Ciasteczko marcepanowo – arachidowe

Kolejny ciekawy przepis na zdrowe ciasta, które smakują chyba wszystkim dzieciom:)

Składniki:

  • 250 gram orzechów arachidowych niesolonych
  • 25 gram sezamu
  • 50 gram miodu
  • Łyżeczka cynamonu
  • 100 gram ksylitolu
  • 100 gram migdałów
  • Truskawki, borówki, maliny do dekoracji

Migdały zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na godzinę. Odcedzamy i obieramy ze skórek.

Do blendera wsypujemy ksylitol i mielimy na najwyższych obrotach przez 15 sekund. Kopystką strzepujemy cukier ze ścianek tak, aby był na dnie. Dodajemy obrane migdały i mielimy na najwyższych obrotach przez 15 sekund. Przekładamy do miseczki.

Do blendera wsypujemy orzechy ziemne, sezam oraz cynamon i mielimy na najwyższych obrotach przez 15 sekund. Dodajemy miód i na mniejszych obrotach mielimy przez 10 sekund. Przekładamy do miseczki.

Foremką wycinamy kształt z wafelka. Układamy warstwę z orzechów ziemnych i wygładzamy. Następnie układamy jasną warstwę, czyli marcepan i też wygładzamy. Zdejmujemy formę i dekorujemy owocami, na przykład truskawkami, malinami czy borówkami.

IMG-20170525-WA0003 IMG-20170525-WA0001

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Właściwości zdrowotne

Orzechy arachidowe, zwane również ziemnymi są bogate w witaminę B3 czyli niacynę. Jest ona niezbędna do prawidłowego funkcjonowania mózgu oraz obwodowego układu nerwowego. Bardzo ważna na etapie wzrostu i rozwoju dzieci. Orzechy ziemne zawierają też dużo białka i są bardzo pożywną przekąską, która dostarcza energii na długo ponieważ  nie zawiera rafinowanego cukru tylko miód oraz cukier brzozowy czyli ksylitol. Jest to zdrowy zmiennik cukru. Z ksylitolu zrobiony został cukier puder a po dodaniu migdałów powstał marcepan.

Migdały również są bardzo zdrowe, zawierają witaminę B2, E oraz niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. Migdały wspomagają pracę układu nerwowego, poprawiają pamięć i koncentrację oraz działają uspokajająco.

Sezonowe owoce dodane do ciastka przełamują słodycz i stanowią ciekawe uzupełnienie tego wyjątkowo zdrowego deseru.

Smacznego

 

 

Zielona kawa

Kawa. Nieodłączna towarzyszka poranków, czy to w pracy, czy w wolnym dniu w domu, może pobudzać i może pomagać w relaksie, jest nie tylko napojem energetycznym, ale także elementem tworzącym i podtrzymującym więzi społeczne, bo przecież ile razy jesteśmy zapraszani lub zapraszamy „na kawę”? Trudno byłoby sobie wyobrazić nasze życie bez niej i nie zamierzam udawać, że w mojej zdrowej diecie kawy nie ma, jest i będzie, choć w mniejszych ilościach, zastąpiona w części przez różne  ziołowe herbaty. Nie dlatego nawet, że żywię jakieś obawy co do jej wpływu na zdrowie, kawa ma swoje zalety i wady (w zdecydowanej większości zalety), ale głównie ze względu na to, że moja dieta stała się znacznie bardziej urozmaicona niż kiedyś i obejmuje to także część dotyczącą gorących napojów.

Ale nie o kawie dziś, przynajmniej nie o takiej, o jakiej myślimy wszyscy, gdy słyszymy słowo „kawa”. Dziś o kawie zielonej, która od jakiegoś czasu zaczyna zdobywać coraz większą popularność, a ja postanowiłam trochę poszperać i dowiedzieć się, czy słusznie, czy istotnie jej zalety są tak istotne, że powinna stać się kolejnym elementem zdrowego stylu życia. Zielona kawa różni się od czarnej kawy mniej więcej tak, jak różnią się zielone oliwki od czarnych, oliwki zbierane są po prostu na różnych etapach dojrzewania, w przypadku kawy „zielona” oznacza, że ziarna nie były poddane procesowi palenia, nie mamy do czynienia z innym gatunkiem kawy.

