzieciom dokładnie tyle samo! 

Reklamy nie mogą kłamać, zabrania im tego prawo, ale mogą manipulować słowem, więc ich twórcy nie wahają się używać środków, które pozwolą im osiągnąć cel, dwie łyżeczki ukryte w ośmiu gramach, samochód za jedyne 20 złotych dziennie, ubezpieczenie na życie bez badań lekarskich, ale nie zostanie wypłacone, jeśli w ciągu dwóch pierwszych lat nastąpi zgon z przyczyn innych niż wypadek. I nie tylko te środki drażnią – sam pomysł na niektóre jest przerażający, zgłodniałaś wieczorem – zamów coś z fast food, pomysł na początek dnia dziecka – krem czekoladowy lub właśnie płatki z cukrem. Coś boli, czujesz się źle, nie masz siły – po co masz zastanawiać się nad przyczyną, weź tabletkę, tabletki są dobre na wszystko! Dziecko nie ma apetytu – daj mu środek na jego zwiększenie, w końcu jeszcze nie dogoniliśmy USA pod względem ilości otyłych ludzi! Wygraj z rakiem, ubezpiecz się!  

Ignorancja jest błogosławieństwem, ignorancja szkodzi – teoretycznie dwa powiedzenia tak sprzeczne, że trudno bardziej, a jednak nie, wspaniale ze sobą współgrają w dzisiejszym świecie, wygodnie jest nie wiedzieć, nawet jeśli ta niewiedza oznacza robienie krzywdy samemu sobie. Zmiana sposobu życia to wyrzeczenia, to konieczność zastanawiania się nad rzeczami, które do tej pory działy się niemal same, automatycznie, odmówić sobie jest trudno, jeszcze trudniej dotrzymać sobie słowa, łatwiej więc udawać, że się nie rozumie, nie wie, nie zwraca uwagi.  

Łatwiej jest powiedzieć „bzdury”, kiedy wyczyta się w internecie o szkodliwości codziennego trybu życia, przejść do innej strony i postarać się zapomnieć jak najszybciej o tym chwilowym zwątpieniu. Ale spokojnie, organizm nie pozwoli zapomnieć, upomni się o zadośćuczynienie za swoje krzywdy, tego można być pewnym, prędzej czy później nadejdzie dzień, w którym trzeba będzie się zmierzyć z rzeczywistością – a wtedy może ktoś, kto nie widział niczego złego w reklamach nagle odkryje, że prawda była tuż przed oczami, wystarczyło tylko nie odwracać wzroku. 

Nie da się uciec przed reklamami, nie ma już chyba kanałów telewizyjnych, które nie karmią nas (nomen omen) reklamą, przełączamy na inny kanał, tam dokładnie te same reklamy, w końcu przestajemy przełączać i do mózgu sączy się przekaz, który my, dorośli możemy zignorować lub nie, ale nasze dzieci nie umieją rozpoznać bzdury, kiedy ją usłyszą, więc może jednak warto chronić je przed reklamami? A przynajmniej tłumaczyć, dlaczego to wszystko to tylko kłamstwo i manipulacja?