Dieta, którą wybrać, czym jest dieta?

Codziennie słyszymy, że ktoś „przechodzi na dietę”. W stwierdzeniu tym znajduje się jeden, podstawowy błąd, ponieważ każdy z nas w każdej chwili jest „na diecie”, nie jest bowiem „dieta” czymś wyjątkowym dla naszego żywienia, każdy sposób jedzenia jest dietą, złą, dobrą, szczególną, zwyczajną, ale dietą. Dlatego nie należy używać określenia „przejść na dietę”, tylko zawsze doprecyzować, na jaką, jest ostatnio bowiem tych „cudownych” od metra i jeszcze trochę, każda z nich obiecuje wspaniałe rezultaty, każda z nich jest z założenia „prosta” i „szybka”. Używamy cudzysłowu celowo, bowiem doświadczenia naszych znajomych z podobnymi „wspaniałymi” sposobami pokazuje jasno, że żadna z tych metod nie jest ani prosta, ani szybka, ani – co najważniejsze – skuteczna.

Żyjemy w czasach, kiedy wszyscy chcą dobrze wyglądać, od najmłodszych do najstarszych – i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ, niestety, wygląd stał się jednym z najważniejszych kryteriów oceny człowieka. Smutne, ale prawdziwe, jeszcze nigdy nie byliśmy tak powierzchownym społeczeństwem, jak dziś, ale nie wydaje się, by mogło się to zmienić, karmieni jesteśmy przez media wszelkiej maści obrazkami, na których szczęśliwi są piękni, smutni już niekoniecznie. Wygląd został zrównany z sukcesem, w telewizji coraz więcej programów promujących piękno i spychających rozum na bardzo odległe pole, dlatego, jak napisaliśmy, trudno się dziwić temu pędowi do dobrego wyglądu.

Problem polega nie tylko na tym, że w tej nagonce na to, co odbiega od doraźnie wyznaczanych standardów piękna niektórzy stosują metody co najmniej nieracjonalne, problemem jest także to, że stosowanie „diety” służyć ma uzyskaniu dobrego wyglądu, zaś aspekt zdrowotny prawidłowego odżywiania się jest bardzo mocno marginalizowany – i nie wiem, czy to nie najgorsze w tym wszystkim. „Dieta” = odchudzanie, prawda? Tak można by sądzić, jeśli się posłucha 99% osób stosujących „dietę”, nikt prawie nie myśli o zdrowotnych konsekwencjach jej stosowania. Owszem, odchudzanie się ma w wielu przypadkach olbrzymi sens, szczególnie tam, gdzie mamy do czynienia z realną nadwagą lub otyłością, nie z wyimaginowanym nadmiarem kilogramów, wiadomo, że otyłość jest dziś problemem na skalę globalną, jednak stosowanie „cudownych” sposobów radzenia sobie z nią zwykle niesie ze sobą znacznie więcej skutków negatywnych niż pozytywnych.

Jednym z najczęstszych błędów, popełnianych podczas stosowania „diet cud” jest zaburzanie równowagi składników pokarmu dostarczanego organizmowi; wielokrotnie podkreślaliśmy, że równowaga jest kluczem do zdrowia, jej naruszanie, celowe czy nie prowadzić może jedynie do problemów. Dokładnie tak dzieje się w przypadku tzw. „diet”, nie można pozbawić organizmu, powiedzmy, węglowodanów i oczekiwać, że przyniesie to pozytywne skutki. Owszem, istnieje prawdopodobieństwo, że osiągnie się oczekiwany skutek (utratę wagi), ale kosztem istotnego pogorszenia stanu zdrowia, większość znanych nam przypadków stosowania takiej diety przyniosła ze sobą osłabienie odporności, chroniczne zmęczenie, brak ochoty do życia, pogorszenie nastroju i jego chwiejność, zaburzenia trawienia, nawet anemię. W dodatku wszystkie skończyły się rozczarowującym powrotem do poprzedniej wagi lub nawet wzrostem w stosunku do niej, kiedy organizm próbował odzyskiwać siły po takim złym traktowaniu. Takie powroty są także przyczyną wielu problemów psychicznych, gdyż osoba o obniżonej samoocenie, ze skłonnościami do depresji uzna to niechybnie za kolejną życiową porażkę, potwierdzającą wszystkie jej złe myśli na swój temat.