Warto najpierw przypomnieć sobie, jakie zalety posiada kawa w ogóle, bo ważne, żeby pamiętać, że nie jest tak, że zmiana z czarnej na jej zieloną wersję oznacza standardową zamianę złego na dobre, bynajmniej, bowiem:

  • kawa ogranicza ryzyko raka wątroby,
  • ogranicza ryzyko udaru,
  • zmniejsza niebezpieczeństwo wystąpienia glejaka,
  • obniża ryzyko wystąpienia raka wątrobowokomórkowego,
  • kofeina w niej zawarta zapobiega chorobie Alzheimera i pomaga funkcjonować mózgowi osoby chorej,
  • kawa wpływa na organizm podobnie jak tradycyjne chińskie metody stymulowania energii qi,
  • kawa ogranicza ryzyko cukrzycy (oczywiście pita bez cukru!),
  • zmniejsza ryzyko wystąpienia raka trzustki,
  • ogranicza objawy typowe dla długotrwałej pracy przed komputerem (bóle karku, ramion, nadgarstków).

Oczywiście, warto pamiętać o umiarze w piciu kawy, kofeina jest moczopędna i w dużych dawkach przyczynia się do zakwaszenia organizmu oraz do odwodnienia, jak i do wypłukiwania z niego cennych składników odżywczych, jednak jak ze wszystkim, rozwaga pozwala zachować równowagę i cieszyć się zaletami czarnej kawy. Jednak dość już o niej, czas przejść do kawy zielonej, głównej bohaterki tego wpisu.

Zielona kawa pojawiła się w użyciu dawno temu, nie jest bynajmniej jakimś nowoczesnym odkryciem, uważa się, że w rejonie morza Czerwonego i na Półwyspie Arabskim już niemal tysiąc lat temu była pita właśnie w taki sposób, bez palenia ziaren, dziś jest promowana głównie jako jeden z wielu sposobów na odchudzanie i najczęściej z tego powodu właśnie kupowana, jednak to tylko jedna z jej zalet i wcale nie najważniejsza z punktu widzenia zdrowia organizmu:

  • znajduje się bardzo wysoko na liście produktów zawierających największe ilości przeciwutleniaczy (ORAC), ma ich znacznie więcej niż czarna kawa, jest, można powiedzieć, przeciwutleniaczem w formie skoncentrowanej; warto zwrócić uwagę, że na skalę ORAC należy patrzeć nieco inaczej niż na zwykłą listę, bowiem wskazuje ona na zdolność pochłaniania reaktywnych form tlenu przez przeciwutleniacze, ale odnosi się do takich samych ilości danego produktu, a przecież trudno porównać (na przykład) sto gramów kawy, zielonej lub czarnej do, powiedzmy, stu gramów cynamonu czy goździków; najlepszym sposobem jest porównywanie realnej zawartości przeciwutleniaczy, wtedy okazuje się, że zielona kawa ma ich wielokrotnie więcej niż choćby borówki, tak często wskazywane jako doskonałe źródło antyoksydantów (w ramach ciekawostek, gorzka czekolada ma piętnastokrotnie więcej przeciwutleniaczy niż jej mleczna odmiana, a to względu na ograniczenie zawartości kakao);
  • jej właściwości wynikające z zawartości przeciwutleniaczy to przede wszystkim olbrzymi wpływ na ograniczanie ryzyka występowania raka we wszelkich odmianach, ale także opóźnianie starzenia się organizmu oraz degeneracji komórek, która z kolei prowadzić może do mnóstwa chorób, także tych najgroźniejszych;
  • ekstrakt z zielonej kawy obniża ciśnienie krwi, w badaniach naukowych na grupie ochotników z nadciśnieniem wykazano olbrzymi wpływ spożywaniu tego ekstraktu na obniżenie ciśnienia i zmniejszenie ryzyka występowania rozmaitych chorób układu krążenia wynikających z nieprawidłowego ciśnienia krwi;
  • istotnie, zielona kawa i ekstrakt z niej w istotny sposób wpływają na obniżenie masy ciała, potwierdzone zostało to w testach i badaniach, przyjmowanie ekstraktu z zielonej kawy, nawet bez dokonywania zmian w diecie przyczyniało się do utraty zbędnych kilogramów, przywracania właściwych proporcji ciała, obniżania procentowej zawartości tłuszczu w organizmie oraz nawet do obniżania częstotliwości bicia serca, wszystko to w dodatku bez skutków ubocznych wyniki badań są tak jednoznaczne, że lekarze i naukowcy postulują używanie zielonej kawy jako niedrogiego sposobu na zapobieganie i leczenie otyłości, będącej jednym z największych problemów XXI wieku;