Kolejnym błędem, który dotyczy wszystkich takich diet jest fakt, że zmiana sposobu odżywiania się jest z założenia tymczasowa. Praktycznie nikt nie rozpoczyna „diety” bez perspektywy, że kiedy schudnie założone x kilogramów będzie mógł wrócić do poprzedniego sposobu jedzenia. Jaki jest zatem sens wprowadzania czegoś, co z założenia nie przyniesie żadnych długofalowych skutków, nie wniesie w życie żadnej nowej jakości, nie będzie miało żadnego znaczenia poza krótkotrwałym i bardzo złudnym poczuciem zadowolenia z siebie, że „dało się radę”? Jeżeli dotychczasowe odżywianie się spowodowało problem, to dlaczego istnieje takie pragnienie powrotu do niego, najlepiej jak najszybciej, najlepiej w jak najpełniejszym stopniu, dlaczego tak koniecznie chcieć, żeby znów można było robić sobie i swojemu organizmowi tę samą krzywdę, w dodatku z pełną świadomością tego? Ta tymczasowość diet powoduje, że osoby stosujące je mogą i pozwalają sobie na niezagłębianie się w jej istotę, nie analizują przyczyny powstawania problemu, nie zastanawiają się nad tym, jakie naprawdę skutki przyniesie taka zmiana. I właśnie ten brak refleksji nad szczegółami i ogółem zagadnienia sprawia, że tak beztrosko traktują zarówno swój stan przed dietą i po niej oraz samą dietę.

Jeszcze inny typ błędnego rozumowania to zastępowanie produktów pełnowartościowych ich wersjami „light” i dotyczy to nie tylko jedzenia. Nie zamierzamy propagować palenia papierosów, ale wiele badań naukowych wykazało jednocześnie, że papierosy „light” są bardziej szkodliwe dla zdrowia niż ich zwyczajne odmiany, co sprawia, że wszyscy, którzy żyją ułudą mniejszego szkodzenia sobie są w dużym błędzie. Podobne zastrzeżenia mają naukowcy do produktów spożywczych „light”, bowiem następuje w nich najczęściej nie tylko zubożenie wartości odżywczej produktu, ale w wielu przypadkach zastępowanie naturalnego (nawet jeśli postrzeganego jako niekoniecznie zdrowy) składnika innym, będącym często po prostu chemicznym dodatkiem typu polepszacz smaku, wypełniacz – np. słodzik w napojach gazowanych zamiast cukru obniża wartość kaloryczną, ale poza tym zabiegiem marketingowym nie daje żadnych korzyści, bowiem od dawna istnieją spore i uzasadnione, jak się wydaje, wątpliwości co do braku szkodliwego wpływu takich substancji na zdrowie. Warto także zauważyć, że stosowanie produktów „light” jest często impulsem do jedzenia znacznie więcej niż dotychczas, ponieważ łatwiej usprawiedliwić przed sobą takie postępowanie.

Niektórym wydaje się także, że metodą na zrzucanie wagi jest głodówka. Nic bardziej błędnego! Głodówka może być krótkotrwałym sposobem na oczyszczenie organizmu, wstępem do zmiany trybu życia i nawyków żywieniowych, ale na pewno nie może być metodą na dojście do odpowiedniej wagi. Nasz organizm wie lepiej, czego potrzebuje, nawet jeśli nasz mózg twierdzi, że jest inaczej. Kiedy zaczynamy głodować organizm przechodzi w stan uśpienia i zachowania energii, metabolizm spada drastycznie, rezerwy energii są oszczędzane bardziej niż kiedykolwiek. Zachodzące w organizmie procesy ulegają rozregulowaniu i nie jest łatwo później powrócić do równowagi, kiedy głodówka się kończy. W dodatku organizm pozbawiony przez jakiś czas pożywienia desperacko stara się zabezpieczyć przed ponownym wystąpieniem takiego stanu, dlatego istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo, że po głodówce wystąpi okres olbrzymiego zwiększenia apetytu i w efekcie przybrania na wadze. Warto także zauważyć, że jednym z efektów głodówki jest bardzo nieprzyjemny zapach ciała, kiedy usuwanie toksyn z organizmu powoduje ich wydzielanie przez skórę.

Zanim zatem zaczniemy myśleć o „dietach cud” warto uświadomić sobie, czym jest tycie i co je powoduje. Banalne pytanie? Pewnie, ale dlaczego zatem tak mało osób się nad nim zastanawia lub celowo ignoruje je na co dzień, a potem sięga po „cudowne” sposoby na zmniejszenie wagi? Tycie to nadmierne zwiększanie się masy ciała z powodu złego odżywiania się (złej diety) w połączeniu z brakiem aktywności fizycznej lub jej niedostatecznym powodem. Brzmi jak opis codzienności 99,9% społeczeństwa, prawda? Dokładnie tak jest, niestety, olbrzymia większość z nas pracuje na siedząco, nie zastanawia się nad tym, co i jak je, wolny czas spędzamy na siedząco lub leżąco, aktywność fizyczną ograniczamy do niezbędnych czynności, takich jak sprzątanie, zakupy (najlepiej samochodem!), a potem tłumaczymy zmęczeniem i brakiem czasu to, że nie umiemy spędzać wolnych chwil z rodziną w aktywny sposób, czemu zaprzeczają choćby weekendowe tłumy w pasażach i centrach handlowych, w taki właśnie sposób spędzają bowiem np. niedziele Polacy.

Można wymieniać jeszcze wiele nieprawidłowości w odżywianiu się przeciętnego Polaka, można narzekać na babcie i mamy nakazujące dziecku zjeść wszystko z talerza, zamartwiające się, że „niejadek”, bo nie opycha się po brzegi. Można narzekać na uczenie dzieci od maleńkości jedzenia najgorszej jakości pożywienia, wyrabianie w nich nawyków podjadania, napychanie ich słodyczami i uczenie ich odruchu, że słodycz = nagroda. Można narzekać na kompletny niemal brak zainteresowania pediatrów edukowaniem swoich pacjentek-matek w dziedzinie prawidłowego odżywiania dzieci. Można narzekać na kulturę masową i massmedia, które robią ludziom wodę z mózgów, przekonujących ich nachalnie na każdym kroku, że trucizna jest dla nich dobra, ba! Że jest nie tylko doskonałym pożywieniem, ale także wyznacznikiem statusu, oznaką bycia „cool”, niezbędnym elementem tworzenia społecznych więzi, więc każdy, kto rezygnuje z trucizny stanie się wyrzutkiem. Można narzekać na politykę państwa, które nie prowadzi działań profilaktycznych ani edukacyjnych w dziedzinie otyłości, ale wciąż tłumaczy się z braku pieniędzy na służbę zdrowia, które wydaje na leczenie chorób wynikających ze złego odżywiania się.

Można narzekać na jeszcze więcej spraw – tylko po co? Od narzekania jeszcze się nikomu nie polepszyło, mimo że czasem mam wrażenie, że sporo naszych rodaków dokładnie na to liczy i narzeka coraz więcej. Nie, nie będziemy narzekać, wolimy skupić się na działaniu i iść do przodu, bo to najlepszy kierunek. Dlatego stosujemy się w życiu kilkoma zasadami:

Świadomość – bez niej nic się nie zmieni i wszystko pozostaje po staremu. Świadomość tego, czym jest prawidłowe odżywianie dla naszego życia, na ile kształtuje każdą jego sferę. Świadomość może być efektem jakiegoś konkretnego zdarzenia, pojawić się w określonych okolicznościach, np. w wyniku choroby kogoś bliskiego, ale może także przyjść sama z siebie, najważniejsze, by w końcu zrozumieć, co jemy, dlaczego, jak i co to dla nas oznacza.

Edukacja – zarówno samouczenie się, jak i edukowanie innych. Tak, czasem ludzie marudzą, że za dużo mówimy o tym całym zdrowym odżywianiu, ale za każdym razem, kiedy spróbują żyć po naszemu nagle okazuje się, że przyznają rację, że jednak zmienia się wszystko. Chcemy dzielić się z innymi tym, czego nauczyliśmy się sami, chcemy pomagać im żyć lepiej, oczywiście, nie narzucamy się nikomu.

Odpowiedzialność – zarówno za samych siebie, jak i za najbliższych, szczególnie za dzieci, bo to ich przyszłość kształtujemy najbardziej. Dziecko w pierwszych latach życia jest wzorem, według którego będzie odbywać się jego późniejsze życie, jeśli doprowadza się do stanu, w którym pięciolatek jest otyły, to na niemal 100% będzie otyły w dorosłości. Im wcześniej pomożemy im wyrobić dobre nawyki, tym bardziej mamy pewność, że będzie prowadził zdrowe życie i przekazywał wiedzę swoim dzieciom.

Zdrowy rozsądek – bez niego niewiele można zdziałać, a w każdym razie łatwiej wtedy coś popsuć niż naprawić. Jest konieczny, by nie popaść w przesadę, by zachować równowagę, tę najważniejszą w dbaniu o zdrowie cechę, jest konieczny, by umieć rozróżnić między tym, co niezbędne, co potrzebne, co niekonieczne, co szkodliwe. Zachowywanie umiaru jest bardzo ważne we wszystkim, w wyznaczaniu sobie sposobu życia tym bardziej.

Wytrwałość – czasem człowiek ma dość, kiedy nie wszystko działa tak, jak powinno, kiedy efekty przychodzą zbyt wolne lub w ogóle wydaje się, że ich nie ma, wtedy niesamowicie ważne jest, by się nie poddawać, by dążyć przed siebie, nie odwracać się i nie cofać, a efekty w końcu przyjdą i życie stanie się lepsze i łatwiejsze, zaś pewne rzeczy, które wymagały takiego wysiłku okażą się być naturalne i codzienne.

I najważniejsze w tym wszystkim, żeby zawsze pamiętać, że w gruncie rzeczy chodzi o sprawy najważniejsze – życie, zdrowie, zadowolenie, szczęście nasze i najbliższych. To niby banał, powtarzany tak często, że zdrowie jest najważniejsze, kiedy ono dopisuje, reszta jakoś się zawsze ułoży. Nie, to nie banał, to szczera prawda, dlatego tym bardziej dziwi, że tak często ignorowana przez tak wielu, podczas gdy dbanie o zdrowie może – i jest! – znacznie łatwiejsze niż się może czasem wydawać.