Zieloną kawę możemy pić, możemy ją także przyjmować w formie suplementów diety, wybór należy do nas, obie formy mają swoje zalety, jedna jest prostsza i bardziej skuteczna, druga daje dodatkową przyjemność z picia kawy. Chociaż zwykle jestem przeciwniczką ulegania rozmaitym, chwilowym modom uważam, że w tym przypadku można i należy nawet zrobić wyjątek i dać sobie szansę spróbowania tego nowego/starego wynalazku, zielonej kawy. Nie zaszkodzi, może tylko pomóc, w dodatku przyczynić się może do urozmaicenia naszych nawyków oraz wzbogacenia ich w ten najbardziej kojarzący się ze zdrowiem kolor – zielony.

 

Nasiona Chia

Dziś kilka słów o nasionach szałwii hiszpańskiej, znanej chyba bardziej pod nazwą chia, roślinie – jak wiele z tych, o których już pisaliśmy i pisać będziemy – wywodzącej się z Ameryki Łacińskiej. Uprawiali ją już Aztekowie w czasach prekolumbijskich i uprawiana jest nadal, głównie w Meksyku i Gwatemali. Słowo „chia” wywodzi się z języka nahuatl, którym posługiwali się Aztekowie i oznacza „oleisty”.

I istotnie, jest to doskonałe określenie dla nasion, z których wyciskany jest olej mający w swoim składzie:

  • 60-65% kwasów omega-3,
  • 18-20% kwasów omega-6,
  • 6% kwasów omega-9,
  • 10% tłuszczów nasyconych.

Same zaś nasiona dostarczają w 100 gramach między innymi:

  • 32 gramy tłuszczu,
  • 39 gramów błonnika pokarmowego,
  • 16 gramów białka,
  • 420 miligramów wapnia,
  • 650 miligramów potasu,
  • 16 miligramów żelaza,
  • niemal 100% dziennego zapotrzebowania na fosfor,
  • ponad 100% dziennego zapotrzebowania na mangan.

Oczywiście, sama lista składników to trochę za mało, by mówić o dobroczynnym wpływie nasion chia, chociaż na pewno robi wrażenie, jednak ich zalety są znacznie większe niż można by myśleć na podstawie samej takiej listy:

  • pomagają zrzucić wagę lub ją zachować, działając na kilka sposobów, potrafią wchłonąć niesamowite ilości wody, dwunastokrotnie większe od własnej masy, zwiększając objętość i tworząc wypełniającą masę żelową
  • spowalniają trawienie węglowodanów i tym samym wchłanianie cukrów, stanowiąc doskonały sposób na zapobieganie cukrzycy, a także mogąc stanowić element diety osób cierpiących już na tę chorobę,
  • regulując poziom cukru we krwi nie tylko zapobiegają cukrzycy, pozwalają także lepiej organizmowi gospodarować energią, regulacja ta zapobiega także otyłości,
  • ich właściwości higroskopijne powodują, że stanowią doskonałe źródło wody, szczególnie dla osób uprawiających sport lub poddanych innemu wysiłkowi fizycznemu,
  • regulują trawienie, zarówno poprzez właściwości, których mowa wyżej jak i poprzez wysoką zawartość błonnika pokarmowego, który, jak już wiele razy podkreślaliśmy, jest jednym z kluczowych elementów prawidłowego procesu trawiennego,
  • dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych wpływają pozytywnie na wiele elementów naszego organizmu, w tym także na nastrój i ogólną ochotę do życia,
  • są łatwiejsze do strawienia niż siemię lniane, więc posiadając zbliżone zalety stanowią jeszcze lepsze źródło dobroczynnych składników,
  • wysoka zawartość przeciwutleniaczy włącza nasiona chia do grupy tych pokarmów, które biorą aktywny udział w profilaktyce przeciwrakowej oraz spowalniają w bardzo istotny sposób procesy starzenia się organizmu,
  • nasiona chia to także jedno z lepszych, zdrowych źródeł wapnia, dzięki czemu przyczyniają się w bardzo istotny sposób do tworzenia się mocnych kości i zapobiegają osteoporozie,
  • mangan zawarty w nasionach chia to także element procesu tworzenia się zdrowego kośćca, ponadto pomaga organizmowi we wchłanianiu innych ważnych składników odżywczych,
  • podobną rolę spełnia fosfor, będący elementem kości i zębów, a do tego stanowiący niezbędny składnik procesu budowy zdrowych komórek oraz ich regeneracji,
  • dzięki zawartości tryptofanu znacznie szybciej uzyskujemy uczucie sytości, jest to także składnik odpowiedzialny za nastrój, regulujący apetyt i zdrowy sen,
  • nasiona chia wpływają na zdrowie serca, regulując ciśnienie krwi oraz zwiększając ilość zdrowego cholesterolu przy jednoczesnym obniżaniu poziomu ogólnego oraz złego cholesterolu,
  • brak zawartości glutenu czyni nasiona chia jednym z pokarmów zalecanych przy celiakii i innych formach nietolerancji na gluten,
  • dodatek nasiona chia może sprawić, że danie, które zwykle powodowało u nas dolegliwości żołądkowe lub co najmniej jakieś sensacje nagle stanie się doskonale strawne i dostarczać nam będzie wyłącznie przyjemności z jedzenia!

Zasadniczo zalecana dzienna dawka nasion chia nie powinna przekraczać piętnastu gramów, co czyni je raczej dodatkiem do innych potraw niż podstawowym daniem, jednak nawet tak niewielka ilość, spożywana codziennie może znacząco przyczynić się do niesamowitej poprawy naszego zdrowia. Ja sama dodaję ich do mojego chleba oraz do sałatek, więc mogę swobodnie czerpać z tego źródła dobra, ale oczywiście na tym nie kończy się lista możliwych zastosowań szałwii hiszpańskiej. Polecam, szczególnie teraz, kiedy coraz ciemniej za oknem, nastrój czasem nie całkiem taki, jak powinien, więc warto zrobić sobie przyjemność, na przykład jakąś zdrową sałatką, a kwasy omega-3 dodatkowo polepszą nasze samopoczucie. Smacznego!

Wapń – gdzie go szukać, jeśli nie w nabiale?

Mleko i wapń wydają się być nierozerwalnie ze sobą związane, jak jin i jang, jak noc i dzień, jednak od dawna wiadomo już, że związek ten należy do rodzaju toksycznych i to w dosłownym znaczeniu, bowiem korzyści związane z wapniem i jego dostarczaniem naszemu organizmowi nie są wystarczające, by równoważyć zagrożenia płynące ze spożywania nabiału w każdej niemal postaci. Pisałam już o niezdrowym wpływie mleka i nabiału wielokrotnie, polecam zamieszczony tu kilka miesięcy temu film na ten temat wszystkim tym, którzy wolą informacje w skondensowanej, konkretnej formie, więc nie będę się specjalnie powtarzać, przypomnę tylko najważniejszą tezę: człowiek nie jest stworzony do spożywania nabiału, szkodzimy naszemu organizmowi karmiąc go mlekiem i jego przetworami.

Dobrze zatem, skoro mleko jest tak złe, skąd brać wapń? Wyobrażam sobie czasem, w jaką panikę wpadłoby mnóstwo osób, gdyby wiedza o szkodliwości nabiału stała się jeszcze bardziej powszechna i nie była zaciemniana przez rozmaite kampanie społeczne przekazujące zakłamany obraz rzeczywistości. Wyobrażam sobie, bowiem doskonale wiem, że wiedza na temat pozyskiwania wapnia z innych produktów niż mleczne jest – delikatnie mówiąc – niewielka, chociaż przecież tak niewiele trzeba, by dowiedzieć się znacznie więcej, może nawet nie w chęci tu problem, tylko w braku świadomości, skoro nie wie się o problemie, to dlaczego miałoby się szukać sposobów jego rozwiązania, dlatego staram się na każdym kroku mówić o szkodliwości nabiału i przekonywać do jego zastąpienia czymś znacznie zdrowszym.