 

Quinoa (komosa ryżowa)

Quinoa – a nazwę tę poprawnie wymawia się jak „kinła”, nie fonetycznie, jak powszechnie przyjęło się uważać – to roślina uprawna pochodząca z Ameryki Południowej, której nasiona od nawet 7 tysięcy lat, jak wskazują badania archeologiczne, stanowią podstawę diety rdzennych mieszkańców górzystych regionów  Ekwadoru, Peru, Boliwii i Kolumbii. Dla Inków była rośliną świętą, nazywali ją „matką wszystkich ziaren”. Po podboju przez hiszpańskich konkwistadorów zabronili oni jej uprawy ze względu właśnie na znaczenie tej rośliny dla Indian. Od dłuższego czasu quinoa zdobywa coraz większą popularność w USA i w Europie, co między innymi przyczyniło się do trzykrotnego wzrostu jej ceny między 2006 a 2013 rokiem, również trudności w uprawie spowodowane zróżnicowanym czasem wegetacji i konieczność ręcznego zbierania mają wpływ na cenę rynkową. Warto wspomnieć, że rok 2013 został ogłoszony przez ONZ „Międzynarodowym rokiem Quinoa” dla upamiętnienia mieszkańców Andów, którzy dzięki życiu zgodnie z naturą i swojej olbrzymiej o niej wiedzy byli w stanie zachować dla dzisiejszych pokoleń tę roślinę, coraz częściej zaliczaną do powiększającego się grona tzw. „superżywności”.

Dla Indian była quinoa „chlebem codziennym” nie bez przyczyny, jest to roślina będąca niesamowitą, zrównoważoną mieszanką składników odżywczych:

  • zawiera przede wszystkim bardzo dużo białka (ok. 14%), w dodatku jest to białko o wysokiej jakości, łatwo przyswajalne i wyjątkowo pożywne,
  • wysoka jakość białka sprawia, że w przypadku komosy ryżowej mamy do czynienia z białkiem pełnowartościowym, czyli składającym się w odpowiednich proporcjach ze wszystkich dziewięciu niezbędnych aminokwasów – co jest cechą rzadko występującą w pożywieniu roślinnym,
  • znajdziemy w niej zaledwie i aż 6% tłuszczu, zaledwie, bo jest to ilość niepowodująca nadmiernej kaloryczności, a jednocześnie większa niż w przypadku zbóż, co sprawia, że posiłek składający się z komosy jest lepiej zbilansowany i bardziej pełny z punktu widzenia zapotrzebowania organizmu, pozostaje zaś przy tym zdrowy,
  • zawartość węglowodanów także zawiera się w odpowiednich granicach, jest ich w quinoi niespełna 60%,
  • więcej błonnika znajdziemy w zasadzie wyłącznie w ziarnach gryki, 4% w komosie to dwukrotnie więcej niż w pszenicy i jęczmieniu,
  • zawartość składników mineralnych także przewyższa zdecydowanie tę w pszenicy czy życie, porównywalna zaś jest do występującej w jęczmieniu,
  • spośród tych składników najwięcej jest w niej fosforu, magnezu, żelaza, cynku, potasu i wapnia
  • jest doskonałym źródłem witaminy B1, B2, B6 i B9 oraz witamin z grupy E,
  • nie zawiera glutenu ani nie przyczynia się do zwiększania poziomu cholesterolu, ma niski indeks glikemiczny.

Świetnym sposobem na zwiększenie odżywczej wartości quinoi jest umożliwienie jej kiełkowania, które trwa zaledwie 3-4 godziny; kiełkowanie uruchamia naturalne enzymy i zwielokrotnia zawartość witamin, do tego zmiękcza ziarna, umożliwiając dodawanie surowej quinoi np. do sałatek. Właściwości quinoi sprawiają, że jest rozważana przez NASA jako jeden z podstawowych składników diety załóg przyszłych długotrwałych lotów w kosmos.

Wymienione wyżej składniki wchodzące w skład nasion komosy przyczyniają się do polepszania stanu naszego zdrowia na dziesiątki sposobów, wprost i oddziałując na określone mechanizmy w naszym organizmie, coraz więcej zaś badań naukowych wskazuje na wyjątkowe właściwości quinoi:

  • przeciwutleniacze zawarte w komosie, w tym witamina E i flawonoidy mają właściwości ograniczające w poważnym stopniu ryzyko występowania raka,
  • przeciwzapalne składniki komosy sprawiają, że kiedy zostaje ona włączona do codziennej diety staje się nieprzekraczalną niemal barierą dla stanów zapalnych, w tym także dla otyłości (pisaliśmy o niej jako o stanie zapalnym przy okazji innego tematu),
  • kwasy nienasycone w komosie dzięki swoim unikalnym właściwościom nie ulegają obniżeniu jakości podczas procesów obróbki cieplnej,
  • kompozycja składników komosy sprawia, że jest ona doskonałym sposobem walki z cukrzycą typu II, zarówno jako element diety profilaktycznej, jak i przeznaczonej dla osób już cierpiących na to schorzenie,
  • quinoa pomaga, jak wykazały badania, obniżać poziom złego cholesterolu oraz utrzymywać właściwy dobrego,
  • jej zalet dla osób cierpiących na celiakię lub z jakimkolwiek poziomem nietolerancji glutenu nie da się przecenić,
  • wysoka zawartość ryboflawiny (witaminy B2) polepsza metabolizm energii w komórkach mózgu i w mięśniach, ograniczając np. częstotliwość występowania migren,
  • niski indeks glikemiczny i niezbyt wysoka kaloryczność to doskonały sposób na kontrolowanie wagi i walkę z otyłością,
  • wysoka zawartość błonnika również wpływa na regulację procesów trawiennych, dodatkowo zaś pomaga dbać o odpowiedni stan jelit, przyczyniając się w ten sposób do naturalnego zwiększania odporności organizmu.

Quinoa ma także szereg zalety czysto praktycznych:

  • gotuje się szybciej niż kasza czy ryż,
  • smakuje doskonale sama w sobie, można jeść ją w zasadzie bez dodatków,
  • może być stosowana jako zamiennik ryżu i kasz,
  • mąka z komosy będzie doskonałym bezglutenowym surowcem do wielu potraw.

Warto pamiętać o zachowywaniu kilku zasad przy używaniu komosy w kuchni:

należy ją dokładnie opłukać przed przygotowaniem, bowiem pokryta jest naturalnie gorzką substancją, która chroni ją przed ptakami i innymi szkodnikami,

rozgotowana quinoa nie smakuje ani nie wygląda już tak dobrze, warto gotować ją w proporcji 1 do 2 z wodą, maksymalnie przez kwadrans,

po gotowaniu należy ją dobrze odcedzić, bowiem quinoa zawiera naturalnie sporo wody, po odcedzeniu warto wrzucić ją z powrotem do gorącego garnka, gdzie ulegnie dodatkowemu wysuszeniu.

Przekonaliśmy Was do spróbowania tej smacznej, doskonałej alternatywy dla ryżu i kasz? Możemy ją gorąco polecić na podstawie naszych własnych doświadczeń, jest naprawdę wyjątkowo smaczna i pożywna, do tego można z nią eksperymentować w kuchni na wiele sposobów – i wszystkie z nich są zdrowe. Zapraszamy do praktycznego świętowania międzynarodowego roku komosy razem z nami!

 

 

 

Olej arganowy

Lato to sezon odkrywania – temperatury i ilość słońca sprzyjają temu, byśmy odsłaniali więcej niż zwykle. To z kolei sprawia, że bardziej niż zwykle zależy nam na wyglądzie skóry, paznokci, włosów, bardziej nam zależy, by ten wewnętrzny blask, który każdy z nas ma w sobie objawiał się wyraźnie na zewnątrz, byśmy mogli idealnie harmonizować się ze słońcem i tworzyć letni zespół zadowolenia. Nie ma jakichś cudownych, prostych, szybkich recept, o wygląd i zadowolenie trzeba dbać przez cały rok, nie da się z zaniedbywanego przez miesiące lub lata organizmu wydobyć blasku w tydzień – ale są sposoby, by dbanie o siebie ułatwić. I nie tylko w kontekście urody – możemy to doskonale połączyć z dbałością o zdrowie.

Jedna z najlepszych takich metod jest olej arganowy, wyciskany z pestek owoców rosnącego niemal wyłącznie w Maroku drzewa arganowego. To ograniczenie występowania tylko do niewielkiego relatywnie obszaru sprawia, że olej arganowy jest jednym z najrzadziej występujących olejów, a jednocześnie jednym z droższych. Jednak jego wspaniałe właściwości warte są ceny, jest bowiem olej arganowy produktem, który doskonale wpływa na ludzki organizm zarówno przy stosowaniu jako żywność i dodatek do niej, jak i przy używaniu zewnętrznym – jako kosmetyk. Kilka zatem słów o najważniejszych składnikach oleju arganowego:

  • jest jednym z najlepszych źródeł witaminy E, zawiera jej bowiem dwukrotnie więcej niż oliwa z oliwek; pisaliśmy już o niej w kontekście wpływu słońca na organizm, przypomnimy więc, że jest potężnym, naturalnym przeciwutleniaczem, chroni skórę przed szkodliwym wpływem środowiska oraz zapobiega jej nadmiernemu starzeniu się, świetnie wpływa na włosy; ma także znaczenie dla płodności i układu rozrodczego w ogóle, jest ważna z punktu widzenia zdrowia układu nerwowego, pomaga w leczeniu astmy i zaćmy,
  • zawiera mnóstwo nienasyconych kwasów tłuszczowych z przewagą kwasów omega-9 i omega-6, warto jednak zwrócić uwagę, że nie ma w nim niemal wcale kwasu omega-3, więc konieczne jest podczas używania oleju zadbanie o dostarczanie tego składnika z innych źródeł, ponieważ, jak już pisaliśmy kiedyś, dobroczynne działanie omega-6 – obniżanie ciśnienia, zmniejszanie nadkwaśności żołądka, oczyszczanie organizmu poprzez zwiększanie wydajności pracy nerek, działanie przeciwzapalne – może zostać zniwelowane przez zaburzenie równowagi między nienasyconymi kwasami tłuszczowymi,
  • triterpenoidy zawarte w oleju chronią skórę przed szkodliwym wpływem słońca, wspomagają leczenie uszkodzeń i redukcję blizn, mają właściwości przeciwzapalne i oczyszczające,
  • jedną z najważniejszych cech oleju arganowego jest występowanie w nim unikalnej mieszanki rzadko występujących gdzie indziej fitosteroli, które są jednymi z najskuteczniej działających substancji obniżających poziom wyłącznie złego cholesterolu, działają przeciwzapalnie, przeciwgorączkowo, łagodzą działanie przewlekłych chorób układu nerwowego; hamują procesy, leżące u podstaw występowania chorób z autoagresji, działają przeciwbólowo, zapobiegają chorobom układu krążenia, a także w znaczący sposób wspomagają ogólną odporność organizmu. Nie bez znaczenia są również ich właściwości przeciwzakrzepowe oraz przeciwrakowe oraz dobroczynny wpływ na nastrój i kondycję fizyczną,

Mówiąc w skrócie – olej arganowy działa z każdej strony. Z jednej pomaga zachować i utrwalać zdrowie w najważniejszych obszarach:

  • zapobiega zapaleniom, chorobom serca i krążenia,
  • obniża cholesterol,
  • pomaga stabilizować poziom cukru,
  • redukuje ryzyko wystąpienia różnych typów raka,
  • walczy z insulinoodpornością, pomagając w leczeniu cukrzycy,
  • wspomaga odchudzanie,
  • łagodzi ból stawów i mięśni.

Z drugiej jest wspaniałym kosmetykiem:

  • redukuje zmarszczki,
  • skutecznie nawilża skórę,
  • wzmacnia włosy,
  • zmniejsza blizny i żylaki,
  • leczy spękaną, poparzoną skórę,
  • redukuje rozstępy i zapobiega powstawaniu nowych,
  • doskonale wpływa na stan paznokci,
  • leczy trądzik, egzemy i inne, podobne problemy skórne.

Nie ma chyba lepszej pory niż lato, żeby zacząć dbać o siebie kompleksowo. Niektórzy twierdzą, że najlepszym czasem na to jest wiosna, kiedy po zimie wszystko, w tym i my, budzi się do życia i bierze udział w kolejnym początku, jednak lato to pora, kiedy najwięcej jest słońca, światła, ochota do życia jest największa, okazji do przyjrzenia się sobie – z każdego punktu widzenia – też mnóstwo. I do działania – bo myślenie o zmianie jest ważne, ale jej wprowadzenie w życie jeszcze ważniejsze, dlatego działajmy, w sposób kompleksowy i naturalny, najlepszy ze wszystkich.

Witamina B2

W naszym cyklu dotyczącym witamin zajmiemy się dziś kolejną przedstawicielką grupy B – witaminą B2, która, podobnie jak jej wszystkie siostry spełnia niezwykle ważne funkcje w naszym organizmie. B2 znana jest także pod nazwą ryboflawina i uważana za jedną z najważniejszych z wszystkich witamin B, aczkolwiek warto pamiętać, że bardzo wrażliwą na światło, wystawienie produktów zawierających ją na bezpośrednie działanie światła słonecznego powoduje, że zniszczeniu ulec może nawet 70% witaminy. Czy tak jest istotnie, czy rzeczywiście jest B2 jedną z najważniejszych w rodzinie, spróbujemy odpowiedzieć w naszym wpisie:

  • ryboflawina wchodzi w skład nukleotydów, podstawowych elementów, z których z kolei powstaje nasze DNA i RNA,
  • jest składnikiem koenzymów, odpowiedzialnych za wiele ważnych funkcji zachodzących w naszym organizmie,
  • uczestniczy w procesach metabolicznych tłuszczów, białek, węglowodanów,
  • podobnie jak witamina A jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania narządu wzroku, odpowiada za prawidłowy przebieg reakcji biochemicznych w siatkówce, przekształca zbyt krótkie fale światła na takie, które są widoczne dla naszych oczu,
  • współpraca z witaminą A zapewnia również, że w naszym organizmie możliwe jest prawidłowe tworzenie się i funkcjonowanie błoń śluzowych (w drogach oddechowych, w przewodzie pokarmowym),
  • odpowiedzialna jest za dobry stan skóry i nabłonka naczyń krwionośnych,
  • niezbędna jest do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego, odpowiada za regulację prawidłowego działania przekaźników nerwowych, co zapobiega depresji i innym zaburzeniom nastroju,
  • konieczna jest do produkcji energii, do zapewnienia właściwego wzrostu komórek, wpływa w ogromnym stopniu na odporność organizmu,
  • bierze udział w wytwarzaniu czerwonych krwinek i hormonów, sprzyja gojeniu się ran poprzez stymulację procesu namnażania się komórek,
  • jest niezwykle ważna w procesie przetwarzania i przyswajania pozostałych witamin z grupy B,
  • jej właściwe dostarczanie organizmowi jest niezwykle ważne podczas ciąży, jej niedobór może spowodować bowiem żółtaczkę noworodków.