Wapń to metal niezwykle istotny dla naszego życia i zdrowia, nie ulega wątpliwości, że bez niego nasz organizm nie miałby szans funkcjonować prawidłowo, bowiem:

  • wapń wchodzi w skład kości (99% wapnia w organizmie znajduje się właśnie w nich), jest jednym z najważniejszych elementów tworzących zdrowe, mocne kości,
  • bierze udział w przewodzeniu impulsów bioelektrycznych,
  • jest koniecznym elementem zapewnienia prawidłowości procesu skurczu mięśni, w tym mięśnia sercowego,
  • zapewnia właściwe krzepnięcie krwi,
  • przyczynia się do zapewnienia odpowiedniej przepuszczalności błon komórkowych i naczyń włosowatych,
  • bierze udział w procesie wytwarzania enzymów i hormonów.

Wszystkie te cechy sprawiają, że nie może być nawet mowy o niedbaniu o właściwy poziom wapnia w organizmie, jednak, skoro mleko to taki „cudowny” sposób, jak dbać właściwie, tak, by korzyści przewyższały szkody? To proste, poniżej przedstawiamy listę kilkunastu produktów, których zawartość wapnia jest tak wysoka, że mogą stanowić doskonały zamiennik nabiału; warto zauważyć, że część z nich przewyższa mleko pod względem ilości wapnia, a jeśli dodamy do tego inne zalety wymienionych poniżej produktów, otrzymujemy gotową receptę, jak pozbyć się jednego z elementów niesławnej „białej trójki”; pozostałych- cukru i mąki – mam nadzieję, pozbyliście już dawno. Dla przypomnienia, w 100 g mleka krowiego znajduje się około 100-120 mg wapnia, zalecane zaś dzienne spożycie dla dorosłego wynosi około 1000-1500 mg, dla dzieci w zależności od wieku od 200 mg do nawet 1500 w przypadku dzieci w okresie najszybszego wzrastania.

Zawartość w 100 g produktu:

  • melasa z karobu – chleba świętojańskiego –  3150 mg,
  • mak – 1300 mg,
  • surowe ziarno sezamu niełuskanego – 1160 mg,
  • tahini – 426 mg,
  • sardynki w puszce – 350-500 mg,
  • suszone figi – 203 mg,
  • migdały – 250 mg,
  • amarantus – 248 mg,
  • soja – 230 mg,
  • orzechy – do 200 mg,
  • quinoa – 200 mg,
  • szpinak – 200 mg,
  • natka pietruszki – 190 mg,
  • tofu – 150 mg,
  •  jarmuż – 150 mg,
  • morele suszone – 139 mg,
  • czosnek  – 85 mg,
  •  fasola szparagowa  – 65 mg,
  •  brukselka – 60 mg,
  • soczewica – 50 mg,
  • jaja kurze – 50 mg,
  • płatki owsiane – 55 mg.

Mleko to zło – niestety, nie ma w tym grama przesady. Mleko i nabiał to przepis na kłopoty, więc jeśli chcemy zachować zdrowie, jednocześnie dostarczając organizmowi odpowiednie ilości składników odżywczych, nie ma wyjścia, musimy się trochę rozejrzeć, poszukać zamienników mleka (np. z pomocą powyższej listy), zweryfikować nasz jadłospis i nawyki żywieniowe. Gwarantuję Wam, że efekty będą piorunujące, od tych długofalowych, na przykład większej odporności do takich widocznych niemal od razu, na przykład znacznego polepszenia się stanu skóry (zdumiewające, jak zmniejsza się liczba choćby rozmaitych pryszczy i innych paskudztw).Już teraz zdarzają się dermatolodzy, których pierwszym zaleceniem jest odstawienie nabiału. Dlatego po raz kolejny – wapń tak, mleko nie!