Choroba ta to jednak nie jedyny objaw niedoboru witaminy B, niedoboru, który dotyka w największym stopniu dzieci i osoby starsze, kobiety ciężarne, ale także osoby nadużywające alkoholu lub cierpiące na cukrzycę. Powinniśmy zastanowić się nad tym, czy w naszym organizmie posiadamy odpowiednio dużo witaminy B, kiedy zaczynamy zauważać któryś z punktów z poniższej listy:

  • zaburzenia wzroku, nadwrażliwość na światło jest jednym z najbardziej widocznych (nomen omen!) i oczywistych objawów,
  • niedowidzenie o zmierzchu (kurza ślepota),
  • kolejny problem ze wzrokiem, mający związek z brakiem ryboflawiny, to zaćma, odpowiedni poziom witaminy B2 chroni przed jej występowaniem,
  • chroniczne zmęczenie, apatia, ospałość, problemy z koncentracją, brak odporności na stres, depresja – to także objawy niedoboru, tak samo jak uciążliwe migreny,
  • zmiany na skórze, łuszczenie się jej, suchość, świąd, przetłuszczanie się, łamliwość włosów i paznokci
  • zaburzenia w obrębie jamy ustnej, przebarwienia języka, pieczenie warg i wnętrza jamy ustnej, zajady,
  • anemia, zawroty głowy, bezsenność, kurcze mięśni, ich drżenie.

W zbilansowanej diecie, nie opartej na zubożonym, wysokoprzetworzonym pożywieniu, którego, niestety, najwięcej w dzisiejszych czasach, niedobór witaminy B nie ma prawa występować, jednak wiemy doskonale, co trafia przede wszystkim na stoły. Warto zatem wiedzieć, skąd czerpać ją najlepiej i w największych ilościach – z pominięciem nabiału, który często wskazywany jest jako optymalne źródło ryboflawiny, jednak my już wiemy, że tzw. zalety nabiału nikną pod jego licznymi wadami, przede wszystkimi tymi związanymi z zanieczyszczeniem organizmu:

  • wątroba wołowa, nerki wieprzowe,
  • cielęcina, indyk, kurczak,
  • kasza jaglana, suszone śliwki, morele,
  • świeża makrela i łosoś, flądra, morszczuk i inne ryby morskie,
  • chleb żytni razowy, płatki owsiane, makaron żytni,
  • jaja, szpinak, fasola szparagowa, soczewica, groch, kapusta włoska
  • migdały, sezam, pestki słonecznika i dyni, orzechy pistacjowe, daktyle, figi.

Po tygodniu upałów, które – choć piękne i wreszcie udowodniły, że lato przyszło naprawdę – obciążały nasze organizmy nadchodzi czas pogody nieco bardziej neutralnej, idealnej do tego, by dbać o zdrowie na wiele sposobów, nie tylko odpowiednią dietą, także ruchem. Mamy cichą nadzieję, że nasze wpisy, także ten, przyczyniają się do tego, że chociaż w niewielkim stopniu pomagamy Wam w tym dbaniu.

 

Ocet jabłkowy

Prosty w przygotowaniu i stosowaniu ocet jabłkowy od wieków znajdował zastosowanie w medycynie naturalnej i w gospodarstwie domowym, według jej przekazów miał leczyć w zasadzie każde schorzenie, co oczywiście nie całkiem odpowiadało rzeczywistości, ale jak w każdej legendzie jest ziarno prawdy, tak w occie jabłkowym i jego dobroczynnym wpływie na organizm spora część opowieści jest jak najbardziej realna. Jak każdy ocet, ten jabłkowy także jest efektem długotrwałej fermentacji, najpierw cukier zawarty w owocach przetwarzany jest w alkohol, a potem tenże alkohol w procesie dalszej fermentacji zamienia się w ocet (angielska nazwa „vineger” pochodzi od francuskiego słowa oznaczającego „kwaśne wino”).

Ocet jabłkowy zawiera mnóstwo składników odżywczych, w tym:

  • witaminy A, B, C, P, E,
  • beta-karoten,
  • żelazo, krzem, potas, magnez, sód, miedź,

Przygotować można go na kilka sposobów, wszystkie jednak sprowadzają się do jabłek (w postaci nieobranej, obranej, tartej), wody i cukru (może być miód), niektóre przepisy polecają dodanie drożdży i razowego pieczywa. Po kilkudziesięciu dniach ocet jest gotowy i można zacząć cieszyć się jego właściwościami, zarówno tymi, które są ważne w profilaktyce i dla ogólnego stanu zdrowia, jak i tymi, które pomogą rozwiązać wiele doraźnych problemów:

 

  • ocet jabłkowy jest znakomitym i zdrowym sposobem na odchudzanie, znanym już w starożytności, w dzisiejszych czasach zaś potwierdzonym naukowo; działanie odchudzające polega zarówno na tym, że dodawany do żywności ocet wywołuje uczucie sytości, jak i na tym, że przyspiesza procesy trawienia, i spalanie tłuszczów,
  • obniża poziom cholesterolu we krwi i jej ciśnienie, przyczynia się do zmniejszenia ryzyka występowania chorób serca i układu krążenia,
  • obniża poziom glukozy we krwi, jest postrzegany jako przyszłość w leczeniu cukrzycy metodami naturalnymi,
  • badania naukowe wykazały, że ocet jabłkowy potrafi zabijać komórki rakowe lub spowalniać ich wzrost, obniża także ryzyko występowania niektórych nowotworów, na przykład raka przełyku,
  • ocet jabłkowy jest doskonałym uzupełnieniem domowych sposobów radzenia sobie z przeziębieniem i innymi chorobami górnych dróg oddechowych (np. anginą), łagodzi ból gardła, pomaga wyleczyć katar, redukuje kaszel,
  • pomaga alergikom, zarówno w profilaktyce, może bowiem pomóc nie dopuścić do pojawienia się objawów alergii, takich jak katar sienny, ale łagodzi także objawy astmy,
  • uspokaja, dlatego polecany jest osobom z obniżonym nastrojem, z depresją lub stanami lękowymi, pomaga zasnąć i pozbyć się uciążliwych bólów głowy,
  • wskazany jest w problemach z trawieniem, znakomicie radzi sobie z mdłościami i nudnościami, zgagą, zaparciami i biegunką, wspomaga ogólnie pracę jelit,
  • działa dobroczynnie na wątrobę i nerki, pomaga w ich skutecznej pracy
  • oczyszcza organizm z toksyn i innych szkodliwych substancji, usuwa złogi zalegające w naszym organizmie,
  • stosowany zewnętrznie leczy wiele problemów skórnych, likwiduje łuszczenie się, wypryski, wpływa doskonale na jej stan, wzmacnia skórę, łagodzi oparzenia i ukąszenia, przyspiesza gojenie się ran, tak samo doskonale działa na włosy,
  • używany jest jako składnik kompresów, które pomagają rozluźniać mięśnie szkieletowe, łagodzi także zwichnięcia i stłuczenia, stosowany jest także w leczeniu żylaków i w ich profilaktyce.

To zapewne nie wszystkie zastosowania octu jabłkowego, chcieliśmy jednak pokazać jego najważniejsze, sprawdzone zalety, jest on bowiem jednym z najprostszych do przygotowania i stosowania sposobów na zachowanie zdrowia. Warto pamiętać tylko, że nie jest to kuracja wskazana dla osób z wrzodami żołądka i ogólnie nadkwasotą, zresztą ocet jabłkowy należy w ogóle stosować rozcieńczony wodą lub sokiem owocowym, można dodać do niego miodu lub ksylitolu. Pić mogą dorośli i dzieci, profilaktyczne stosowanie wymaga jedynie 1-2 łyżeczek dwa razy dziennie; osoby stosujące ocet jabłkowy – i wiemy to z bezpośredniej styczności – chwalą go sobie, bowiem od czasu rozpoczęcia używania pozbywają się uczucia ciężkości, obrzęków, problemów z ciśnieniem, mają lepszy apetyt, a jednocześnie jedzą mniej, więc zdrowo, znika całe mnóstwo dolegających im problemów. Ocet jabłkowy można przygotować samemu, dla tych jednak, którzy nie mają na to czasu lub warunków polecamy dostępny w naszym sklepie, chętnie kupowany i chwalony przez nabywców.

Anglicy mówią „an apple a day keeps the doctor away” (w wolnym tłumaczeniu: „jedno jabłko dziennie, a doktor potrzebny nie będzie”) – i ta mądrość dotyczy także jabłek w postaci octu z nich sporządzonego, ma on bowiem wszystkie zalety prozdrowotne jabłek i o wiele więcej innych. Nam także jabłko zawsze kojarzyło się właśnie ze zdrowiem, z energią, z ochota do życia, dlatego gorąco polecamy ocet jabłkowy jako prosty sposób na dobre zdrowie. A przecież właśnie takie są najlepsze na nie sposoby, proste, prawda?